poniedziałek, 8 sierpnia, 2022

Zwykły – niezwykły Ignacy Pinkas, malarz z Jasła

0
Zwykły – niezwykły Ignacy Pinkas, malarz z Jasła
Udostępnij:

Prawie od półwiecza Muzeum Regionalne w Jaśle gromadzi eksponaty związane z Jasłem i okolicami, posiada też sporą kolekcję prac artystów związanych z miastem. Najbogatsza z nich dokumentuje dorobek artystyczny Ignacego Pinkasa, niedocenianego, nieco zapomnianego malarza. Muzealnicy chcą odkurzyć pamięć o nim i pokazać go światu, bo, jak twierdzą, zasługuje na to.

Ignacy Pinkas nie jest szeroko znany jaślanom. Nie jest to malarz narodowy, czołowe nazwisko w kanonie polskiego malarstwa. Niemniej jednak jego twórczość, i koleje życiowe zasługują na uwagę. Zachowanie pamięci o nim jest możliwe dzięki bogatej spuściźnie po malarzu, która trafiła do jasielskiego muzeum w darze od pasierbicy malarza, Marii Wolny.

Dzieciństwo i młodość w Jaśle

Ignacy Pinkas urodził się w grudniu 1888 r. w Jaśle, w rodzinie pochodzenia czeskiego. Był jednym z ośmiorga dzieci Macieja, urzędnika sądowego i Stefanii z Górzów, która wraz z siostrami prowadziła salon mód. Tu się wychowywał, spędził dzieciństwo i lata młodości. Uczęszczał do szkoły realnej w Jaśle. Rodzice dbali o wykształcenie swoich dzieci i każde ukończyło szkołyę. Niestety jasielskie muzeum nie posiada wiele pamiątek z tego okresu.

Pinkas od najmłodszych lat przejawiał zainteresowania rysunkiem i malarstwem. Z tego faktu nie do końca był zadowolony jego ojciec. – Jest nawet taka anegdota, opisująca jak ojciec ganił go za to, że kiedy przychodzą goście zamiast spędzać czas z resztą towarzystwa, siedzi w kącie ze szkicownikiem, kredkami i maluje. Jego zainteresowania nie do końca budziły zachwyt rodziców. Nie były jednak problemem dopóki pobierał nauki i mieszkał w domu – opowiada Barbara Czajka, historyk sztuki w Muzeum Regionalnym w Jaśle.

Konflikt rodzinny

Kiedy dorósł i osiągnął dojrzałość, postanowił rozwijać swoje artystyczne zainteresowania i kształcić się w tym kierunku na akademii. Temu stanowczo sprzeciwił się ojciec, co skończyło się wielką awanturą. Ignacy opuścił dom rodzinny i w wieku 18 lat wyjechał. Postanowił, że sam będzie na siebie zarabiał. Rodzina przeprowadziła się do Krakowa, a Pinkas zatrzymał się w Tarnowie. Radził sobie jak mógł, imał się różnych zajęć: pracował jako aktor w trupie teatralnej, jako sprzedawca, rozwoził piwo na dworcu kolejowym. W końcu zatrudnił się na dworcu kolejowym w Tarnowie jako rysownik. Przerysowywał plany budynków. – Dostrzeżono jednak jego talent i zaproponowano, aby namalował portret cesarza Franciszka Józefa do poczekalni pierwszej klasy. Praca została dobrze przyjęta, a Pinkas dostał za nią zapłatę, która była na tyle duża, że pozwoliła mu wyjechać do Krakowa i podjąć upragnione studia na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jednak tu mamy kolejną plamę w życiorysie. Wiemy, że był na Akademii, pobierał nauki, kształcił się w pracowni Stanisława Dębickiego i Jacka Malczewskiego. Nie figuruje natomiast w spisach studentów. Najprawdopodobniej był wolnym słuchaczem – mówi pani Barbara.

Legionów czas

W Krakowie przebywał do roku 1914, kiedy to wstąpił do legionów. Służył w 1 pułku. artylerii I Brygady (w stopniu sierżanta) do kryzysu przysięgowego w 1917 r., potem w Polskim Korpusie Posiłkowym. Tu zaczyna się okres legionowy, który widoczny jest w jego twórczości. Pinkas nigdy nie rozstawał się ze szkicownikiem. Malował to, co go otaczało, czyli okopy, ziemianki, zgliszcza oraz portrety żołnierzy. W 1916 r. miała miejsce jego pierwsza wystawa, właśnie o tematyce legionowej. Niestety niewiele prac przetrwało z tego okresu. Obrazy z wystawy zakupił historyk sztuki Jerzy Mycielski, skąd trafiły do Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu. Koleje losu, a szczególnie zawirowania II wojny światowej spowodowały, że prace zaginęły, nie wiadomo co się z nimi stało. Wystawa pozwoliła mu jednak pogodzić się z ojcem i wrócić na łono rodziny. Za prace z wystawy uzyskał zawrotną jak na owe czasy sumę 800 zł reńskich. Z tymi pieniędzmi przyjechał do domu rodzinnego i oddał je ojcu chcąc pokazać, że nie jest całkiem bezużytecznym członkiem rodziny. Ojciec, niezwykle wzruszony tym gestem, przyjął syna. W 1920 roku ojciec zmarł, a Pinkas zaopiekował się matką.

Podróże

Pinkas został internowany w 1918 r. i trafił do obozu w Witkowicach. Po wojnie wrócił do Krakowa i zajął się malarstwem. Malował to, co go otaczało, a więc przede wszystkim architekturę miasta. To bardzo intensywny okres w jego życiu pełen wyjazdów w różne zakątki Polski i Europy, skąd przywoził całe serie obrazów. W roku 1919 r., jako rysownik i malarz towarzyszył dywizji gen. Lucjana Żeligowskiego do Wilna, gdzie powstał cykl obrazów wileńskich pokazywanych na dwóch wystawach w Krakowie i Warszawie. Podczas wyprawy poznał też swą przyszłą żonę, Marię z Koców, żonę rosyjskiego ziemianina Iljicza Kazanowicza, która schroniła się z dwójką dzieci przed rewolucją w Wilnie. Pinkas zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Poznał ją w kawiarni Związku Ziemianek, gdzie zarabiała na życie. – Jej mąż zaginął, nie wiadomo było co się z nim stało. Za namową Pinkasa kobieta przyjechała z dziećmi do Polski. Malarz zajmował się nimi, poświęcał dużo czasu, uczył ich języka polskiego, kultury, tradycji, literatury. Na ślub czekał prawie 10 lat, zanim pierwszego męża uznano oficjalnie za nieżyjącego i można było sformalizować związek – opowiada pani Barbara.

Malarz dużo podróżował. W 1922 r. po pobycie na Helu powstały pejzaże morskie i widoki Gdańska, w latach 1924 – 1925 przebywał w Pradze, gdzie w 1926 r. odbyła się wystawa jego prac. Legenda głosi, że wybrał się do Paryża przez Pragę, ale tam się zatrzymał i nie pojechał dalej. Niektóre źródła podają, że był w Paryżu, ale to niemożliwe, bo nie ma śladu tego pobytu. Pod koniec lat dwudziestych Pinkas wybrał się do Sulejówka, by namalować portret Józefa Piłsudskiego. Pierwszy portret marszałka powstał w marcu 1915 r. ofiarowany Piłsudskiemu z okazji imienin (obecnie w Muzeum Narodowym w Warszawie). – Chciał namalować drugi portret i dlatego pojechał do Sulejówka. Niestety marszałek nie znalazł czasu na pozowanie. Zamiast portretu powstał obraz Saloniku w Sulejówku, który jest obecnie bardzo interesujący dla powstającego właśnie Muzeum Piłsudskiego, ponieważ dokumentuje dość dokładnie wyposażenie wnętrza, które ma zostać odtworzone – przyznaje historyk sztuki. Malarz przebywał też i malował w Warszawie. Niestety znanych jest niewiele prac z tego wyjazdu. Nie pojawiały się dotychczas ani w kolekcjach prywatnych, ani na aukcjach. Muzealnicy powątpiewali nawet, czy te prace powstały. – Mamy w naszych zbiorach szkicownik z tego okresu z bardzo dobrymi szkicami i trwały poszukiwania odpowiadających im obrazów olejnych. W tym roku w końcu pojawiły się na rynku dwie prace warszawskie: Kościół św. Anny i Widok na kolumnę Zygmunta. Bardzo się cieszę, że je nabyliśmy. Tym bardziej, że mamy szkice, które są praktycznie identyczne i można porównać jak malarz pracował, opracowywał temat – przyznaje z radością B. Czajka. W roku 1928 Pinkas był ponownie w Wilnie m.in. w związku ze ślubem z ukochaną Marią. Oczywiście nie przestawał pracować. Powstało tam wtedy m.in. 10 obrazów podarowanych później Józefowi Piłsudskiemu. Znalazły one miejsce w gabinecie marszałka w Belwederze, a na ich podstawie została opracowana teka litografii zatytułowana Wilno.

