piątek, 30 stycznia, 2026

W kłamstwie jak w domu – czyli o kolejnym teatrzyku starosty

0
W kłamstwie jak w domu – czyli o kolejnym teatrzyku starosty
Udostępnij:

Nie ma to jak dobra plotka. Rozchodzi się szybciej niż prawda, bo nie musi dźwigać ciężaru faktów. A gdy plotkę podsyca jeszcze starosta powiatowy – to już nie plotka, to niemal „urzędowa prawda”. Tyle że – jak się okazuje – znów nieprawdziwa.

Podczas ostatniej sesji Rady Powiatu w Jaśle, w pewnym momencie zrobiło się niezręcznie. Pytania o zatrudnienie Beaty Trzop na stanowisku „specjalistki ds. rozwoju” – z pensją dyrektorską – skierowane do  p.o. dyrektora szpitala, wywołały jego widoczne zmieszanie. Biedak miotał się w odpowiedziach jak karp w sieci, a starosta nagle … umył ręce. Że niby decyzje zapadają niezależnie, że on nie ingeruje. Panie starosto, proszę nie obrażać naszej inteligencji! Wszyscy wiedzą, kto w tym powiecie ciągnie za sznurki. Dlaczego na p.o. dyrektora zostaje wybrany główny księgowy, a nie pierwszy zastępca dyrektora, który przecież aplikował wcześniej na funkcję dyrektora szpitala? A jak aplikował, to miał pomysł, miał wizję i dlaczego teraz nie dostał tej szansy, żeby potwierdzić swoje doświadczenie,  wiedzę i zawodowe aspiracje?

Zanim Beata Trzop złożyła rezygnację z funkcji dyrektorki jasielskiego szpitala, w powiecie już krążyła wieść, że jej miejsce zajmie Adrian Bochnia – młody, ale doświadczony menedżer z wiedzą o szpitalnych finansach, „Złoty kandydat”, który miałby ratować tonącą placówkę. Informacja była tak konkretna, że nikt już jej nie kwestionował. A że sprawa mnie interesowała, zapytałam u źródła. Dwukrotnie. I dwukrotnie starosta Adam Pawluś potwierdził, że Bochnia jest poważnie brany pod uwagę, że to kandydat silny, wspierany przez senator Alicję Zając. Dodał, że Bochnia dzwonił do niego kilka razy, ale on nie odebrał, bo… chce być bezstronny. A jak było naprawdę? Otóż dokładnie odwrotnie – to starosta próbował się z nim kontaktować, a Bochnia unikał rozmowy. Dlaczego? Bo nigdy nie planował i nie planuje kandydować na dyrektora jasielskiego szpitala. Ma dziś stabilną pracę, a nawet dwie i nie rozważa powrotu do Jasła, a jego kontakt ze szpitalem miał charakter wyłącznie ekspercki (pro publico bono) – nie personalny. A z senator Alicją Zając zna się jeszcze od czasu współpracy z PCK z czasów szkolnych.

I co teraz, Panie starosto? Czy naprawdę trzeba aż tak naginać rzeczywistość, by dopasować ją do partyjnej narracji? Czy nie można raz, po prostu, uczciwie przyznać, że coś się nie udało, że nie ma się kandydata? W lokalnej polityce mamy już dość taniego teatru i braku rzetelności. A szpital to nie scena dla amatorów. To miejsce, które wymaga kompetencji, odpowiedzialności i decyzji opartych na prawdzie – nie na telefonach, pogłoskach i symulowanych rezygnacjach. Na tym tle kłamstwo przestaje być tylko grzechem. Staje się metodą zarządzania.

Ewa Wawro
Radna RPJ

subiektywny komentator