piątek, 12 sierpnia, 2022

Kara za dopalacze

0
Kara za dopalacze
Udostępnij:

W powiecie jasielskim nie ma sklepu, w którym sprzedawane są dopalacze, jednak handel spod tzw. lady „kwitnie”. Dwóch braci z gminy Nowy Żmigród nielegalnie sprzedawało odurzające substancje, za co poniosą teraz karę.

Dopalacze są bardzo niebezpieczne dla zdrowia. Niestety nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, kiedy po nie sięga. A najczęściej po te substancje psychoaktywne sięgają młodzi ludzie.

Co to właściwie jest dopalacz? Dopalacz to potoczna nazwa różnego rodzaju produktów zawierających substancje psychoaktywne, które nie znajdują się na liście środków kontrolowanych przez ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii.

Nie ma problemu ze zdefiniowaniem narkotyku, gorzej jest z dopalaczami. Dopalacz to zwykłe świństwa różnego typu, których nikt nie powinien spożywać. Powodują euforyczne stany. Koloryzują życie tym ludziom, którzy z różnych powodów są sfrustrowani, depresyjni, szukają chwilowego zapomnienia. Wszystkie środki typu alkohol, narkotyk, dopalacz są podobne, a mają na celu zapomnieć, odciąć się od codziennego życia – mówi Dariusz Pomprowicz, powiatowy inspektor sanitarny w Jaśle.

Z narkotykami jest prościej, bo to skonkretyzowana substancja, a dopalacze to różne mieszanki. – Problem polega na tym, że ciągle zmienia się skład dopalaczy. Zanim zdążymy dopaść producenta, zbadać skład dopalacza laboratoryjnie, a nie jest to proste i niestety tanie, to okazuje się, że wymyślił on już nowy środek, nazwał go inaczej, dodał więcej jakiegoś składnika i to jest już inna substancja w rozumieniu prawa. Także jest tu duży problem z uchwyceniem takich osób – wyjaśnia D. Pomprowicz.

 

Szkodliwe

Dopalacze mają bardzo duży wpływ na zdrowie. Były przypadki zgonów oraz zatruć. Przede wszystkim oddziaływują na psychikę. Stopień ich szkodliwości jest zróżnicowany i zależy od wielu czynników – rodzaju dopalacza, ilości zawartych w nim toksycznych substancji, wieku, wagi i stanu zdrowia osoby zażywającej, okoliczności, jakie towarzyszą zażywaniu dopalacza. Gdy spożywany jest wraz z alkoholem, lekami czy innymi narkotykami, to znacznie zwiększa się ryzyko poważnych interakcji i zatrucia organizmu.

Objawy zatrucia dopalaczami to: bóle głowy, bóle w klatce piersiowej, zaburzenia rytmu serca, bezsenność, problemy z koncentracją, stany lękowe. Do poważniejszych, stanowiących już zagrożenie życia: zawał serca, udar mózgu, stany agresji, które mogą zakończyć się próbą samobójstwa lub zabójstwa, śpiączka, niewydolność nerek, wątroby. Do objawów, które mogą świadczyć o zażyciu dopalaczy należą również: nadmierna potliwość, oczopląs, szczękościsk, nudności, wymioty, omamy słuchowe i wzrokowe, stany lękowe, nagły wzrost ciśnienia tętniczego, rozrywający ból głowy, migotanie przedsionków.

 

Nie ma sklepu

W Jaśle przez jakiś czas działał, co najlepsze obok prokuratury, sądu i policji, sklep, w którym można było kupić artykuły kolekcjonerskie. Nikt nie reklamował tego jako dopalacze czy środki psychoaktywne.

Po pamiętnej akcji premiera Tuska w 2010 roku dotyczącej walki ze sklepami sprzedającymi dopalacze, jasielski sklep został zlikwidowany.

– Cały czas trwa walka z dystrybutorami. W tej chwili, ponieważ nie ma sklepu, jest to rozprowadzane spod lady i z kieszeni. Wychwycenie tego procederu jest bardzo trudne. Jako sanepid możemy kontrolować obiekty zarejestrowane, chyba, że jest to działalność, gdzie sprzedawane są produkty wpływające na zdrowie, to możemy taki sklep skontrolować, nałożyć karę administracyjną, zakazać. Pojawia się problem jak ktoś ma to w kieszeni i nie prowadzi działalności pod tytułem sprzedaż narkotyków i dopalaczy. Nie mamy prawa wylegitymować takiego człowieka. Takie prawo ma policja. Na pewno konieczne jest dopracowanie współpracy w tej materii, żeby można było skutecznie eliminować te środki z rynku – zaznacza szef jasielskiego sanepidu. – Jednak dużym problemem jest to, że nie ma jednoznacznego prawa w przypadku dopalaczy. Nie wyrabiamy prawnie i laboratoryjnie, żeby kogoś złapać. Są substancje, które nie są na liście zakazanej, bo nie zostały zbadane, a po 2-3 miesiącach one znikają.

 

Bracia przyłapani

Choć w Jaśle i powiecie nie ma rejestrowanego punktu sprzedaży takich środków, to ludzie radzą sobie w inny sposób i rozprowadzają je pokątnie.

W ubiegłym roku policjanci z komisariatu w Nowym Żmigrodzie zatrzymali dwóch braci w wieku 30 i 34 lat, którzy sprzedawali środki odurzające na terenie gminy. – W trakcie przeszukania pomieszczeń znaleźli susz roślinny. Po użyciu testera potwierdzili, że jest to marihuana. Ponadto policjanci zabezpieczyli około 40 gramów substancji, co do której zachodziło podejrzenie, że jest ona dopalaczem – wyjaśnia kom. Łukasz Gliwa, oficer prasowy komendanta powiatowego policji w Jaśle.

Badania laboratoryjne potwierdziły, że zabezpieczona substancja to zgodnie z ustawą o przeciwdziałaniu narkomanii tzw. środek zastępczy – dopalacz, którego zażywanie jest groźne dla zdrowia i życia.

W trakcie postępowania nadzorowanego przez jasielską prokuraturę, funkcjonariusze zebrali informacje, z których wynikało, że podejrzani zakazany środek kupowali za pośrednictwem Internetu. Następnie sprzedawali go z odpowiednią marżą. Śledczy ustalili również osoby, które kupowały środki odurzające.

Zatrzymani bracia usłyszeli m.in. zarzut narażenia swoich „klientów” na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu poprzez udzielanie im substancji psychotropowych w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Mężczyźni przyznali się do zarzucanych im czynów i poddali się dobrowolnie karze.

Ponadto muszą zapłacić po 20 tysięcy złotych kary, którą niedawno nałożył im sanepid.

– Poczekałem aż uprawomocni się wyrok sądu i na podstawie tego przeprowadziliśmy postępowanie administracyjne. Jako inspektor sanitarny mam prawo nałożyć karę od 20 tys. do 1 mln zł. Przyznałem najniższą karę, ponieważ zdaję sobie sprawę, że musi być efektywność tej kary. Jeżeli ktoś nie ma pieniędzy, to czy ja mu dam 100 tys. zł czy 1 mln zł, to nie ma żadnego znaczenia, bo i tak jej nie zapłaci. Chodziło mi o to, aby te osoby jeszcze miały szansę zrozumieć to, co robiły i odczuły bezpośrednio, że nie można sprzedawać tak szkodliwych substancji, bo robią komuś krzywdę – stwierdza D. Pomprowicz.

Marzena Miśkiewicz/Nowe Podkarpacie

 

Tekst ukazał się w numerze 25 „Nowego Podkarpacia” z 24 czerwca br.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj