Redakcja portalu Twoje Jasło nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane w dziale "Z prawa i z lewa". Poszczególne wypowiedzi są prywatnymi opiniami osób podpisanych pod tekstami.

„Nadzwyczajna” furtka dla swoich

744
Ewa Wawro, red. nacz. TJ

Określenie „nadzwyczajne”, „nadzwyczajna” kojarzyło mi się zawsze z czymś nadzwyczajnym, wyjątkowym. Teraz jednak muszę zrewidować moje przekonanie, okazuje się bowiem, że może mieć zgoła inne znaczenie.

W tym tygodniu jeszcze (w piątek) ma się odbyć 30. już sesja Rady Powiatu w Jaśle VI kadencji, w której przyszło mi pełnić zaszczytną, odpowiedzialną służbę w roli radnej. W niespełna dwa lata 30 posiedzeń – to normalne i nie na to chciałam zwrócić uwagę. 30 sesji a w tym aż 10 nadzwyczajnych – to już zastanawia.  W 2019 r. odbywały się średnio w stosunku 3:1, 2020 jeszcze trwa a już mamy 2:1, jak tak dalej pójdzie to zaczniemy bić rekordy i być może, co już pokazała końcówka V kadencji, na koniec i tej kadencji tych nadzwyczajnych będzie przewaga. Czy tak powinno być?

Jak nazwa wskazuje tryb nadzwyczajny stosujemy w wyjątkowych okolicznościach, gdy nie mogliśmy tego przewidzieć i potrzebny jest pośpiech, np. klęski żywiołowe, albo co było i jest powszechną praktyką – po to by kontynuować wcześniej obgadany temat, postawić przysłowiową kropkę nad „i” a wnioskodawca  przedstawia dodatkowe materiały i dokumenty.

U nas, w większości przypadków w programie każdej z już zwołanych sesji w trybie nadzwyczajnym nie było uchwały, której Rada nie mogłaby przyjąć w innym trybie, dając radnym wcześniej czas na, jeżeli nie na wnikliwe, to przynajmniej w ogóle przeanalizowanie problemu, bez niezrozumiałego pośpiechu i często bylejakości.  Nie było powodów by tak się spieszyć z decyzjami, a jeśli już to raczej można by tu obwiniać Zarząd Powiatu za opieszałość, za zostawianie tematu na ostatnią chwilę. Skłamałabym mówiąc, że zupełnie nie było spraw, które wymagały trybu nadzwyczajnego, były i po to zresztą ustawodawca taki tryb utworzył.  Ale jak pokazuje nasze podwórko to uprawnienie, ten przywilej można wykorzystywać do przepychania wszystkiego, otwiera się bowiem furtka, z której coraz bardziej ochoczo korzysta Zarząd Powiatu.

Pytam jednak: skoro PiS ma w Radzie większość, pozwalającą tej partii na przegłosowanie wszystkiego, na odrzucenie każdej, ale to każdej innej propozycji, która nie pochodzi od rządzącej większości, to po co jeszcze bardziej sprowadzać organ uchwałodawczy samorządu nawet nie do maszynki do głosowania ale do przegłosowywania?

Skoro tak jest, to po co nadzwyczajny tryb zwoływania sesji? Może po to by zamknąć usta opozycji i uniemożliwić dyskusję i wymianę zdań na komisjach, składanie wniosków, interpelacji i zapytań? Jest nie tylko prościej, ale i „dyskretniej” bo opinia publiczna nie usłyszy, co opozycja ma do powiedzenia, a i swoich pozbawia się ewentualnych wątpliwości czy chęci uzyskania dodatkowych wyjaśnień i argumentów po tym, jak wysłuchali opinii radnych z opozycji. Tryb nadzwyczajny oznacza, że działamy i pracujemy na wniosek, wręcz rozkaz, w ustalonym porządku bez dodatkowych „ustawowych wrzutek” przysługujących radnym w postaci składania wniosków, zapytań, interpelacji czy dyskusji nad sprawozdaniami Zarządu Powiatu a co za tym idzie sprawdzenia czy uchwały Rady są wykonywane i w jaki sposób. To raz, a  dwa – jak ich nie ma na sesji to i na stronie starostwa nikt ich nie znajdzie. A po trzecie – korzystając z przywileju zwoływania sesji w trybie nadzwyczajnym, Zarząd wrzuca do programu tematy, które w trybie zwyczajnym opozycja mogłaby „rozjechać”, zasiać wątpliwości, wskazać alternatywne rozwiązania, niezależnie od wyniku głosowania wynikającego z przewagi radnych PiS w Radzie. Ale po co stwarzać taką okazję, skoro można zamknąć nam i przy okazji swoim usta? Bo przecież im mniej informacji, tym mniej wątpliwości, i można pokazać a może i podkreślić, utrwalić w powszechnej opinii, że argumenty przywódcy są jakże klarowne i oczywiste, żadnych pomyłek, żadnych poprawek, istny ideał.