W 1930 r. Pinkas zachorował na gruźlicę. Ponieważ lekarze nie polecali mu pracy z farbami olejnymi, przerzucił się po części na pastele. W 1933 r. wyjechał do Jastarni i powstała seria obrazów poświęconych pejzażowi morskiemu, a także pracy rybaków właśnie w tej technice. Te obrazy będzie można zobaczyć na planowanej wakacyjnej wystawie w jasielskim muzeum „Morskie opowieści”. Podczas pobytu w sanatorium w Bystrej na Śląsku powstał cykl przedstawiający miejscowość. Pomiędzy wyjazdami powstawały niezliczone widoki Krakowa. Malował też dużo portretów.

W 1933 r. Ignacy Pinkas został członkiem zorganizowanej przy Związku Legionistów na Wawelu Sekcji Plastyków Związku Legionistów w Krakowie. Brał udział w Historycznej Wystawie Legionów Polskich tej Sekcji w 1934 r. w Muzeum Narodowym w Krakowie. W tym samym roku otrzymał nagrodę na I ogólnopolskim Salonie w Krakowie. Niestety choroba pogłębiała się i 3 sierpnia 1935 roku artysta zmarł. Ostatnią jego pracą była teka litografii Kraków przedstawiająca miasto. Został pochowany na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

W Jaśle będzie Pinkasowi najlepiej

Gdy mieszkali w Krakowie w latach dwudziestych, malarz bardzo dużo pracował, wystawiał, dobrze się sprzedawał. Żył dostatnio, prowadził bogate życie kulturalno-społeczne. Był znany w środowisku artystycznym. Jednak choroba przyniosła trudności materialne. W korespondenci z tego okresu zatroskanie i temat pieniędzy często się pojawiają. Mamy wzruszający list pasierba Pinkasa, który skierował do wszelkich możliwych władz w poszukiwaniu pomocy finansowej dla umierającego – mówi B. Czajka. Nie miał swoich dzieci, tylko przybrane, ale on bardzo się o nie dbał i w zamian otrzymywał też wiele troski i miłości. Maria Wolny, pasierbica malarza bardzo wzruszająco i z wielką czułością opowiadała o Pinkasie. Zawsze mówiła o nim tatuś. Ponieważ nie miała potomków, całą spuściznę po malarzu przekazała w 1996 r. do Muzeum Regionalnego w Jaśle. Uważała, że tu będzie mu najlepiej. Do jasielskiego muzeum trafiły obrazy, używana przez malarza paleta, dokumenty i szkicowniki. Szczególnie interesujące są szkice, które pokazują ogrom pracy przygotowawczej przed wykończeniem obrazu olejnego. Np. do obrazu „Troska” jest około 200 szkiców, różniących się ułożeniem rąk, nóg, podparciem. Ale jest to też obraz wyjątkowy, nad którym Pinkas pracował całe swoje życie. Przedstawia zatroskaną kobietę, która symbolizować ma prawdopodobnie Polskę martwiącą się o losy narodu. Tu widać wpływ Malczewskiego. Maria Wolny uhonorowana została tytułem Honorowego Obywatela Miasta Jasła. Zgodnie z jej życzeniem muzeum stara się rozpowszechniać wiedzę o artyście i systematycznie uzupełniać kolekcję. Ostatnio zakupione prace to: „Na morzu”, „Róże”, wspomniane już dwa warszawskie oraz „Targ”. Ten ostatni budzi szczególne zainteresowanie. Jest to jedno z bardziej spektakularnych dzieł już choćby z racji rozmiaru. – Jest zachowany w bardzo dobrym stanie, wykończony, kusi żywymi barwami. Interesująca jest jednak przede wszystkim tematyka oraz miejsce i czas powstania. Przedstawia scenę ulicznego targu na tle zwartej zabudowy miejskiej. Scena jest pełna kontrastów, jednocześnie statyczna i dynamiczna, pełna życia, ale i nastrojowa, popularna i intymna – mówi z zachwytem B. Czajka. Łącznie muzeum posiada 165 obrazów olejnych, 30 litografii i ponad 500 szkiców.

