piątek, 24 kwietnia, 2026

Sześć milionów na oddech. A co dalej?

0
Sześć milionów na oddech. A co dalej?
Ewa Wawro, subiektywny obserwator
Udostępnij:

Sześć milionów złotych. Tyle wczoraj ważyło sumienie Rady Powiatu.

Nie w sensie księgowym. W sensie moralnym, politycznym i zwyczajnie ludzkim. Bo kiedy szpital stoi pod ścianą, nikt odpowiedzialny nie powie: „nie damy ani złotówki, radźcie sobie sami”. Za tymi pieniędzmi stoją pacjenci, personel, bezpieczeństwo mieszkańców i ostatnia nitka stabilności, której nie wolno zerwać.

Dlatego pożyczkę trzeba było poprzeć. Trzeba było ugasić pożar. Tylko że pożar gaszony kolejnym wiadrem pieniędzy nie przestaje być pożarem. On po prostu przez chwilę mniej dymi.

Bo nie oszukujmy się: sześć milionów złotych nie rozwiązuje problemu szpitala. To nie jest plan naprawczy. To nie jest restrukturyzacja. To nie jest nowy początek. To jest kupienie czasu. Pytanie brzmi: czy ktoś zamierza ten czas wykorzystać, czy znowu go zmarnujemy?

Od lat słyszeliśmy to samo. Że sytuacja jest monitorowana. Że ręka jest na pulsie. Że są programy naprawcze. Że winny jest system. Że rząd. Że NFZ. Że świat. Że wszyscy, tylko nie ci, którzy mieli szpital nadzorować.

Tymczasem liczby rosły jak rachunek wystawiany za cudzą beztroskę. Zadłużenie puchło. Straty rosły. Koszty finansowe pożerały miliony. Kadry topniały. A z dokumentów zamiast strategii coraz częściej biła bezradność.

Najbardziej zdumiewa mnie jednak coś innego. W normalnym świecie, gdy instytucja publiczna wpada w tak głęboki kryzys, pierwszym odruchem jest szukanie przyczyn. Analiza błędów. Weryfikacja decyzji. Wyciąganie konsekwencji.

U nas? Najpierw długo udaje się, że problemu nie ma. Potem udaje się, że problem właśnie się pojawił. A na końcu udaje się, że wystarczy pożyczka i kilka uspokajających zdań.

Nie wystarczy.

Jeżeli przez lata kolejne kredyty nie zwiększały przychodów, tylko łatały bieżące dziury, to nie było finansowania rozwoju. Było finansowanie bezradności.

Jeżeli przez lata nie stworzono spójnej polityki kadrowej, to nie było zarządzania personelem. Było zarządzanie kryzysem od dyżuru do dyżuru.

Jeżeli co roku przyjmowano programy naprawcze, a dziś planuje się dziesiątki milionów straty, to znaczy, że naprawiano głównie dokumenty.

Dlatego dobrze, że wreszcie ma ruszyć audyt zewnętrzny. Szkoda tylko, że tak późno. Audyt nie może być eleganckim raportem do szuflady. Ma nazwać rzeczy po imieniu: kto zawiódł, co zaniedbano, jakie decyzje były błędne i jak zatrzymać dalszy rozpad tej placówki.

Ale sam audyt też nie wystarczy.

Nie da się odzyskać zaufania do szpitala bez odzyskania zaufania do jego zarządzania. A tego nie buduje się sloganami, tylko kompetencją, odwagą i wynikami.

Sześć milionów dało szpitalowi oddech.
Teraz czas sprawdzić, czy ktoś potrafi go uratować.

Bo jeśli nie — za chwilę znów usłyszymy tę samą prośbę o kolejne miliony. Tyle że wtedy rachunek będzie jeszcze wyższy.

Ewa Wawro
radna RPJ
subiektywny obserwator

Artykuł powiązany: Powiat daje 6 mln zł pożyczki na ratowanie Szpitala przed likwidacją. Teraz kolej na zdecydowane działania Zarządu Powiatu