Praktyka naszego samorządu na każdym kroku pokazuje, że są równi i równiejsi, a prawo można łamać bo przecież „mamy większość”.  Pan Przewodniczący raz po raz zwołuje jedną po drugiej sesje nadzwyczajne, dostosowując ich terminy i godziny wyłącznie do wnioskodawców, najczęściej Zarządu Powiatu. Radni (co najmniej 1/3) mają prawo złożyć wniosek o taką sesję a Pan Przewodniczący nie ma prawa odmówić. I tak się stało w marcu ub. roku, kiedy to z mojej inicjatywy i na wniosek podpisany przez wszystkich radnych opozycji odbyła się nadzwyczajna sesja poświęcona debacie nad sytuacją Szpitala Specjalistycznego w Jaśle. Sesja została zwołana i owszem, ale  jej cel został już całkowicie i z premedytacją wypaczony. Debata miała się odbyć na bazie materiałów i informacji przygotowanych przez Zarząd Powiatu i kierownictwo Szpitala, z udziałem wszystkich zainteresowanych, lekarzy, pielęgniarek, związków zawodowych,  ludzi, którzy znają problemy szpitala „od kuchni” i mogliby wnieść dużo istotnych uwag. W tym celu zawnioskowaliśmy o zwołanie sesji nadzwyczajnej na godz. 16, tak by umożliwić wszystkim zainteresowanym udział w niej już po pracy. Przekazaliśmy również nasze oczekiwania dotyczące materiałów informacyjnych, które miały zostać nam przedłożone. I co zrobił Przewodniczący Rady? Zwołał sesję i owszem, bo musiał ale (uwaga!) na godz. 9. rano, a Zarząd Powiatu przedstawił radnym informacje wg swojego uznania a nie wniosku radnych! Przewodniczący Rady przyznał wówczas publicznie, że godzinę rozpoczęcia sesji konsultował z radnymi PiS, a że stanowią większość w Radzie, to wymagane kworum będzie zapewnione więc nas już nie musiał pytać o zdanie. Nas, wnioskodawców! A zatem wnioskodawców już na tej sesji mogło nie być, podobnie jak i pracowników, którzy mieliby tu dużo do powiedzenia. Z góry wiadomo było, że nikt, poza osobami wytypowanymi przez Zarząd Powiatu, dyrekcję szpitala, którzy mogli – na polecenie dyrekcji – zrobić to w godzinach pracy, że nikt poza nimi raczej nie przyjdzie. I tak się niestety stało, debata, która miała pomóc w zdiagnozowaniu problemów i wyjaśnieniu dlaczego wciąż słyszy się tyle negatywnych opinii i krytyki pod adresem naszego szpitala, dlaczego najlepsi lekarze od nas uciekają i co pomogłoby ten trend zmienić, w którym kierunku i w jaki sposób winien zmieniać się szpital, zmieniła się w pseudodebatę. A ta nasza pseudodebata stała się koncertem wzajemnych podziękowań, a to Zarządu dla dyrekcji, a to dyrekcji dla Zarządu, nawet posłom PiS dziękowano. Cóż, chcieliśmy dobrze, a wyszło jak zawsze, okazało się, że jest pięknie i wspaniale, że jeśli są problemy to tylko systemowe, że u nas nikt nikomu niczego zarzucić nie może.

