1 września objął stanowisko. Ale czy obejmie odpowiedzialność? Czy wniesie nową jakość? A może po prostu wniesie… swoje rzeczy do gabinetu.
Władze powiatu ogłosiły sukces. Mamy nowego dyrektora Szpitala Specjalistycznego w Jaśle. Henryk Przybycień – człowiek z papierami, z doświadczeniem, z dyplomami, z podyplomówką i kursem w USA. Wszystko się zgadza. Przynajmniej na papierze.
Tylko że … papier nie leczy. Papier nie zarządza kryzysem. Papier nie odpowiada na pytania pacjentów i nie uspokaja lekarzy. A jasielski szpital od dawna potrzebuje kogoś więcej niż tylko kolejnego nazwiska z dobrze przygotowanego CV.
Dyrektor „na przeczekanie”?
Konkurs zakończono pod koniec czerwca. Pan dyrektor pojawił się dopiero… 1 września. Dwa miesiące zwłoki. Dlaczego? Komu potrzebna była ta zwłoka? Czy o dodatkowy czas zwrócił się kandydat? Czy to raczej Starosta potrzebował czasu aby odnaleźć się w nowych kadrowych realiach, zderzyć się z argumentem siły? Trudno powiedzieć. Ale jak na sytuację, w której szpital tonie w długach i organizacyjnym chaosie – to naprawdę sporo czekania, ale też i sporo mogło się w tym czasie wydarzyć. W końcu jednostką kieruje swój czytaj „starosty” człowiek.
I teraz Zarząd daje mu miesiąc (!) na przygotowanie programu naprawczego. Naprawdę? Miesiąc? Po dwóch miesiącach wakacji? Ktoś tu nas robi w balona. Albo to tylko alibi do dalszych roszad kadrowych. Sztuczka z serii: „My chcieliśmy, ale się nie dało”.
Emerytura czy misja?
Nie mam nic przeciwko doświadczonym menedżerom. Czasem właśnie doświadczenie jest kluczem. Ale pan dyrektor ma 71 lat i od kilku lat był już na emeryturze, bez kontaktu ze środowiskiem, z problemami organizacji i świadczenia usług medycznych. Jasne – może wrócił z poczucia misji, może pozostały kontakty i wpływy, może. Ale równie dobrze może po prostu spokojnie dorabiać do emerytury utrzymując status quo, bez narażania się.
W jednym z wcześniejszych miejsc pracy aż 67 lekarzy podpisało się pod wotum nieufności wobec jego stylu zarządzania. Przypadek? Może. Ale to nie są lekkie sygnały ostrzegawcze – to już czerwona flaga.
Głos nieobecny
Najgorsze jednak było to milczenie. Na ostatniej sesji Rady Powiatu, poświęconej głównie sytuacji szpitala – nowego dyrektora zabrakło. To był idealny moment, żeby zabrać głos, zarysować kierunek, pokazać obecność. Zamiast tego – cisza. Wymowna. Głośniejsza niż niejedno wystąpienie.
Symboliczne gratulacje, realne wątpliwości
To nie jest atak personalny. To są pytania, które zadaje sobie wielu mieszkańców. Bo jasielski szpital to nie tylko firma – to miejsce, od którego zależy zdrowie i życie. Tu nie potrzeba zarządców „z układanki”, tylko liderów. Z wizją, odwagą i gotowością do działania.
Na razie widzimy tylko formalności: konkurs odhaczony, powołanie wręczone, zdjęcie z uśmiechem zrobione. Ale przejrzystości, realnej wizji i nowej jakości – jakoś nie widać.
Subiektywna puenta?
Zanim złożymy gratulacje – poczekajmy na efekty. I oceniajmy nie po dyplomach, tylko po decyzjach. Bo szpital potrzebuje reformatora i menagera, a nie administratora do „przetrwania kadencji”.
PS. Mina Pana Dyrektora na zdjęciu zrobionym podczas przedstawiania go przez Starostę kierownictwu Szpitala jakoś nietęga…
Ewa Wawro
radna RPJ
subiektywny obserwator



























































