W jasielskim szpitalu nie ma dziś oddziału ani grupy zawodowej, która mogłaby powiedzieć: nas to nie dotyczy. Rehabilitanci, pielęgniarki, lekarze, ortopedzi – wszyscy funkcjonują w tej samej atmosferze: niepewności, napięcia i strachu przed kolejną decyzją podejmowaną bez dialogu i bez wyjaśnień.
To nie jest przypadek.
To jest metoda.
Metoda zarządzania oparta na insynuacjach, publicznych sugestiach i przerzucaniu odpowiedzialności na system (NFZ), pracowników. Metoda, która rozmontowuje szpital od środka.
Najpierw dermatologia. Zlikwidowana bez wahania – oddział, który miał taką długą i bogatą historię, który miał pacjentów, potrzebę i sens istnienia. Ale o tym, jak wygląda proces zamknięcia oddziału i jakie są jego skutki, w tym pracownicze, tradycyjnie cisza.
Rehabilitacja – najpierw odebrać godność, potem miejsca pracy
Podczas jednego z ostatnich posiedzeń Zarządu Powiatu, z udziałem członków Rady Społecznej Szpitala oraz radnych z Komisji Społecznej, dyrektor szpitala stwierdził, że rehabilitantkom „nie chciało się chodzić na wizyty domowe”, a teraz „płacz, że stracą pracę”.
To zdanie było nie tylko brutalne, ale przede wszystkim nieprawdziwe.
Rehabilitanci z Centrum Rehabilitacji od lat realizowali wizyty domowe, często własnymi samochodami, docierając do pacjentów po udarach, operacjach i urazach. Robili to bez zaplecza logistycznego, bez służbowego auta, często kosztem własnego czasu i pieniędzy.
Co więcej, w rozmowach z nimi sam dyrektor wspominał o zakupie służbowego samochodu do „domówek”. A więc: najpierw uznaje potrzebę tych wizyt, a później publicznie sugeruje, że problemem była niechęć do pracy?!
To nie jest przejęzyczenie.
To jest świadome budowanie narracji, w której winni są zawsze pracownicy, nigdy kadra zarządzająca.
Ortopedia – straszenie kryzysem tam, gdzie były zyski
Dyrektor publicznie rzuca hasło, że nie wiadomo, co będzie z ortopedią, bo „ortopedzi mogą odejść”. Bez wyjaśnień. Bez konkretów. Bez planu. Wystarczy jedno zdanie, by pacjenci zaczęli się bać, a w przestrzeni publicznej pojawił się przekaz: to lekarze destabilizują szpital.
Tyle że – jak wynika z docierających sygnałów – to nie lekarze chcą odejść. To lekarze funkcjonują w warunkach permanentnej niepewności.
Zamiast stabilnych, długoterminowych umów proponuje się im rozwiązania „na chwilę”, kilkumiesięczne aneksy, bez gwarancji jutra. Jak w takich warunkach zapewnić ciągłość leczenia? Jak planować operacje? Jak odpowiadać przed pacjentami, którzy miesiącami czekają w kolejkach NFZ?
Zamiast rozmowy – presja.
Zamiast uspokajania – publiczne straszenie.
Zamiast odpowiedzialności – sugestia, że „lekarze odejdą”.
I to nie koniec. Docierają do mnie również sygnały o zerwaniu rozmów z anestezjologami – nie dlatego, że zgłaszali roszczenia finansowe, lecz dlatego, że próbowali uregulować sposób realizacji zadań, które były im zlecane, a które – według ich oceny – nie są zgodne z obowiązującymi przepisami. Zamiast dialogu i wyjaśnienia wątpliwości, rozmowy zostały przerwane. Do czego to doprowadzi i jakie będą konsekwencje dla bezpieczeństwa pacjentów oraz ciągłości pracy szpitala – dziś nie potrafi odpowiedzieć nikt.
To nie jest już tylko problem dyrektora
W tym miejscu trzeba powiedzieć jasno: dyrektor nie działa w próżni.
Za jego decyzje, styl zarządzania i skutki tych działań odpowiada też Zarząd Powiatu, a w szczególności starosta, który jako zwierzchnik służbowy podpisał z nim umowę. Nie da się dziś mówić: to tylko dyrektor.
Nie da się umywać rąk.
Jeżeli dyrektor:
– publicznie podważa wiarygodność pracowników,
– likwiduje dobrze funkcjonujące obszary,
– destabilizuje oddziały, w tym także te, które mogą być źródłem wyższych dochodów,
– zarządza przez strach i chaos,
to odpowiedzialność ponoszą również ci, którzy:
– go wybrali,
– dali mu władzę nad szpitalem,
– i dziś milczą, patrząc na skutki tych działań.
Milczenie Zarządu Powiatu nie jest neutralne, normalne.
Milczenie jest zgodą. Szpital nie rozpada się sam
Dermatologia, rehabilitacja, ortopedia i intensywna terapia nie są wyjątkami. Są elementami tego samego schematu. Schemat ten nie ma nic wspólnego z ratowaniem szpitala, a wszystko z zarządzaniem metodą „spalonej ziemi”.
Szpital to przede wszystkim załoga, to ludzie. A ludziom którym odbiera się poczucie bezpieczeństwa, prędzej czy później odejdą. Nie dlatego, że chcą. Dlatego, że nie mają innego wyjścia.
Szpital nie niszczy się sam.
On jest niszczony decyzjami.
I za te decyzje odpowiada przede wszystkim dyrektor wraz z kadrą zarządzającą, ale nie tylko.
Odpowiada także Zarząd Powiatu i starosta, który biernie się przygląda i akceptuje taki model „ratowania” jasielskiego szpitala.
Ewa Wawro
subiektywny obserwator





























































