czwartek, 11 sierpnia, 2022

Rodzice nic nie wskórali

0
Rodzice nic nie wskórali
Udostępnij:

Rodzice czują się oszukani, ich protesty nic nie dały. Dyrektorka I LO w Jaśle nie zamierza przywrócić w jednej z klas większej liczby zajęć z przedmiotów kierunkowych w podziale na grupy. A starosta, którego rodzice prosili o interwencję umywa ręce.

Wracamy do opisywanej przez nas sprawy zmniejszenia klasie III e I Liceum Ogólnokształcącego w Jaśle liczby godzin z podziałem na grupy z przedmiotów kierunkowych: biologii i chemii. Rodzice zwracając się o pomoc w tej spawie do starosty Franciszka Miśkowicza liczyli na zrozumienie i wsparcie. Jako były nauczyciel zna bowiem edukacyjny wymiar ćwiczeń i zajęć laboratoryjnych w grupach.

Pisaliśmy o tym tutaj: Oszczędności kosztem uczniów? 

Śledząc rozwój wydarzeń poprosiliśmy starostę F.Miśkowicza o przekazanie nam do wiadomości odpowiedzi Barbary Wierdak – Cyboroń,  dyrektora I LO w Jaśle z wyjaśnieniami dotyczącymi jej decyzji. – Dyrektor szkoły odpowiada za organizację pracy szkoły zgodnie ze szkolnymi planami nauczania (przyjętymi przez Radę Pedagogiczną) oraz dostosowuje ją do możliwości organizacyjnych, kadrowych i finansowych – poinformował nas ponownie starosta Miśkowicz przekazując wspomniany dokument.

Zgodnie z przepisami

A jak argumentuje swoją kontrowersyjną decyzję pani dyrektor? W przygotowanym przez nią  piśmie przesłanym do rodziców a także do wiadomości starosty czytamy: „Organizację pracy szkoły dyrektor opracowuje na dany rok szkolny w oparciu o obowiązujące przepisy prawa z uwzględnieniem możliwości organizacyjnych, kadrowych i finansowych w terminie do dnia 30 kwietnia.

W dalszej części pani dyrektor powołuje się na rozporządzenie ministra edukacji narodowej w sprawie ramowych planów nauczania w szkotach publicznych. „Rozporządzenie to dokładnie określa zasady tworzenia grup zajęciowych, minimalne liczby godzin zajęć obowiązkowych, zajęć z przedmiotów rozszerzonych i uzupełniających. (…) Podział na grupy dokonuje na nie więcej niż połowie godzin obowiązkowych zajęć kształcenia ogólnego, dla których z treści programu nauczania wynika prowadzenie ćwiczeń, w tym laboratoryjnych – w oddziałach liczących więcej niż 30 uczniów. (…) Z porównania liczby godzin zrealizowanych przez tę klasę z określonymi minimami wynika, iż z chemii zrealizowano w klasie I i II: 34 godziny w zakresie podstawowym, 171 godzin w zakresie rozszerzonym. W klasie III zostało przewidziane do realizacji 130 godzin (4 godziny całość klasy i 1 godzina w podziale na grupy). Razem stanowi to 300 godzin (minimum stanowi 240 godzin zajęć w zakresie rozszerzonym). Podobna sytuacja jest z przedmiotem biologia. W cyklu trzyletnim zostanie zrealizowanych 310 godzin zajęć (70 godzin ponad minimum). (…). Dziwię się ponadto, że sprawy, które winny być rozpatrywane na płaszczyźnie rodzice — dyrektor szkoły są przedstawiane innym organom z pominięciem organu — dyrektora szkoły. W związku z tym zwracam się do Państwa z prośbą, aby w przyszłości wszystkie sprawy dotyczące procesu dydaktycznego, spraw organizacyjnych szkoły w pierwszej kolejności konsultować czy załatwiać ze mną.”

Nie na to liczyli

Tyle i aż tyle. Co jednak z tego wynika dla sfrustrowanych decyzją pani dyrektor rodziców.

Pani dyrektor odpisała rodzicom, że podział na grupy w obecnym kształcie jest zgodny z przepisami. Z tym nie dyskutujemy, bo nie to było sensem naszego sprzeciwu. Nie chodziło o to, czy pani dyrektor mogła zrobić jedynie 1 godzinę zajęć w podziale na grupy, ale o to, że klasy, które zaczynały naukę w tej szkole z podziałem 2 godziny na grupy, kończą ją „zubożone” o 1 godzinę. Nie na to decydowali się wybierając tę szkołę – komentuje Dominik Wróbel, jeden z protestujących rodziców.

 Odpowiedź, jaką rodzice otrzymali nic nie wnosi poza tym, że pani dyrektor nic nie może w tej sprawie zrobić, a może nie chce, bo wszystko jest zgodne z przepisami. To fakt, ale te same przepisy nie zabraniają przecież szkole utrzymania wcześniejszego podziału na grupy. Zamiast wyjścia naprzeciw uczniom i rodzicom jest zdecydowane, bezkompromisowe i stanowcze „nie”.  Zupełnie brak jest woli porozumienia i budowania dobrych relacji, z jakby nie było pracodawcami pani dyrektor. Bo to rodzice, a nie starosta są de facto tymi, dzięki którym szkoła funkcjonuje. Jeśli rodzice, zniechęceni zmianami następującymi w nauczaniu w I LO nie zechcą posyłać tam swoich dzieci, to co wtedy?

Ciąć ile się da! Nie ważne czy jest z czego

Sama subwencja oświatowa nie wystarczy do prowadzenia szkoły. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy dyrektorzy szkół średnich na spotkaniu w starostwie otrzymali kwotowe wytyczne, co do koniecznych do wypracowania oszczędności. Przy takiej polityce oświatowej pozycja szkół w powiecie jasielskim znalazła się na równi pochyłej.  Tajemnicą poliszynela jest także fakt, że szkoły co roku szacują swoje konieczne wydatki, a starostwo z założenia obcina z nich 20%. Kiedy w listopadzie kasa szkołom się kończy, to w ostatniej chwili pieniądze ze starostwa spływają na niezbędne wydatki. Taka praktyka ma na celu zmuszenie dyrektorów do oszczędzania na czym się da. I nie ma to nic wspólnego z gospodarnością, tym bardziej, że pod koniec grudnia nagle znajdują się pieniądze, które szybko trzeba wydać i wtedy zakupy często nie są racjonalne, bo jak się nie wyda to trzeba zwracać.

Ja zarobicie, to mniej dostaniecie

I jeszcze jedna ważna kwestia, o której głośno się nie mówi. Szkoły szukając dodatkowych przychodów m.in. wynajmują sale gimnastyczne i szkolne na zajęcia komercyjne, prowadzone przez podmioty zewnętrzne. Biorą też kasę za reklamy wieszane na ogrodzeniach.  Ale pieniędzy nie mogą zatrzymać, muszą je przekazać do budżetu powiatu, a właściwie postawić do dyspozycji zarządu powiatu. I niestety nie zawsze dostają je wszystkie z powrotem.  A przecież można by z nich sfinansować np. zajęcia dodatkowe czy zajęcia z podziałem na grupy.

Skoro szkoła nie dostanie zarobionych pieniędzy, to po co dyrektorzy mają się o takie starać?  

Ewa Wawro

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj