wtorek, 16 sierpnia, 2022

Drżenie rąk niespokojnych

0
Drżenie rąk niespokojnych
Udostępnij:

Nietuzinkowy poeta, nieszablonowy polonista, wymagający reżyser. Tak w wielkim skrócie można powiedzieć o Edwardzie Lechecie, twórcy znanego teatru młodzieżowego Artexpress.

Teatr nie od razu stał się wielką pasją Edwarda Lechety. Kiedy kończył szkołę podstawową, wtedy siedmioklasową, widział się jako konstruktor mózgów elektronowych. Dlatego jako szkołę średnią wybrał technikum elektryczne w Turaszówce, znane jako „elektryk”.

 

Burzliwe lata szkolne

Jednak z czasem zainteresowania Edwarda Lechety zmieniły się diametralnie. Zaniedbał przedmioty techniczne, a zaczął skłaniać się ku przedmiotom humanistycznym. – Trzy miesiące przed maturą zostałem wyrzucony ze szkoły, bo głośno powiedziałem to, co myślę. Wtedy, a był to rok 1971, groziło to sankcjami. Naubliżałem wszystkim, począwszy od dyrektora do woźnego, za to jak byliśmy traktowani. Do tego nosiłem długie włosy – opowiada E. Lecheta. – Kiedy po latach spotkałem się ze swoim wychowawcą, już jako nauczyciel, stwierdziłem, że na jego miejscu też bym siebie wyrzucił ze szkoły.

Maturę zdał w liceum dla pracujących w Krośnie w 1974 roku, gdzie był prymusem. Zdawał na polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale na egzaminie zawalił język rosyjski. Ostatecznie studia polonistyczne rozpoczął w 1978 roku, ale w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Rzeszowie. W międzyczasie przez dwa miesiące był słuchaczem Studium Kulturalno-Oświatowego w Krośnie, dwa lata spędził w armii, gdzie prowadził działalność kulturalno-oświatową. – Nie byłem zbyt młodym studentem. Pamiętam jak szefowa roku stała z czapką i robiła zrzutę na moje 30. urodziny – przyznaje z uśmiechem. Pan Edward studia skończył w terminie, ożenił się z matematyczką, przeprowadził do Jasła i zaczął pracę w miejscowym I Liceum Ogólnokształcącym.

27 lat

Na grunt szkolny przeniósł swoją fascynację teatrem i w 1986 roku założył grupę teatralną Artexpress z myślą o zrobieniu kilku przedstawień. – Na studiach byłem związany z teatrem studenckim najpierw jako dziennikarz na festiwalu studenckim w Szczecinie, a później jako członek grupy teatralnej – dodaje.

Teatr nie był rocznym epizodem, ale rozsławił jasielskie liceum w Polsce. Nie skończyło się na kilku przedstawieniach, ale na 27 latach teatralnej przygody i kilkunastu spektaklach. Artexpress zadebiutował na Wojewódzkim Przeglądzie Szkolnych Zespołów Artystycznych w Brzozowie w marcu 1987r., gdzie spektakl „Ćwiczenia dykcyjne z Tuwima” okazał się rewelacją przeglądu.

Pierwszym wielkim sukcesem rangi krajowej było wytypowanie zespołu do występu w finale Przeglądu Szkolnych Zespołów Artystycznych w Toruniu w 1989r.

Największe osiągnięcia wiążą się jednak z uczestnictwem w Forum Teatrów Szkolnych w Poznaniu, w których Artexpress uczestniczył od 1991 roku. –Tam poznałem m.in. Franciszka Starowiejskiego, który chcąc wyrazić swoje votum separatum za przyznanie nam czwartego, a nie trzeciego miejsca za spektakl oparty na tekstach Mirona Białoszewskiego, wszedł na scenę na czworakach – opowiada. – To nie była już zabawa, bo w Poznaniu zetknęliśmy się z prawdziwym teatrem, choć amatorskim.

W Forum Teatrów Szkolnych w Poznaniu trzykrotnie zdobywali główną nagrodę – Złotą Maskę: w 2001r. za spektakl „Brawo girl”, w 2003 za „Dzień belfra”, a w 2005 za „Dyptyk otwarty”. – Za spektakl „Brawo girl” przez pewne kręgi jasielskie zostałem oskarżony o szerzenie pornografii. Chodziło o tytuł, a tak naprawdę miał on pokazać jak kolorowe pisma robią młodym ludziom wodę z mózgu – wspomina. W 2007 roku Edward Lecheta otrzymał nagrodę indywidualną w Poznaniu. – To znaczyło – więcej tu nie przyjeżdżaj – dodaje.

Nietypowy teatr

W latach 2001-2007 Artexpress należał do ścisłej czołówki teatrów młodzieżowych w Polsce. – Przygotowania nad spektaklem trwały ponad rok. Na jedną minutę sztuki poświęcałem trzy, cztery godziny – mówi.

Kiedy teatr zaczął odnosić sukcesy, chętnych do przystąpienia do Artexpress, było wielu. Aby znaleźć się w grupie teatralnej, niektórzy szukali protekcji wśród członków rodziny Edwarda Lechety. – Jednak nie każdy wytrzymywał próby. Potrafiłem do znudzenia powtarzać wchodzenie na scenę. Starałem się być profesjonalistą – zaznacza pan Edward.

Dla swoich aktorów był szefem, a nie profesorem, bo w końcu razem tworzyli spektakl. Edward Lecheta nie pisał autorskich scenariuszy, tylko tworzył kolaże z różnych tekstów poetyckich, dramatycznych, wycinków gazetowych.