To jeden jedyny przykład, gdzie my – jako opozycja – wnioskowaliśmy o zwołanie sesji nadzwyczajnej w jakże ważnej sprawie.  Ale tenże tryb nadzwyczajny z premedytacją wykorzystywany jest właśnie teraz do „wrzutek” inwestycyjnych Szpitala. Można prześledzić je wszystkie od tej pamiętnej sesji – żadnej szerszej dyskusji, żadnych analiz tylko szybka zmiana Wieloletniej Prognozy Finansowej  i „bach” – kolejna inwestycja, kolejny zakup. A gdzie są ludzie, którzy tam mają podjąć pracę, leczyć mieszkańców naszego powiatu? O tym się milczy.

Każda z pozostałych 9 sesji nadzwyczajnych zawsze zwoływana była na godziny popołudniowe. Nic dodać nic ująć, sami przyznacie Państwo, że to delikatnie mówiąc nie fair, a może właśnie fair dla rządzącej większości, bo cel uświęca środki.

I jeszcze jedna kwestia, którą muszę poruszyć. Po co – jako Rada – przyjmujemy uchwałą Plan Pracy Rady, skoro i tak się go nie trzymamy? Podam tylko jeden przykład, ale jakże istotny. Na kwiecień mieliśmy zaplanowaną debatę nad Strategią Rozwoju Powiatu w Jaśle na lata 2016-2022. Zwracam na to uwagę szczególną, bowiem z racji mojego wykształcenia i zawodowego doświadczenia wiem, jak istotny jest to dokument. Od początku kadencji dopytywałam się o to, czy taka strategia istnieje i jak w tym kontekście wyglądają nasze decyzje, szczególnie te podejmowane w trybie nadzwyczajnym, ze skutkami na lata przyszłe. W tym roku temat został wprowadzony do Planu Pracy Rady i wszystko wskazywało na to, że może w końcu uda nam się poważnie o tym porozmawiać, podyskutować, obrać cel na tę kadencję i wyciągnąć wnioski. Ale gdzie tam! Kwiecień minął, mamy wrzesień a tematu wciąż nie ma, a radni raz po raz dowiadują się o kolejnych, jedynie słusznych pomysłach i rozwiązaniach. Weźmy chociażby taki Fundusz Inicjatyw Lokalnych – super idea i jakże wpisuje się w Strategię Rozwoju, w wieloletnią perspektywę. A u nas ta ścieżka została sprowadzona de facto do formalnego wypełnienia wniosku i nie na przedsięwzięcie czy zadanie, które ma służyć rozwojowi naszego powiatu, ale na takie, które jest proste, łatwe do napisania i może być skuteczne tzn. zakończyć się sukcesem liczonym w otrzymanej dotacji a nie osiągniętym celem. Kolejna szansa na przemyślany rozwój ma być zmarnowana, poświęcona na ołtarzu możliwości aplikowania i skuteczności pozyskanych środków publicznych a nie naszych rzeczywistych potrzeb?  To jest tylko takie działanie od aplikacji do aplikacji, a nie od potrzeby do potrzeby. Nie efektywnie, a efekciarsko tzn. „zdobyłem”, skutecznie aplikowałem o środki publiczne i je dostałem, ale już na pytanie czy były inne pomysły, przedsięwzięcia, inne alternatywy – cisza i głuche milczenie.

Niestety, nie popieram opinii Pana Starosty, który na każdym kroku podkreśla, że decyzje trzeba podejmować szybko. Jestem za tym: podejmujmy decyzje szybko, ale niech to będą decyzje przemyślane, z dalekosiężnym celem strategicznym, przyszłościowym, wykraczające poza aktualny nabór wniosków, podejmowane na podstawie pełnej i rzetelnej informacji. A nie tak jak chociażby teraz – budujmy pawilon psychiatrii i przyjmujmy, że to etap pierwszy. Ale na pytanie: skoro jest pierwszy to znaczy będą kolejne, a więc jakie, już nikt nie potrafi odpowiedzieć.  Coś tu chyba nie tak. Jak mówi polskie przysłowie, szybkość jest wskazana, ale tylko przy łapaniu pcheł.

Ewa Wawro
radna Rady Powiatu w Jaśle

Ewa Wawro, radna RPJ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj