Są takie momenty w życiu publicznym, kiedy milczenie byłoby zgodą. A na niektóre rzeczy zgody być nie może.
Z ogromnym szacunkiem przeczytałam tekst radnego Janusza Przetacznika, będący kontunuacją polemiki z europosłem Bogdanem Rzońcą. Spokojny, wyważony, ale i stanowczy. Moja pierwsza myśl? Dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy potrafią odpowiedzieć na polityczne zaczepki nie krzykiem, lecz argumentem. Nie inwektywą, lecz godnością.
Bo to, co zaserwował europoseł Bogdan Rzońca, było klasycznym przykładem politycznej napaści – tej spod znaku: „najlepszą obroną jest atak”. W miejsce refleksji nad realnymi problemami, dostaliśmy litanię zarzutów wobec radnego, który ośmielił się mieć inne zdanie. To nie jest styl, z którym można się godzić. I nie jest to – wbrew pozorom – tylko spór o słowa.
Stawką w tej wymianie zdań jest coś znacznie poważniejszego: odpowiedzialność za zdrowie i życie mieszkańców naszego powiatu. Jasielski szpital nie potrzebuje dzisiaj politycznych połajanek, tylko konkretnych działań. Dlatego warto zadać jedno, bardzo proste pytanie: co właściwie zrobił europoseł Rzońca, by pomóc w tej sytuacji? Gdzie był jego głos w sprawie dodatkowego finansowania? Czy występował do ministerstwa, do kolegów partyjnych, do rządu? Czy próbował lobbować, naciskać, szukać rozwiązań?
Niestety, wygląda na to, że poza pisaniem oskarżeń, niewiele da się wskazać. Łatwo jest bić w oponentów politycznych z bezpiecznej odległości – dużo trudniej pochylić się realnie nad problemem. A przecież europoseł ma nie tylko możliwości, ale i obowiązki. Nie tylko mandat, ale i zobowiązanie wobec tych, którzy mu zaufali.
Dlatego w pełni solidaryzuję się z Januszem Przetacznikiem. Bo zachował klasę tam, gdzie z drugiej strony sypały się kamienie. I przypomniał wszystkim – może nieświadomie – że polityka to nie okładanka w ringu, tylko odpowiedzialność wobec ludzi. Zwłaszcza tych, którzy dziś stoją w kolejce do zadluzonego tak bardzo szpitala.
Ewa Wawro




























































