poniedziałek, 9 lutego, 2026

Operacja bez znieczulenia. Jak państwo topi szpitale powiatowe

0
Operacja bez znieczulenia. Jak państwo topi szpitale powiatowe
Ewa Wawro, radna RPJ, subiektywny obserwator
Udostępnij:

Można długo udawać, że problem nie istnieje.
Można mówić o „reformach”, „mapach potrzeb”, „restrukturyzacjach”.
Ale są momenty, w których dokument mówi więcej niż sto konferencji prasowych.

Stanowisko Zarządu Związku Powiatów Polskich ze stycznia tego roku jest właśnie takim dokumentem. Bez eufemizmów. Bez dyplomatycznego owijania w bawełnę. Samorządowcy piszą wprost, że obecne działania rządu i Narodowego Funduszu Zdrowia uderzają w szpitale powiatowe i prowadzą je w stronę zapaści. Umowy na 2026 rok szykowane są na poziomie niższym niż realne wykonanie 2025. Koszt „Dobrego posiłku w szpitalu” zrzucono na placówki. Planowana jest likwidacja współczynników korygujących dla najmniejszych szpitali. Do tego dochodzą wielomiesięczne opóźnienia w płatnościach za świadczenia nielimitowane.

ZPP nazywa to dosadnie: ukrytym wymuszaniem likwidacji lub restrukturyzacji szpitali powiatowych. A cały proces porównuje do operacji bez znieczulenia na żywym organizmie. Trudno o trafniejszą metaforę.

Bo operuje się tu nie przyczynę choroby, ale pacjenta.
A choroba zostaje.

Najwygodniej byłoby – jak zawsze – zrzucić winę na dyrektorów szpitali. Na „brak restrukturyzacji”. Na „złe zarządzanie”. Ta narracja świetnie się sprzedaje, bo zwalnia państwo z odpowiedzialności. Tyle że nawet Związek Powiatów Polskich, który na co dzień nie ma w zwyczaju pisać publicystycznych manifestów, stawia sprawę jasno: to system produkuje dług. System, który źle wycenia świadczenia, spóźnia się z waloryzacją, przeciąża szpitale skutkami niewydolnej POZ i przerzuca finansowe konsekwencje swoich decyzji na samorządy.

I tu dochodzimy do Jasła.
Bo byłoby zwyczajnie nieuczciwe udawać, że wszystko to spadło na nas z Warszawy jak gradobicie.

O złym zarządzaniu Szpitalem Specjalistycznym w Jaśle pisaliśmy i mówiliśmy przez lata. O decyzjach odkładanych „na później”. O braku realnych działań naprawczych wtedy, gdy był jeszcze czas. O zmianach dyrekcji bez strategii, o gaszeniu pożarów zamiast porządkowania instalacji. Ten dług nie wziął się znikąd i nie powstał wyłącznie na skutek błędów kolejnych rządów.

Ale rok 2025 pokazuje coś więcej. Pokazuje moment graniczny. Moment, w którym nawet najlepiej prowadzony szpital powiatowy nie ma dziś szans wyjść na prostą, jeśli system pozostaje głuchy na realne koszty leczenia. Gdy w jednym roku strata sięga ponad 27 milionów złotych, a niemal wszystkie oddziały – mimo pełnej pracy – generują minusy, to nie jest już wyłącznie opowieść o lokalnych błędach. To jest zderzenie wieloletnich zaniedbań zarządczych z systemem, który przestał amortyzować jakiekolwiek potknięcia.

I właśnie dlatego w Jaśle nie da się dziś uczciwie rozdzielić tych dwóch odpowiedzialności. Złe decyzje lokalne spotkały się z cynizmem systemu, który zamiast pomóc, dolał benzyny do ognia. Szpital leczy dalej, bo musi. Pacjentów nie da się odesłać z kwitkiem, tłumacząc im, że „kontrakt się nie spina”. Ale dług rośnie, bo w obecnym modelu nie ma innego scenariusza.

ZPP pisze wprost: nawet najlepiej zaprojektowane programy naprawcze nie zlikwidują systemowej luki finansowej. A bez jej zasypania mówienie o reformie ochrony zdrowia jest zwykłą fikcją. Mamy więc do czynienia nie z reformą, lecz z pozorowaniem działań, odkładaniem problemu na później i cichą nadzieją, że kolejna kadencja będzie się martwić sama.

Tyle że zdrowie – podobnie jak dług – nie znosi zamiatania pod dywan.

Szpitale powiatowe już dawno przestały tonąć same.
One są po prostu systematycznie topione.

Ewa Wawro
subiektywny obserwator