Fotospacer będzie raczej zaproszeniem do wyjścia z domu bez pośpiechu i bez ambicji odhaczania czegokolwiek. Aparat stanie się pretekstem, nie celem – usprawiedliwieniem, by na chwilę zwolnić i pozwolić sobie na błądzenie, zatrzymanie, cofnięcie się o kilka kroków tylko dlatego, że światło nagle ułoży się inaczej.
To, co nas czeka, można nazwać spektaklem codzienności. Miasto stanie się sceną, ale nie taką, którą się dekoruje i przygotowuje pod widza. Sceną będzie to, co dzieje się samo: ruch ludzi, zmieniające się niebo, odbicia w szybach, krótkie gesty i sytuacje, które zdarzają się tylko raz. Fotograf nie będzie reżyserem, a raczej uważnym obserwatorem, który ma szczęście być w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze. Ten spektakl nie będzie miał powtórek ani zapowiedzi – wydarzy się i zniknie.
Będziemy chodzić po mieście atrakcyjnym, ale opowiadanym inaczej niż zwykle. Zamiast utartych ścieżek pojawią się boczne spojrzenia i drobne przesunięcia perspektywy. Nie dlatego, że główne miejsca są nieważne, ale dlatego, że ich sens często widać dopiero z dystansu. Fotospacer poprowadzi przez przestrzenie, które nie proszą się o uwagę, a jednak potrafią ją zatrzymać. To będzie miasto znane, ale oglądane bez przewodnika i bez gotowej narracji.
Każdy pójdzie w swoim tempie, nawet jeśli będziemy iść razem. Nie będzie potrzeby ciągłego trzymania się grupy ani porównywania kadrów. Jedni zatrzymają się na dłużej, inni pójdą kilka metrów dalej, ktoś może w ogóle nie podnieść aparatu przez dłuższą chwilę. I to będzie w porządku. Fotospacer nie będzie wymagał synchronizacji – pozwoli na różne sposoby patrzenia i bycia w przestrzeni.
Ważnym elementem będzie cisza. Nie jako zasada, ale jako naturalny stan skupienia. W tej ciszy łatwiej zobaczyć, co naprawdę dzieje się dookoła, i uporządkować własne myśli. Nie każdy moment musi kończyć się zdjęciem. Czasem najważniejsze rzeczy wydarzą się pomiędzy kadrami, w krótkich pauzach, których nie da się zapisać, ale które zostają na dłużej.
Zdjęcia, które powstaną, nie będą raportem ani dokumentacją spaceru. Będą zapisem obecności i uważności. Część z nich nigdy nie trafi do internetu ani na wystawę, i nie będzie to strata. Sens fotospaceru nie będzie mierzył się liczbą kadrów, lecz tym, co zostanie w głowie po powrocie.
Wrócimy do tego samego miasta, do tych samych ulic, ale z lekko przesuniętym spojrzeniem. Taki ma być ten projekt – bez wielkich deklaracji i bez obietnicy spektakularnych odkryć. Raczej jako spokojna zapowiedź tego, jak będziemy patrzeć i jak będziemy chodzić. A reszta wydarzy się po drodze.






























































