środa, 30 listopada, 2022

W Sądkowej warzą piwo

0
W Sądkowej warzą piwo
Udostępnij:

Konrad Kosiba i Michał Janas znaleźli sposób na życie. Postanowili warzyć piwo. Pełni entuzjazmu i zapału po kilku miesiącach przygotowań założyli browar o wdzięcznej nazwie Eureka.

W biznesie liczy się dobry pomysł. Młodzi mieszkańcy gminy Tarnowiec – Konrad, Michał i Wojtek postanowili zaryzykować i stworzyć pierwszy w powiecie jasielskim browar. Pomysł zrodził się w ich głowach dwa lata temu. Dlaczego chcą warzyć piwo? – To zupełny przypadek. W internecie znaleźliśmy informację, że piwo można robić w domu. W Strzyżowie jest hurtownia, która zaopatruje domowych browarników. Kupiliśmy starter i tak się zaczęło. Zrobiliśmy pierwsze piwo, które posmakowało znajomym i rodzinie. Stwierdziliśmy, że spróbujemy. Warzyliśmy w domu jakiś czas i Michał wpadł na pomysł, że przekalkuluje czy to się opłaca i okazało się, że jest to rentowne – wspomina 26-letni Konrad Kosiba z Sądkowej.

Browary rzemieślnicze budzą w ostatnim czasie spore zainteresowanie. W regionie powstało ich kilka – w Uhercach Mineralnych, Wojkówce czy Dukli. Teraz nadszedł czas na Sądkową.

Dość szybko poznali tajniki robienia piwa. Nazwę browaru – Eureka – wymyślił Wojtek. Jednak ich drogi rozeszły się i zostali we dwóch. – Nadal wszyscy się przyjaźnimy. Nasze drogi się rozeszły, gdyż mieliśmy inne wizje prowadzenia biznesu – przyznają.

Własnymi siłami

Z czasem rozpoczęli procedurę zakładania browaru. Łatwo nie było ze względu na dużą biurokrację. Musieli uzyskać pozwolenia budowlane i sanepidu. Ze względu na bliskie sąsiedztwo rzeki, która objęta jest Naturą 2000, zrobić operat środowiskowy i to trwało kilka miesięcy. Zbiornik musiał być legalizowany przez Główny Urząd Miar i doszło kolejne pięć miesięcy. Natomiast Urząd Celny musiał sprawdzić czy wszystko jest zgodne z przepisami.

Kapitał na rozkręcenie działalności pozyskali dzięki pomocy rodziny. – Odradzali nam, a teraz gdybym powiedział, że rezygnuję, to chyba wyrzuciliby mnie z domu – mówi z uśmiechem Michał Janas z Gliniczka.

Nie chcieli korzystać ze środków zewnętrznych, uznając, że poradzą sobie sami i nie pomylili się. Własnymi siłami wyremontowali budynek w Sądkowej, gdzie ulokowali browar. Sprzęt do robienia piwa zrobili z pomocą kolegi spawacza. A cena kompletnej instalacji browarniczej to bagatela 2 mln zł. Dowiedzieli się w jaki sposób mogą ją wykonać i małymi kroczkami dążyli do celu.

Jak domowe

– Robienie piwa nie jest bardzo skomplikowane, ale są pewne zasady, których trzeba się trzymać. To można porównać do robienia zupy. Najważniejsza rzecz to drożdże, choć piwowarzy domowi często je zaniedbują. Ważny jest proces fermentacji. Jeżeli to się dobrze zrobi, to każde piwo powinno nie wyjść złe. Bardzo ważna jest higiena, bo można piwo łatwo zakazić – mówi Konrad.

Nad recepturą pierwszego piwa, które na rynku pojawiło się 4 sierpnia, a dzień później na sklepowych półkach, pracowali jakiś czas. Najpierw testowali w domu, a potem musieli to przełożyć na większą ilość. – Po degustacji, wiele osób mówiło nam, że smakuje tak, jak byśmy je wyprodukowali w domu dla siebie, a nie na większą skalę – zaznacza Michał.

Pierwsze piwo zrobili w mniejszej ilości, żeby zobaczyć czy się przyjmie. Trafili w gusta smakoszy, bo po kilku dniach już nie było go w hurtowni. Ma specyficzny aromat cytrusów, za co odpowiedzialny jest chmiel, a także wyczuwalną goryczkę. To piwo z gatunku American India Pale Ale (IPA). – Jeszcze miesiąc temu byliśmy bardziej podłamani, bo to się przeciągało. Teraz widzimy, że jest dobre przyjęcie piwa, sami jesteśmy z niego zadowoleni i pracujemy nad kolejnymi. Pan z hurtowni zadzwonił i powiedział, że nie wie, co my do tego piwa dodajemy, ale jeszcze czegoś takiego nie widział – mówią z radością.

Obojętnie nie zostawia nikogo

Do wyprodukowania piwa Konrad i Michał używają 4 składników: wodę, słód, chmiel i drożdże. Chmiel daje aromat i gorycz. Podczas jednego procesu warzenia piwa uzyskują 2250 l, co daje 4300 butelek. Do przygotowania średnio zużywają 11 kg chmielu i 500 kg słodu. To żmudny proces, ale muszą wszystko kontrolować, żeby wyszło dobre piwo. – Wielu mówi, że to zupa chmielowa, ale w koncernowych ilość chmielu jest znikoma. Zwykle jest tak, że jak ktoś nie lubi piwa, to smakuje mu nasze. Obojętnie nie zostawia nikogo. Pije się je dla smaku – dodaje Konrad.

Proces warzenia piwa trwa 3 tygodnie. Muszą wszystkiego dokładnie pilnować, żeby np. nie miało za dużo goryczki, bo wszystko musi być zbilansowane. – Nie wszystkie browary stosują refermentację, bo dzięki niemu mamy dłuższy termin przydatności. Piwo z racji tego, że jest ciągle żywe, to nie pozwala rozwijać się innym infekcjom – przyznaje Konrad. W samym browarze mają też sporo pracy. Obecnie mają trzy tanki, a docelowo będzie ich dziewięć, dzięki czemu mogą zwiększyć produkcję.

Nowe smaki

Właściciele Eureki idą za ciosem i warzą kolejne piwa. Będą gotowe za około dwa tygodnie. Pracują też nad nowymi smakami. Kolejne piwo będzie z dodatkiem skórki z cytryny i herbaty oraz pszeniczne. – Jest coraz większe zapotrzebowanie na piwa rzemieślnicze, bo ludzie szukają nowych smaków. U nas takie piwa stanowią 2 proc. rynku, a w USA 15 proc. Piwa koncernowe są w jednym stylu, smaku. Trzeba mieć naprawdę dobry smak, żeby odróżnić je od siebie. Małe browary co chwilę wypuszczają nowości np. piwo ze śledziem czy z ogórkami – przyznaje Michał.

Chcieliby, aby ich piwo było dostępne w Polsce, a marzeniem jest knajpa ze sprzedażą detaliczną.

Choć obaw na początku mieli dużo, to teraz nie żałują podjętego ryzyka. – Od dobrej strony zaczęliśmy. Wszystko było przekalkulowane. Tyle, że kalkulacje finansowe sprawdziły się, a czasowe nie. Ale my lubimy ryzyko – przyznają.

Marzena Miśkiewicz/Nowe Podkarpacie

Tekst ukazał się w numerze 33 z dnia 17 sierpnia br. Tygodnika Regionalnego Nowe Podkarpacie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj