piątek, 30 stycznia, 2026

Kiedy system się sypie, a lokalnie dolewa się benzyny

0
Kiedy system się sypie, a lokalnie dolewa się benzyny
Ewa Wawro, radna RPJ, subiektywny obserwator
Udostępnij:

Stanowisko Zarządu Związku Powiatów Polskich w sprawie sytuacji w ochronie zdrowia nie pozostawia złudzeń: system publiczny jest na granicy wydolności, a szpitale powiatowe zostały pozostawione same sobie. Bez realnych narzędzi, bez jasnych decyzji, za to z rosnącymi kosztami i obowiązkami.

To ważny głos. Potrzebny. I uczciwy.
Ale w Jaśle to stanowisko brzmi jeszcze mocniej. Bo u nas kryzys systemowy spotkał się z kryzysem zarządczym. A takie połączenie nie prowadzi do „trudności”. Prowadzi do katastrofy.

Zarząd ZPP pisze o poważnych skutkach ustawy z 2022 roku, która wprowadziła kosztowny mechanizm corocznych podwyżek wynagrodzeń, o niedoszacowanych procedurach, chaosie decyzyjnym oraz przerzucaniu odpowiedzialności przez państwo na szpitale i samorządy – czyli dokładnie na to, z czym od miesięcy mierzy się szpital w Jaśle.

Zgoda. Tyle że w Jaśle do tej układanki dokładamy jeszcze lata złych decyzji, braku strategii, gaszenia pożarów kubkiem wody i narracji, która miała bardziej uspokajać niż informować.

To już nie jest tylko problem Warszawy.
To jest problem tego, jak lokalnie zarządzano szpitalem w warunkach, które od dawna wymagały kompetencji, odwagi i planu B, C i D.

Kiedy system centralny się chwieje, rola zarządzających rośnie, a nie maleje. Tymczasem w Jaśle mieliśmy wszystko – tylko nie konsekwentne, odpowiedzialne zarządzanie oparte na faktach, liczbach i długofalowym myśleniu. Efekt? Szpital coraz bardziej przypomina organizm podtrzymywany kolejnymi doraźnymi decyzjami, a nie instytucję, która ma przed sobą przyszłość.

ZPP mówi wprost: programy naprawcze bez realnych instrumentów są fikcją.
A ja dodam: programy naprawcze w źle zarządzanym szpitalu są podwójną fikcją.

Najbardziej niepokojące jest jednak coś jeszcze. Coraz głośniej – także w lokalnych rozmowach – pojawiają się pomysły „ratowania” szpitala poprzez oddawanie wybranych obszarów w prywatne ręce. Po cichu. Fragmentami. Bez uczciwej debaty z mieszkańcami.

Najpierw oddział. Potem pracownia. Potem usługa.
Aż w końcu zostaje puste hasło „szpital powiatowy” i bardzo realny problem: kto i na jakich zasadach będzie leczył mieszkańców, którzy nie mają pieniędzy na prywatne leczenie.

Nie łudźmy się: prywatyzacja kawałkami nie jest ratunkiem.
Jest ucieczką od odpowiedzialności – i to zarówno tej centralnej, jak i lokalnej.

I pojawiają się dwa podstawowe pytania:

Pierwsze, w tym kierowane ogólnie do systemu finansowania świadczeń medycznych, dlaczego jak prywatnie to się opłaca?

I drugie ważniejsze: Czy da się jeszcze uratować szpital w Jaśle?
Tak. Ale tylko pod jednym warunkiem: że przestaniemy udawać, że problem jest wyłącznie „systemowy”, a zaczniemy uczciwie mówić o lokalnych błędach, zaniedbaniach i zaniechaniach.

Bez tego żadna reforma, żadne stanowisko ZPP, żadne dodatkowe pieniądze nie wystarczą. Bo system można naprawiać tylko wtedy, gdy na dole są ludzie zdolni go unieść.

Szpitale powiatowe są dziś testem odpowiedzialności państwa.
Ale Jasło jest testem odpowiedzialności lokalnej.

I to właśnie ten test – obawiam się coraz bardziej – zdajemy na ocenę niedostateczną.

A Jasło – chcąc nie chcąc – staje się dziś lustrem, w którym ten system może się przejrzeć. I jeśli komuś nie podoba się to, co w nim widzi, to niech nie strzela do lustra.

Szpitale nie potrzebują kolejnych stanowisk „do wiadomości”.
Potrzebują decyzji. I odwagi, by powiedzieć ludziom prawdę – zanim zrobi to rzeczywistość.

Ewa Wawro
subiektywny obserwator

Artykuł powiązany: Związek Powiatów Polskich alarmuje w sprawie szpitali powiatowych. Przyjęto oficjalne stanowisko