Na łamach jednego z jasielskich portali pojawił się ostatnio tekst autorstwa Bogdana Rzońcy, w którym uderza on w radnego Janusza Przetacznika, zarzucając mu „lewicowe zaciemnianie faktów” i hipokryzję. Czytając ten emocjonalny wywód, trudno oprzeć się wrażeniu, że autor zamiast merytoryki wybrał retorykę – i to tę z arsenału politycznej polaryzacji. Zdecydowanie to raczej zaciemnianie i koloryzowanie smutnej rzeczywistości.
Nie trzeba być zwolennikiem lewicy, by zauważyć, że radny Przetacznik zadaje pytania niewygodne, ale potrzebne. Kto, jeśli nie przedstawiciel opozycji, ma kontrolować władzę, wskazywać nieścisłości, pytać o budżet, inwestycje i transparentność działań? W samorządzie nie chodzi o barwy partyjne, lecz o jakość rządzenia i gospodarność. I choć można się spierać o styl wypowiedzi, to nie można odmówić mu konsekwencji i wiedzy.
Trudno się dziwić wzburzeniu radnego Przetacznika, gdy dopiero w kwietniu br. spotkał się po raz pierwszy z jakąkolwiek reakcją Starosty i Zarządu na sygnalizowaną przez nas od lat, trudną sytuacją jasielskiego szpitala. Dotychczasowe działania – interpelacje, zapytania, wnioski czy publikacje radnych z opozycji trafiały w pustkę, zwyciężył tak często przywoływany przez tego radnego „argument siły”. Fakt większość w polityce ma rację, ale czy zawsze? Fakty i wyniki świadczą, że jednak nie.
Zaskakujące, że europoseł, który sam od lat funkcjonuje w polityce – tej wielkiej, brukselskiej – tak łatwo ucieka się do insynuacji i tanich chwytów retorycznych. Wydaje się, że zamiast gasić lokalny spór, dolał oliwy do ognia, przy okazji tworząc tekst bardziej publicystyczny niż rzeczowy.
Na szczęście mieszkańcy Jasła potrafią wyciągać własne wnioski. Widzą, kto mówi o faktach, a kto rzuca hasłami. I choć polityczne barwy mogą się zmieniać, jedno pozostaje stałe: samorząd powinien być miejscem rozmowy, nie okładania się etykietami.
Ewa Wawro





























































