poniedziałek, 5 grudnia, 2022

Radni bez nadzoru

0
Radni bez nadzoru
Udostępnij:

ZUS-owskie kontrole zwolnień lekarskich to rutynowe działania, bez względu na to czy lekarz napisał nam „ma leżeć” czy „może chodzić”. W tym czasie nie wolno nikomu na zwolnieniu pracować. Wystarczy mały „przyjacielski” donosik i tracimy zasiłek albo spotykamy się z prawnikami ZUS w sądzie pracy. Są jednak pewne wyjątki, kiedy bierze się i zasiłek chorobowy i dodatkowe wynagrodzenie nazywane dietą. Wystarczy zostać radnym samorządowym.
Niedawno zniesmaczenie jasielskiej opinii publicznej (choć byli obrońcy, którzy twierdzili, że to normalne bo „przecież wszyscy tak robią”) wzbudził fakt, że odwoływani z funkcji starosty Franciszek Miśkowicz i wicestarosty Adam Kmiecik, dziwnym zbiegiem okoliczności nagle obaj jednocześnie, w dniu, w którym mieli zostać odwołani (rozpatrzenie wniosku było umieszczone w porządku obrad sesji, a nowa samorządowa układanka znana była już przed sesją) poszli na zwolnienia lekarskie. Na sesji oczywiście byli i żywo brali w niej udział, z pozycji funkcji zawodowej jaką pełnili. Ten fakt chyba nie może budzić żadnych kontrowersji – obecność, aktywna obrona w trakcie dyskusji, szukanie ostatniej szansy by nie stracić pracy, w myśl uświęconej zasady – nieobecni nie mają racji. A przecież jako zatrudnieni na etatach członkowie Zarządu Powiatu nie mogli pracować na zwolnieniu lekarskim, czyli procedować w swojej sprawie. Chroniła ich jednak ustawowa norma, która zezwala radnym na bezkarny udział w sesjach w trakcie zwolnienia lekarskiego. Starostwo musiało wypłacić im zasiłek chorobowy, wprawdzie tylko za jeden dzień, bo po ich odwołaniu zobowiązania przejął ZUS. Tak czy siak my też na nie się składamy.

Były wicestarosta Kmiecik otrzymał także – należną mu zgodnie z prawem – jednomiesięczną odprawę. Nie mógł z niej skorzystać F. Miśkowicz, który wyraził gotowość podjęcia pracy zawodowej w szkole, po piętnastoletnim urlopie bezpłatnym, udzielonym na czas pełnienia funkcji w samorządach gminnym i powiatowym.

To jednak tylko tytułem wstępu, nie na to chcę zwrócić uwagę. Opisana wyżej sytuacja pokazała kolejne paradoksy naszego prawa. Radny za swoją pracę (która jak się okazuje zgodnie z ustawą nie jest jednak pracą) pobiera regularną dietę, która ma stanowić równowartość utraconych zarobków z tytułu wykonywania mandatu radnego. Diety wcale nie małej, dla osoby, która, niestety w większości, zajmuje z góry upatrzoną pozycję w samorządzie „maszynki do głosowania”. Radnemu pełniącemu odpłatnie funkcję członka zarządu powiatu dieta nie przysługuje.

Sytuacja sięga wręcz absurdu jeśli radny jest na zwolnieniu lekarskim, co oznacza , że w tym czasie jest niezdolny do świadczenia pracy. Ale mandat radnego bez problemu może wykonywać. Może podejmować często odpowiedzialne i kluczowe dla powiatu decyzje. Może? Nawet musi! Szczególnie wtedy, gdy obecność radnego jest bezwzględnie potrzebna na sesji, na której radni mają w określonej sytuacji politycznej podjąć ważne rozstrzygnięcia (głównie kadrowe) czyli przechylić w kierunku pożądanym wyniki głosowania. Wtedy niedopuszczane są żadne powody absencji radnego.

Żeby nie być gołosłowną poprosiłam o wyjaśnienia ZUS.

Zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego i sądów apelacyjnych za pracę w okresie orzeczonej niezdolności do pracy nie można uznać min. udziału radnego w posiedzeniach zarządu miasta, gminy, powiatu i uzyskiwaniu z tego tytułu diet – nie są one bowiem wynagrodzeniem za pracę, a jedynie ekwiwalentem, rekompensatą za stracony czas i poniesione wydatki – informuje Agnieszka Prajsnar, rzecznik prasowy jasielskiego oddziału ZUS. – W tych przypadkach istnieje jednak konieczność wyjaśnienia, czy udział w tych posiedzeniach nie spełnia przesłanek wykorzystywania zwolnienia lekarskiego niezgodnie z jego celem. Wymaga to zasięgnięcia opinii lekarskiej. W związku z powyższym, rozstrzygnięcie uzależnione jest od dokładnego brzmienia orzeczenia lekarskiego i wszystkich okoliczności danego przypadku. Kontrola prawidłowości wykorzystywania zwolnień lekarskich od pracy z powodu choroby polega na ustaleniu czy pracownik w okresie orzeczonej niezdolności do pracy nie wykonuje pracy zarobkowej albo czy nie wykorzystuje zwolnienia od pracy w sposób niezgodny z jego celem.

No dobrze, ale kto ma nie tylko obowiązek ale i prawo sprawdzania omawianych wyżej okoliczności w przypadku radnych? Nikt! Przewodniczący rady nie ma takich uprawnień i nawet nie musi wiedzieć o tym, że jakiś radny jest na zwolnieniu lekarskim. To jest tylko i wyłącznie jego prywatna sprawa. Radnego i jego sumienia.

W Sądzie Pracy toczy się postępowanie przeciwko jednej z radnych powiatowych, która będąc na zwolnieniu lekarskim, z zaznaczeniem „może chodzić”, aktywnie udzielała się jako radna. Wolno jej było? Wolno. Zgodnie z ustawą ma do tego prawo. Ale po „przyjacielskim zgłoszeniu” ZUS zajął się sprawą i uznał, że zwolnienie było „naciągane”. Jak było w rzeczywistości ma zadecydować sąd. Oczywiście sprawa nie dotyczy aktywności samorządowej, ale zasadności absencji zawodowej.

Jest jeszcze jedna strona medalu. Radny na zwolnieniu lekarskim może brać udział w pracach rady i jej komisji i nic nie traci na „wypłacie” , ale jeśli nie przyjdzie na sesję lub komisję, to za każdą nieobecność pomniejsza się mu ryczałtową dietę. Czy to nie absurd otwierający furtkę radnym do potencjalnego kombinatorstwa? Dla niektórych może to być droga do przysłowiowej „michy miodu”, gdyż jedyne ustawowe kryterium wypłaty diety to obecność! Nie musi praktycznie nic robić, nie musi zabierać głosu …. Ma tylko być obecny. Do pracy nie musi chodzić, zasiłek chorobowy i pełna dieta radnego wpływa na konto, a czasu na działalność samorządową, a co za tym idzie wykazania się przed wyborcami aktywnością, nie brakuje. I wszystko zgodnie z literą prawa.

Ciekawe, jak wyglądałyby listy kandydatów na radnych, gdyby radni działali społecznie? I czy w ogóle udałoby się skompletować rady samorządowe ….

Ewa Wawro

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj