piątek, 30 stycznia, 2026

Udało się. I co dalej?

0
Udało się. I co dalej?
Ewa Wawro, subiektywny obserwator
Udostępnij:

Adam Pawluś został odwołany z funkcji Starosty Jasielskiego.
Fakt. Decyzja zapadła. Głosowanie było jednoznaczne. Procedura – dopięta na ostatni guzik. Emocje? Paradoksalnie – wcale nie euforyczne.

Bo choć to bez wątpienia wydarzenie przełomowe, choć przez dziewięć lat wielu osobom wydawało się, że „tego się nie da ruszyć”, ja dziś czuję przede wszystkim … ciężar odpowiedzialności.

Pytana o to, co przeważyło, odpowiadam bez wahania: nie liczby, nie wykresy, nawet nie konkretne błędy – choć tych nie brakowało. Najważniejszy był styl sprawowania władzy. Autorytarny. Zamknięty. Głuchy na argumenty.

Przez lata – jako opozycja – nie domagaliśmy się władzy. Nie forsowaliśmy swoich racji na siłę. Chcieliśmy czegoś znacznie prostszego i, wydawałoby się, oczywistego: rozmowy, szczerego dialogu. Wspólnego stołu. Wymiany argumentów. Wykorzystania wiedzy i doświadczenia ludzi, którzy – nawet jeśli są w mniejszości – nadal reprezentują mieszkańców.

To nie było możliwe.
Zamiast dialogu była decyzja. Zamiast współpracy – mur. Zamiast wysłuchania – demonstracyjne ignorowanie i bezwzględna dyscyplina.

Wielokrotnie ostrzegaliśmy przed błędami proceduralnymi. Wielokrotnie mówiliśmy: „to się źle skończy”. I wielokrotnie kończyło się dokładnie tak, jak przewidywaliśmy – wycofywaniem się rakiem, poprawianiem uchwał, gaszeniem pożarów, których można było uniknąć. Tyle że wtedy nikt już nie pamiętał, że ktoś wcześniej podnosił rękę i mówił: „uważajcie”.

Byliśmy marginalizowani. Ośmieszani. Zbywani wzruszeniem ramion.
Nie dlatego, że nie mieliśmy racji – tylko dlatego, że to były „nie te” racje.

Do tego dochodził sposób traktowania ludzi. Z buta. Z góry. Z presją. Z atmosferą strachu, o której pisałam już wielokrotnie. Pracownicy zestresowani, sparaliżowani, bojący się rozmowy, bojący się konsekwencji. To nie są plotki. To są relacje, które przez lata powtarzały się jak refren.

I w tym sensie – tak – odwołanie starosty Adama Pawlusia było konieczne.

Jednocześnie nie mam wątpliwości co do jednego: styl rządzenia się zmieni. I to zmieni się zasadniczo i to z dwóch powodów.

Po pierwsze. Tadeusz Gorgosz, nowy starosta oferuje gwarancję rozmowy, otwartości i zwyczajnej, ludzkiej normalności w relacjach. Gwarancję, że opozycja nie będzie już traktowana jak kłopotliwy dodatek do władzy, tylko jak realny partner do dyskusji. Gwarancję, że pracownicy przestaną bać się przychodzić do pracy i mówić, co myślą. Gwarancję, że wrócimy do stołu, przy którym naprawdę się rozmawia – a nie tylko odczytuje gotowe decyzje.

Na tę zmianę czekaliśmy latami. I to jest ogromna wartość tej decyzji.

Po drugie. Ucierpiała duma, pozostała zawiść i radni.

Moje obawy leżą gdzie indziej.

Boję się nie stylu, lecz treści. Nie rozmowy, lecz efektów.  Nie relacji, lecz interesów. Nie dialogu, lecz tego, kto i w jakim celu będzie miał realny wpływ na podejmowane decyzje.

Bo odwołanie starosty nie wydarzyło się w próżni. W tej historii są ludzie, środowiska i grupy, które miały swoje bardzo konkretne, często partykularne powody, by do tej zmiany doprowadzić. I właśnie tu widzę największe ryzyko: że prywata, osobiste rachunki, ambicje i układy nie znikną – tylko wyjdą z cienia. Odważniejsze. Silniejsze. Bardziej bezwstydne?

Że zamiast myślenia o dobru powiatu, o realnej naprawie sytuacji w szpitalu, o odpowiedzialnym zarządzaniu finansami, pojawi się pokusa „załatwiania swoich spraw”. Kontynuacji – a może nawet wzmocnienia – mechanizmów, które już dziś znamy aż za dobrze.

Dlatego kiedy mówię, że mandat zaufania nie jest dany raz na zawsze, mam na myśli nie tylko nowego starostę. Mam na myśli cały zarząd. I wszystkich tych, którzy dziś – formalnie lub nieformalnie – będą mieli wpływ na jego decyzje.

Zmiana personalna to dopiero początek. Prawdziwym testem będzie to, czy interes publiczny wygra z prywatnym. Czy powiat będzie ważniejszy niż układ. Czy szpital będzie ważniejszy niż ambicje. Czy odpowiedzialność okaże się silniejsza niż chęć rewanżu albo nagrody dla „swoich”.

Na razie patrzę uważnie. Bez euforii. Bez strachu.
Z nadzieją – ale i z pełną świadomością, że historia zna wiele zmian, które zaczynały się dobrze, a kończyły bardzo źle.

Ewa Wawro
subiektywny obserwator