piątek, 19 sierpnia, 2022

Przygoda czasem i przestrzenią. Golesz- odrodzenie po wojennej zawierusze

0
Przygoda czasem i przestrzenią. Golesz- odrodzenie po wojennej zawierusze
Udostępnij:

Odrodzenie po wojennej zawierusze – rozważania jak mógł wyglądać zamek na Górze Golesz po odbudowie ze zgliszcz madziarskiej pożogi. Rozdział trzeci.

Zgodnie z zapowiedzią kontynuujemy publikację z cyklu Przygoda czasem i przestrzenią. Golesz.

Pierwszy rozdział można przeczytać tutaj:  Golesz – jak feniks z popiołów.

Drugi rozdział   –  Zastał Polskę drewnianą, zostawił murowaną.

Rozdział trzeci – odrodzenie po wojennej zawierusze, rozważania jak mógł wyglądać zamek na Górze Golesz po odbudowie ze zgliszcz madziarskiej pożogi.

Po burzy nastaje słoneczny dzień – dla Golesza wojenna zawierucha stała się motorem rozkwitu. Monstrualna w proporcjach wieża bramna wydaje się być pokłosiem przerażenia jakie wzbudziły w ocalałych mieszkańcach wydarzenia ponurej i krwawej wojny. Mury prawdopodobnie podwyższono i zmieniono ich charakter na bardziej nowożytny przystosowany do broni palnej. W budynku pojawiły się nowe zabudowania, które mogły mieć bardziej reprezentacyjną formę od prostych średniowiecznych budynków. Podkówki na skałach na północ i na południe od obwodu murów zamku sugerują możliwość występowania poza obrębem twierdzy dodatkowych zabudowań obronnych w formie zewnętrznych urządzeń warownych takich jak domniemane przedbramie i zlokalizowana na północ od zamku niezidentyfikowana budowla – być może połączona z zamkiem strażnica kontrolująca zanikający wizualnie na tym odcinku trakt dojazdowy.

Obwód murów się nie zmienił, wydaje się że wiekowy układ dojazdu także nie uległ zmianie, choć wspomniane domniemane autonomiczne przedbramie znacząco wzmocniło obronność twierdzy. Jeżeli spekulacje na temat zewnętrznych urządzeń obronnych są realne, to niełatwo było zdobyć ten zamek! Ale uległ ostatecznie barbarzyńskiemu najazdowi oddziałów Rakoczego! Czy napastnicy byli zbyt liczni, czy zapał i morale obrońców zawiodło… gdyby poszukać w Zespołach Akt Dawnych, być może jeszcze uda się ustalić, ale to żmudna i pracochłonna praca, na którą nie każdy może sobie pozwolić.

Cóż się mogło wydarzyć w wyniku tego najścia? Skupione w jednym zespole zabudowania musiały być spalone przez grabieżców, a przy braku interwencji ze strony mieszkańców pożar zabudowań szybko musiał ogarnąć wszystkie kondygnacje budynków i niegaszony – spowodował nieodwracalne zniszczenia, które zapewne były tak wielkie, że zgliszcza zamku porzucono. Chyląca się ku upadkowi Rzeczpospolita nie była w stanie ratować przestarzałych lokalnych warowni takich jak Golesz czy Kamieniec na pograniczu Korczyny i Odrzykonia. Technika militarna w końcu XVII wieku wyraźnie kierowała się już w stronę fortów ziemnych-murowanych i na owe czasy nowoczesnej sztuki obronnej, która stawiała na coraz bardziej skomplikowaną artylerię. Inaczej też wyglądała administracja lokalna, która nie potrzebowała wyżynnych zamków do pilnowania wygasających szlaków handlowych – nadchodziła nowa era i bieda galicyjska, która zrujnowała w XVIII wieku nie tylko ten mały zameczek, ale wiele okolicznych miejscowości. Zachodziło słońce Rzeczypospolitej, a nadeszła noc Wojen Północnych, rozbiorów i marginalizacja tego co polskie. Jaskrawym przykładem zgubnego czasu jest zapomniane dziś warowne miasto, które odparło najazd Księcia Siedmiogrodzkiego Jerzego Rakoczego – Jaśliska. Dumna i zapewne reprezentacyjna stolica biskupiego klucza, dziś jest tylko wspomnieniem samej siebie, pogrzebanym w mroku zapomnienia.

r10

Jak wyglądał zamek w czasach największej świetności? To już zapewne nie była budowla obronna z wiodącą funkcją militarną, ale umocniona siedziba administracyjna posiadająca złożony układ zabudowy wewnętrznej, być może kilkukondygnacyjny jak to ma miejsce w szeregu zachowanych do naszych czasów zamków. Zakładam, że stała się też bardziej reprezentacyjna – elegancka, musiała taką być skoro przyciągnęła uwagę najeźdźców, musiała chronić majątek, który wart był zachodu zdobywania trudnodostępnego obiektu. Przed beskidnikami może byłaby w stanie, przed mniej lub bardziej regularną armią, a nawet liczną, nastawioną na rabunek hałastrą wyposażoną w dobrą broń maruderów i rozbitych oddziałów, już nie.

r11

Na zamku takim jak Golesz nie było artylerii, nie wytrzymałyby jej użycia stropy budynków, liniowe umocnienia nie były przystosowane do jej przeniesienia. W zachowanych inwentarzach zamku Kamieniec, też nie mówi się o artylerii, choć był niepomiernie większy. Bronią ręczną nie sposób było odeprzeć zmasowanego ataku, a czasem nawet sam strach wystarczał do klęski w perspektywie trzasku żelaznych kul bijących w kamienne ściany i łamiących drewniane belki. Snując wątek karpackiej siedziby obronnej, wędrujemy pod górę tymi samymi co wcześniej drogami po oczyszczanych kamiennych płytach, być może lepiej ułożonymi, złagodzonymi. Nadal obchodzimy zamek w koło, aby natknąć się na skale od północy na niewielką wieżyczkę nakrytą lekkim gontowym dachem – być może z tej strażnicy nad przewyższeniem terenu prowadził do zamku drewniany pomost nad fosą, który w murach kończył się wąską, łatwą do zaryglowania furtą. Mijając tą skromną przeszkodę obchodzimy zamek od północnej, niezbyt zacnej ze względu na odprowadzenie do fosy ścieków, ponurej pozbawionej okien strony, która spogląda na nas otworami strażniczymi w koronie murów. Murów, które tak jak poprzednio nakryte były zadaszeniem gontowym – to względy inżynierskie. Mokre deski szybko gniją, na mokrych kamieniach łatwo się pośliznąć, stąd twierdzenie, że ganki straży nawet z tak charakterystycznym dla średniowiecza zębatym krenelażem, były kryte i chronione przed opadami. Okrążając zamek po szerokiej koronie wzmacnianych wiekami wałów podchodzimy do przedbramia opartego na skałce, w której znajduje się niewysychająca dziura z „gośćcową wodą”. Może w tej niewielkiej fortalicji umieszczono pierwotną bramę do zamku, bo przecież kamienny portal nie musiał ucierpieć w bijatyce z Huzarami Tarczaya. Może na skałce znajdowała się podobna jak od północnej strony wieżyczka strażnicza, a poniżej na malutkim majdanie, szopa dla koni. Z majdanu przedbramia wychodziło się zapewne na dość wąski most prowadzący do wielkiej wieży. Most mógł posiadać murowane trwałe przyczółki, ale środnik pewnie był jak dawniej drewniany… łatwy do spalenia w przypadku najazdu! Mury zamku poczynając od północnej baszty zaczynają się różnicować, mają wyraziste, dość wysokie dachy i okna o większym lub mniejszym wymiarze w zależności od funkcji pomieszczeń. Wieża bramna jest dominantą sylwety warowni, mogła być nakryta wielospadowym, gontowym dachem z sygnaturką na szczycie, podobną jak w Nidzicy… czemu nie!? Do wieży i dalej na podwórzec, już nie wojskowy majdan, wjeżdżało się przez ozdobny portal prawdopodobnie ozdobiony inskrypcjami… na wieży bramnej którą nie tak dawno odkopano w Krośnie, też był portal z napisem: „Hic Pax”. To że po portalu zamku Golesz nie pozostał najmniejszy ślad nie znaczy, że go nie było – po krośnieńskiej bramie śladu też już nie ma!

Z długiego ciemnego korytarza wjeżdżamy na niezbyt słoneczny dziedziniec, ciasny i cienisty, bo miejsca już mało zostało, a mury urosły. Po lewej stronie nadal wita nas rezydencja z osobnym portalem wejściowym jak w kamienicach w Krośnie. Zapewne był to budynek wielokondygnacyjny, bo przy stosunkowo wąskim trakcie wnętrza nie były obszerne, być może miał na pierwszym piętrze krużganek. Okna i drzwi miały ozdobne obwiednie, modne w tamtym czasie, może nie tak eleganckie jak te w bogatych kupieckich kamienicach Krakowa i nie takie wystawne jak w magnackich rezydencjach. Razem z bramą stanowił najprzedniejszy budynek w zespole, który uzupełniony był skromniejszymi obiektami sięgającymi być może do samej baszty północnej. Wschodnia kurtyna mogła nie mieć w ogóle zabudowy, a co najwyżej wiaty lub drewniane komórki z jednospadowymi dachami. Ciekawym obiektem mogła być też studnia na dziedzińcu, która wielokrotnie była w zamkach eleganckim, ozdobnym akcentem w przestrzeni wybrukowanego podwórca.

r12

Taki mógł być Golesz zanim ludzka złość, chciwość i czas zepchnęły go do roli składu bezlitośnie eksploatowanego materiału budowlanego, którym był jeszcze po ostatniej niszczycielskiej wojnie. Wojnie, która zmiotła pobliskie Jasło z powierzchni ziemi. Dziś pozostały legendy, które mogą stanowić barwne tło dla tej architektonicznej opowieści. Wydaje się celowym przywrócić przynajmniej w opowieści rysunkowej i pisanej wspomnienia po jednym z bezpowrotnie straconych symboli dawnych czasów, gdy nasz Kraj dorównywał, a często przewyższał sąsiadów z zachodniej Europy.

W czasie gdy Rzeczpospolita szlachecka coraz głębiej nurzała się w bezwładzie i szaleństwie warcholstwa, wszelkie pamiątki dawnej świetności stawały się żerem dla ognia i grabieży. Golesz dołączył do tego nieprzebranego morza niepowetowanych strat materialnych i nigdy z niego już się nie wynurzy. Można wyłącznie wywołać jego ducha z czeluści mroku działaniami, które dziś podejmujemy licząc, że wzbudzą one zainteresowanie u Czytelników. Chcielibyśmy, zdobywając kolejne materiały, uzupełniać naszą opowieść. Ufamy, że znajdą się tacy, którzy być może zarażeni tą pasją i misją, dostarczą dodatkowe materiały do wizerunku zaginionych dzieł architektury i sztuki, które wzbogacą archiwa i trafią na strony Stowarzyszenia Poszukiwaczy Zaginionej Architektury i Sztuki. Zapraszam do grupy Facebook pod nazwą Poszukiwacze Zaginionej Architektury, jak również do przyłączenia się do Stowarzyszenia.

Marek Gransicki – architekt, pracownik dydaktyczny Zakładu Budownictwa Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Krośnie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj