W czwartek Rada Powiatu ma pochylić się nad apelem w sprawie rzekomego zagrożenia płynącego z rozporządzenia Minister Edukacji Barbary Nowackiej. Dokument – choć utrzymany w tonie obrony dzieci, rodziny i ojczyzny – jest niczym innym jak politycznym listem intencyjnym do kampanii wyborczej PiS. Głośno wybrzmiewa apel, tylko nie do końca wiadomo – o co to całe larum?
Rozporządzenie, którego dotyczy „sprzeciw”, nie odbiera nikomu prawa do religii ani etyki. Nie wprowadza też – wbrew temu, co sugerują twórcy apelu – ani seksualizacji, ani demoralizacji, ani cenzury. Co faktycznie się zmienia?
– Religia i etyka będą miały po jednej godzinie tygodniowo,
– zajęcia będą planowane na początku lub końcu zajęć obowiązkowych,
– obowiązywać będą jednolite zasady dla religii i etyki, również organizowanej poza szkołą,- możliwość tworzenia grup międzyklasowych.
Tylko tyle. Żadnego zamachu na katechezę. Żadnej ideologicznej rewolucji. Uporządkowanie – tak. Przymus – nie.
Tymczasem apel Rady Powiatu to jak manifest z zupełnie innej epoki. Mówi o „zastępowaniu wzorców”, „akceptacji związków tej samej płci”, „braku troski o chrześcijańskie wartości”. Straszy „demoralizacją seksualną” i „rozmywaniem tożsamości płciowej”. Czy ktoś tu w ogóle przeczytał rozporządzenie? A może wystarczyło hasło „Nowacka” i „edukacja”, by ruszyła dobrze znana maszyna strachu?
Nie jestem przeciwniczką religii w szkole. Ale jestem przeciwniczką robienia z niej narzędzia walki politycznej. Edukacja powinna uczyć myślenia, nie lęku. A samorząd – wspierać szkoły w rozwiązywaniu realnych problemów: braku psychologów, przepełnionych klas, niskich pensji nauczycieli, a nie debatować nad groźbami, których nie ma.
Apel Zarządu Powiatu to pusta akcja. Głośna, symboliczna, polityczna. Idealna na ulotkę wyborczą – ale zupełnie bezużyteczna dla jasielskich uczniów, rodziców i nauczycieli.
Ewa Wawro
Radna Rady Powiatu w Jaśle
subiektywny komentator





























