Indywidualista

Każdy etap w malarstwie Pinkasa to osobny rozdział. Malował głównie portrety, architekturę miast, po których podróżował, pejzaże nadmorskie, kwiaty. – Inne są obrazy z okresu legionowego, których nie mamy dużo. Widać w nich taką młodzieńczą fantazję. Znamienne jest to, że w tym okresie podpisuje swoje prace Pinkacy, bo tak przezywali go koledzy. W okresie wileńskim malował z rozmachem, fantazją, prace mają duże rozmiary. Obserwował ludzi, powstawały tzw. typy wileńskie. To nie są portrety wystudiowane, malowane na zamówienie, ale takie, które powstały z jego ciekawości człowieka i obserwacji świata – przyznaje historyk sztuki. Malarstwu Pinkasa nie można przykleić etykiety konkretnej szkoły. Nie wpisuje się we współczesne mu trendy w sposób dosłowny. Na pewno Malczewski odcisnął na nim swoje piętno, co widać w portretach. – Pinkas miał chyba silną osobowość. Chciał być malarzem i poszedł tą drogą, nie wahał się sprzeciwić się ojcu . Trudno go zaszufladkować. Nie był to typ stadny, który ślepo śledzi tezy i założenia jakiejś szkoły malarskiej. Był indywidualistą, sam wydeptywał swoje ścieżki, poszukiwał własnych środków wyrazu. Zarabiał na życie często malując portrety na zamówienie, ale nawet w nich widać własną drogę. Nie ograniczał się do przedstawienia powierzchowności, stara się wejść głębiej, zrozumieć modela, to jest dla niego najważniejsze, a nie trendy w sztuce – stwierdza historyk sztuki. Każde z jego dzieł ma swoją historię i coś innego pokazuje.

Odkurzyć pamięć

Ignacy Pinkas jest malarzem nieco zapomnianym i niedocenianym. Miał okres, w którym dużo malował, był dobrze odbierany. Otrzymał nawet propozycję objęcia katedry malarstwa na ASP w Wilnie, ale jej nie przyjął. Był bardzo skromnym człowiekiem i stwierdził, że nie może uczyć, bo sam jeszcze nie jest wystarczająco dojrzałym malarzem. W publikacjach pojawia się jako malarz legionowy, a przecież to nie jedyny temat w jego twórczości.

Jasielskie muzeum stara się pokazywać twórczość malarza, opowiadać o nim, odkurzyć o nim pamięć.

– Jego prace mówią o nim wszystko. Doskonała umiejętność obserwacji świata, ciekawość tego świata i ludzi, niezależność, fantazja. Nie był niewolnikiem stylu ani rzeczywistości, który stara się odwzorowywać z mrówczą dokładnością to co go otacza, ale w pewien sposób interpretował świat. Cechuje go również ogromna atencja okazana człowiekowi. Portrety są przejmujące. Widać w nich, że rozumiał człowieka, którego malował, nie był to tylko temat malarski, a my dziś możemy odczytać cechy charakteru przedstawionych osób. Uważam, że zasługuje na to, żeby się nad nim pochylić i powrócić do studiów nad jego życiem i zgłębić samą pracę. Pięknie córka mówiła o ojcu, że był „dobrym, pięknym i wrażliwym człowiekiem”. Takie też jest jego malarstwo. Kochał świat i ludzi, patrzył z uwagą na człowieka. Zwykły niezwykły Pinkas – stwierdza Barbara Czajka.

Marzena Miśkiewicz/Nowe Podkarpacie

Tekst ukazał się w numerze 16 z dnia 19 kwietnia br. w Tygodniku Regionalnym Nowe Podkarpacie

{gallery}galerie/17_rok/pinkas{/gallery}

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj