„Karpacki ogród deszczowy” przy Szpitalu Specjalistycznym w Jaśle od początku budził emocje. Najpierw jako projekt hojnie dofinansowany z funduszy zewnętrznych, później jako inwestycja, której sens i funkcjonalność zaczęli kwestionować mieszkańcy, pacjenci i osoby z niepełnosprawnościami. Pisaliśmy o tym już wcześniej – zarówno w tekście Dotacja bez refleksji. Deszcz pieniędzy, susza rozsądku, jak i w interwencyjnym materiale „Karpacki ogród deszczowy” – hit czy kit?.
Zwróciliśmy się do eksperta z prośbą o komentarz. Nie chodziło nam o ocenę estetyki skupianiu się na PR-ze ani folderowych hasłach o ekologii. Naszemu ekspertowi zadaliśmy pytanie znacznie poważniejsze: czym w istocie jest zbiornik wodny powstały w miejscu dawnego stawu parkowego? Rekreacyjnym elementem zieleni czy… osadnikiem zanieczyszczeń? Uzyskane odpowiedzi wprowadziły nas w konsternację.
Nasz ekspert to dr Dominik Wróbel, autor i współautor kilkunastu planów zadań ochronnych dla obszarów Natura 2000 i kilkudziesięciu planów ochrony dla rezerwatów przyrody w województwach: podkarpackim, małopolskim, lubelskim i świętokrzyskim.

Na wstępie D.Wróbel przypomina, że park przyszpitalny w Jaśle nie jest przestrzenią przypadkową. To założenie o XIX-wiecznej genezie, przez dekady pełniące funkcję rekreacyjną i rekonwalescencyjną dla pacjentów, a także naturalną barierę oddzielającą szpital od jednej z najbardziej ruchliwych arterii miasta.
– Park przy jasielskim szpitalu powstał w I połowie XIX wieku jako park dworski, urządzony w stylu angielskim, z elementami naturalistycznymi (…) Ponadto park stał się przestrzenią wspierającą rekonwalescencję pacjentów szpitala, miejscem spacerów, a nawet rehabilitacji – mówi ekspert.
Problem polega na tym, że obecna przebudowa – określana jako „rewitalizacja” – radykalnie zmienia funkcję dolnej części parku, a kluczową niewiadomą pozostaje bilans wodny nowego zbiornika. Nie wiadomo, z jakiego obszaru będzie on zasilany i jaka ilość wody faktycznie do niego trafi.
– Nie wiadomo jaka ilość wody będzie zasilała powstały, w miejscu dawnego stawu, zbiornik wodny. Nie wiadomo nawet jakie są dokładne granice zlewni cząstkowej, z której woda będzie tu dopływać. Po roztopach czy dużych opadach zbiornik się wypełni ale w okresie suszy będzie to błotnista kałuża – kontynuuje Wróbel.
Jedno jest natomiast pewne: znacząca część wód ma pochodzić z kanalizacji burzowej, zbierającej spływy z dróg, parkingów i innych utwardzonych powierzchni. A to zasadniczo zmienia charakter tego miejsca. Głównym źródłem zasilania zbiornika jest rów melioracyjny odwadniający osiedla rozproszonej zabudowy: Ulaszowice i Na Kotlinę. Podczas większych opadów woda z tego rowu wypełnia znajdujący się w pobliżu ulicy zbiornik retencyjny, w którym osadza się część zanieczyszczeń, ale ostatecznie woda z niego powraca do rowu i dalej, kolektorem podziemnym dopływa na teren szpitala.
Ekspert nie zostawia tu złudzeń. Wody opadowe spływające z infrastruktury drogowej niosą ze sobą cały koktajl zanieczyszczeń – od pyłów asfaltowych, przez mikroplastik, po metale ciężkie i substancje ropopochodne.
– W tej toksycznej mieszance znajdziemy między innymi metale ciężkie, takie jak miedź, cynk, ołów, chrom i nikiel, policykliczne węglowodory aromatyczne i całe mnóstwo innych związków chemicznych szkodliwych nie tylko dla człowieka – zwraca uwagę nasz ekspert.
I tu dochodzimy do sedna. Zbiorniki wód opadowych spływających z dróg i placów w miastach buduje się po to, by pełniły rolę osadników zanieczyszczeń, a nie miejsc rekreacji. Ich zadaniem jest sedymentacja szkodliwych substancji, nie zaś tworzenie „naturalnego” krajobrazu do wypoczynku.
– Zbiorniki gromadzące spływ wód opadowych mają być dla tego niebezpiecznego koktajlu osadnikami, w którym zawiesina i wleczone odpady będą sedymentować – podkreśla.
Zderzmy to z deklarowaną funkcją ogrodu deszczowego przy szpitalu. Miejsca, w którym mają spacerować pacjenci, mieszkańcy, dzieci. Miejsca, które – zgodnie z ideą – powinno sprzyjać zdrowiu, a nie rodzić kolejne zagrożenia.
D.Wróbel dodaje jeszcze: Spędzanie czasu na brzegu pseudo-stawu, wypełnionego wodą skażoną nieczystościami drogowymi, jest biegunowo różne od rekonwalescencyjnej roli, jaką pełnić powinien park przy szpitalu.
To już nie jest spór o gust ani o to, czy komuś podobają się żwirowe alejki i drewniane obrzeża. To pytanie o odpowiedzialność projektową i instytucjonalną.
O co więc należałoby zapytać? Ekspert podpowiada:
Czy przewidziano systemy oczyszczania wód?
Jak często zbiornik ma być czyszczony z osadów?
Czy planowane są regularne badania jakości wody – i przez kogo finansowane?
Czy ktokolwiek przeanalizował ryzyko dla dzieci i pacjentów?
Czy jednocześnie pomyślano o systemach oczyszczania wód napływających do otwartego zbiornika w parku? Czy sprawdzono jak często oczyszczany jest z osadów zbiornik retencyjny przy ulicy Lwowskiej?
Na te pytania nikt dziś publicznie nie odpowiada. A przecież mówimy o inwestycji realizowanej przy szpitalu, w przestrzeni o szczególnym znaczeniu społecznym i zdrowotnym.
Jeśli wody będzie za mało – projekt okaże się wydmuszką.
Jeśli wody będzie dużo – może się okazać problemem.
I w jednym, i w drugim przypadku warto zapytać: czy naprawdę o taki „ogród” chodziło?

Woda w rowie doprowadzającym (wyk. D.Wróbel)

Ewa Wawro






























