Artexpress to nie był typowy teatr z wymyślnymi strojami, rekwizytami czy oczywistym przesłaniem. Był to teatr eksperymentalny, awangardowy, stawiający na niedopowiedzenia, niekonwencjonalną choreografię, często wyśmiewający współczesną kulturę, otaczający świat. Nie było typowego podziału na role, scenografii w zasadzie nie było, a światło i muzyka były traktowane jako równoprawne składniki. Czarne stroje i specyficzny ruch sceniczny – to wyróżniało Artexpress. – Przez ten czas trafiałem na wielu wspaniałych, zdolnych młodych ludzi. Obsada spektakli nie była stała, aktorzy zmieniali się w każdej sztuce. Wielu z nich związało się zawodowo ze sztuką teatralną i filmową – stwierdza E. Lecheta.

Należą do nich Marta Malikowska – aktorka Teatru Współczesnego w Szczecinie, laureatka nagrody za debiut aktorski na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni w 2006r., Janusz Laskowski – wieloletni aktor Teatru Polskiego w Cieszynie, Maria Patykiewicz związana z Teatrem Żydowskim w Warszawie, Bartek Cieniawa – od 16 lat w Teatrze KTO w Krakowie, do KTO dołączyła też Karolina Bugała.

Oskar dla szefa

Teatr dwukrotnie uczestniczył, na zaproszenie organizatorów, w Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym „Korczak”: w 1998 ze spektaklem „Lekcja pierwsza” i w 2006 z „Dyptykiem zamkniętym”.

Tak naprawdę Artexpress był bardziej znany publiczności w Lublinie czy Poznaniu niż jasielskiej.

Przygoda Edwarda Lechety z Artexpress zakończyła się w 2013 roku zdobyciem nagrody głównej – statuetki „Zwierciadła” i nagrodę publiczności – „Ambrożynkę” na II Rzeszowskich Spotkaniach Teatralnych – „Zwierciadła” 2013, w których uczestniczyły teatry młodzieżowe z województwa podkarpackiego. – To było zwieńczenie mojej pracy. Jednak najpiękniejszą nagrodę otrzymałem od młodzieży. Było to „Oskar” – mówi z sentymentem. – Prowadzenie grupy teatralnej było dla mnie czymś sensowniejszym niż zwykłe nauczanie. Teraz mogę powiedzieć, że było ważniejsze niż dydaktyka. Choć nauczycielem też starałem się być niestandardowym. Na lekcji nie sprawdzałem czy uczeń przeczytał lekturę, ale czy myśli – zaznacza.

Dystans i kpina

Kiedy pan Edward przeszedł na emeryturę, postanowił oddać się pisaniu wierszy na poważnie. – Całe życie byłem leniem, więc w grę wchodziły tylko krótkie formy, czyli wiersze. Paradoksalnie do mojego wykształcenia, to za dużo książek w życiu nie przeczytałem – zaznacza.

Pisać zaczął ponad 40 lat temu, ale przez te lata nie napisał tyle, ile w 2011 roku. Teraz pisze mniej, bo bardziej dba o jakość wierszy niż ilość.

Do pisania inspiruje go wszystko, czy to puszka po piwie leżąca na trawie (wiersz „Puszka”), własny cień na chodniku („Cienie”), widok zachodzącego słońca – wiersz „Dzień się dopala”, od którego zaczęło się systematyczne pisanie. Pisze o wszystkim, stara się dostrzegać inne aspekty rzeczywistości, a niektóre można wyrazić właśnie przez poezję. – Moje wiersze wyrażają to, co ja uważam za poezję. Moja główna cecha to dystans i kpina z rzeczywistości. Stworzyłem sobie gatunek wiersza zwany przeze mnie napisałkami, bo wiele wierszy zaczynam od słowa „napisałem”. Lubię bawić się słowem, wyszukuję różne wyrażenia i zestawiam je w postaci wierszy – mówi o swojej poezji Lecheta.

Pan Edward pisze też erotyki, a także teksty piosenek. Napisał kilka dla Wojtka Pelczara nauczyciela w Zespole Szkół Muzycznych w Krośnie, założyciela grupy „A może tak”. Wcześniej dla Kapeli spod Rubani napisał tekst piosenki „Od połonin”, która wygrała plebiscyt Radia Rzeszów „Przebojem na antenę”.

W czerwcu do rąk czytelników trafi tomik poezji Edwarda Lechety „Twój portret”, na wydanie którego otrzymał stypendium artystyczne od burmistrza Jasła. – Uważam się za wierszopisarza, bo słowo poeta śmiesznie brzmi w zestawieniu z moim nazwiskiem – żartuje.

Sprzeczności

Paradoksalnie największą fascynacją Edwarda Lechety jest astrofizyka. Gdyby był zdolnym matematykiem to na pewno zostałby astrofizykiem. Największą radość sprawiłby mu widok wybuchającej gwiazdy Supernowej Betelegezy w konstelacji Oriona. – To czerwony olbrzym. Jeżeli dziś wybuchnie, to zjawisko będzie można zobaczyć za 600 lat. Będzie ona jaśniejsza od księżyca – wyjaśnia. – Jedna z piosenek brzmi „Ja to się cieszę byle czym, byle co mnie cieszy”. Nie wiem czy teraz ucieszyłbym się z wielkiej wygranej w toto lotka, no może gdyby to było 40 lat temu…

Marzena Miśkiewicz / Nowe Podkarpacie

Tekst ukazał się w numerze 20 tygodnika „Nowe Podkarpacie”

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj