wtorek, 9 sierpnia, 2022

Tablet nie zastąpi rodzica

0
Tablet nie zastąpi rodzica
Udostępnij:

Z Angeliką Bąk, psychologiem, wykładowcą w Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi, wydział zamiejscowy w Jaśle o dobrych i złych stronach Internetu, uzależnieniu od komputera wśród dzieci rozmawia Marzena Miśkiewicz

Internet staje się naturalnym środowiskiem dla dzieci i młodzieży. Nikogo już nie dziwi widok kilkulatka ze smartfonem czy tabletem w dłoni.

Niestety to prawda. Wyniki badań ilościowych dotyczących korzystania z urządzeń mobilnych przez małe dzieci w Polsce (Fundacja Dzieci Niczyje, 2015) są niepokojące. Ogółem z urządzeń mobilnych, tj.: smartfona, tabletu oraz przenośnej konsoli, korzysta 64 proc. dzieci. W grupie dzieci rocznych i dwuletnich – 43 proc. korzysta z tego typu urządzeń (z czego co trzecie prawie codziennie, w przypadku trzy i czteroletnich dzieci udział wyniósł – 62 proc., a w grupie najstarszych dzieci – 84 proc. Można więc uznać, że dla dzieci w wieku 5 lat i więcej korzystanie z urządzeń mobilnych jest powszechne. Około 60 procent rodziców przyznało się w badaniu, że daje tablet czy telefon komórkowy swoim małym pociechom, bo chce się zająć swoimi sprawami.

Statystyki są przerażające. Jaki wpływ te urządzenia mają na tak małe dzieci?

Nadmierne korzystanie z urządzeń mobilnych może prowadzić do kłopotów z nauką, trudnościami z koncentracją, czy otyłości. Należy podkreślić zagrożenia dla rozwoju umiejętności interpersonalnych, kiedy kontakt z komputerem lub smartfonem staje się substytutem kontaktu z dorosłymi lub zabawy z innymi dziećmi. Okres między 1 a 3 rokiem życia jest krytycznym okresem, kiedy mózg najintensywniej rozwija się. Aby sieci neuronowe w mózgu rozwijały się prawidłowo, dziecko potrzebuje odpowiedniej stymulacji ze strony środowiska zewnętrznego. Mózg do 3-4. roku życia rozwija się poprzez doświadczanie świata wszystkimi zmysłami: czucie, patrzenie, słuchanie, dotykanie, smakowanie i nie jest przygotowany na kontakt z ekranem tabletu czy smartfona. Owszem, z czasem przystosowuje się i przyzwyczaja, ale jest to wszystko kosztem obciążeń emocjonalnych. Dziecko, któremu czytana jest bajka, pracuje umysłowo – przekształca w mózgu słyszane bodźce w słowa, wizualizuje je sobie w głowie, a podążanie za fabułą opowiadania wymaga od niego wysiłku mentalnego. Jeśli dziecko ogląda bajkę na tablecie, nie ważne jak bardzo byłaby ona mądra i edukacyjne, jego mózg rozleniwia się podążając za bodźcem wzrokowym – wyświetlanym mu obrazem.

Psychiatrzy mówią o tzw. syndromie tabletowych dzieci. Są to dzieci, które bardzo często mają opóźniony rozwój mowy, są nadpobudliwe psychoruchowo, płaczliwe, labilne emocjonalnie (chwiejne, łatwo przechodzą ze stanów skrajnych, szybko i często zmieniają emocje – przyp. red.). Mają problemy z komunikacją. Maluch zatopiony w ekranie tabletu, traci kontakt z rzeczywistością. Lekarze tłumaczą, że płat czołowy, będący częścią mózgu odpowiedzialną za dekodowanie i rozumienie interakcji społecznych rozwija się we wczesnym dzieciństwie podczas obcowania z innymi, a nie w trakcie obserwowania na ekranie jak rozmawiają ze sobą postaci z bajki. Jest to bardzo niebezpieczne szczególnie w kontekście małych dzieci, jeżeli chodzi o rozwój komórek nerwowych tzw. neuronów lustrzanych, które odpowiadają za empatię i inteligencję emocjonalną. One rozwijają się tylko i wyłącznie w kontakcie twarzą w twarz, czyli kiedy rodzic rozmawia z dzieckiem, patrzy w oczy i jest tworzona więź. Być może dlatego dzisiaj wśród dzieci obserwuje się mniej empatii, więcej złośliwości.

To wina rodziców?

To trochę takie „pójście na łatwiznę”. Rodzic przychodzi z pracy, musi zająć się swoimi sprawami, ugotować, posprzątać. Często jest zmęczony, brakuje mu cierpliwości, a zaangażowanie się w czas spędzony z dziećmi wymaga trochę wysiłku.

Niepokoi mnie to, że w poczekalni w przychodni czy w podróży samochodem, kiedy dziecko nie wie co z sobą zrobić, marudzi, nudzi się – wówczas rodzic wręcza mu gotowe rozwiązanie – telefon. Postępując w ten sposób uniemożliwia mu rozwój samokontroli, ponieważ dziecko w takich sytuacjach musi nauczyć się radzić sobie z własnymi emocjami, wyciszyć się, obserwować, myśleć, patrzeć na ludzi, na mijającą drogę. Ma prawo i musi sobie pomarudzić, bo to jest rozwojowe. Samo musi znaleźć rozwiązanie. Rodzice mówią, że kiedy dziecko siedzi przed komputerem, smartfonem, telefonem jest cisza i święty spokój.

Starsi nauczyciele mówią, że kilkanaście lat temu uczniowie byli spokojniejsi, nie biegali tak po korytarzach, nie byli tak nadpobudliwi psychoruchowo, nie było tyle problemów z koncentracją uwagi. Dawniej po szkole wychodziliśmy na podwórko, gdzie można było wyrzucić adrenalinę, stres przez ruch, zabawę.

Dzień w większości dzieci wygląda tak, że po szkole siadają przed komputerem, tabletem, smartfonem. Jeżeli siedzi dłużej niż godzinę, to co dzieje się w organizmie? Rośnie poziom adrenaliny i kortyzolu – hormonu stresu. Jeżeli ono nie wyrzuci tego z siebie, to układ nerwowy jest przebodźcowany i na lekcji nie jest w stanie wytrzymać, ma trudności ze skupieniem uwagi, jest nadpobudliwe.

W czasach naszego dzieciństwa dorośli uczyli, jak zawierać znajomości, bawić się, rozróżniać prawdę od fałszu, prowadzili nas, objaśniali świat. Chowaliśmy się przed nimi budując namiot z krzeseł, a dziś dzieci chowają się przed światem, rodzicami w sieci.

Obecnie najtrudniejsze dla rodziców jest spędzenie czasu z dzieckiem. Gdy nie ma wsparcia w rodzinie, dorosły nie interesuje się nim, to w sieci szuka alternatywy – przygód, ekscytacji i emocji.

Uważam, że do 4. roku życia dziecko nie powinno korzystać z komputera. Sama jestem mamą 4 i 8-latka. Nie mam konsoli, playstation, smartfonów, tableta i żadnych gier. Nie widzę, że jest im to niezbędne. Często rodzice mówią, że inne dzieci mają urządzenia mobilne, a moje dziecko nie ma. Więc jeżeli już zabraniamy dziecku korzystać z urządzeń to musimy mu dać alternatywę, zmusić się do zorganizowania czasu, wspólnych zabaw.

Bardzo ważne jest, aby rodzic zaangażował się w spędzanie czasu z dzieckiem. Okres do 6-7. roku życia dziecka to fundament, tak jak przy budowie domu – jeśli nie zbudujemy więzi, to później będzie problem. Wystarczy pobyć z dzieckiem sam na sam. Zawsze doradzam cyfrowy detoks, czyli odcięcie się od smartfona, tabletu. Dziś dla wielu wydaje się to niemożliwe, bo nie potrafią odnaleźć się w ciszy bez telewizora, komputera. Problem tkwi w szybkim tempie życia i nieumiejętności organizowania czasu dla dzieci i samych siebie.

Jednak nie da się tego uniknąć, bo świat cyfrowy otacza nas na co dzień. W takim razie jak mądrze korzystać z tych urządzeń, przez jaki czas, w jakich godzinach w ciągu dnia?

Internet jest potężną kopalnią wiedzy i należy z niego korzystać. Ale nie rozumiem po co 4 czy 5-latkom udostępniać gry komputerowe. Pracuję w wielu szkołach i obserwuję, że dzieci, które nadużywają gier komputerowych nic nie jest w stanie zainteresować, nie ma żadnej dla nich alternatywy, najlepszą formą spędzania wolnego czasu jest komputer. Są to dzieci, które mają problem z samokontrolą i są agresywne.

W gimnazjum jest bardzo dużo uzależnień od gier komputerowych. Uczniowie twierdzą, że to tylko gra, ale ten świat przenika, buduje emocje, konstruuje osobowość. Widać różnicę między dziećmi, które nadużywają a które korzystają we właściwy sposób.

Odpowiedni czas to nie dłużej niż godzina i nie wieczorem. Od godz. 19 dziecko musi wyciszać układ nerwowy. Wieczorne spędzanie czasu przed komputerem powoduje, że mózg jest pobudzony i później są trudności z zaśnięciem, koncentracją na lekcji.

Rodzice czasem mówią, że to dobry sposób motywowania, bardzo pozorny – bo tak naprawdę dodatkowo związuje dziecko z tym narzędziem. Rodzic musi mieć intuicję, że w wielu przypadkach komputer, tablet, gry przejmują ster wychowawczy i więź nie jest budowana, bo dorosły nie ma czasu i dziecko siedzi przed telewizorem, komputerem czy smartfonem w dłoni albo 2,3-latek śmiga po tablecie zatopiony w kolorowym świecie. Rodzic jest zadowolony, bo wydaje mu się, że jego dziecko jest takie mądre i zdolne. Nic bardziej mylnego.

Jak poznać, że dziecko jest uzależnione od komputera?

Siedzi zatopiony kilka godzin dziennie w komputerze i próba porozmawiania, odłączenia gier powoduje złość, agresję. Dziecko nie interesuje się innymi rzeczami. Nadużywanie urządzeń mobilnych naprawdę demobilizuje, odciąga od świata, zabija motywację, zainteresowanie jakimikolwiek innymi rzeczami. Rodzic musi mieć intuicję. Jeżeli widzi, że dziecko za dużo czasu spędza przed komputerem, to trzeba temu zaradzić. Kiedy nasze sposoby zawodzą, to zawsze można pójść do specjalisty.

Jednak uzależnienie to nie jedyny problem. Nie zawsze tylko urządzenie jest zagrożeniem dla dziecka, a człowiek, z którym może nawiązać w kontakt. Wykorzysta jego łatwowierność, ufność i samotność przed ekranem. Ostatnio w Polsce pojawiła się rozrywka, która powoduje, że uczestnicy wykonują zadania, których celem jest krzywdzenie samych siebie, co doprowadziło do samobójstwa. Jak tego uniknąć?

Trzeba kontrolować, co nasze dziecko robi w sieci, być czujnym. Trzeba uważać z kim rozmawia, bo nie wiadomo, kto kryje się po drugiej stronie. Działają różne dziwne grupy, które manipulują, bazując na współczuciu wciągają w rozmowę. A dzieci, które mają deficyt uwagi ze strony rodziców, bardzo łatwo wchodzą w takie relacje.

Co doradziłaby Pani rodzicom, aby dla ich dzieci tablet czy telefon nie stał się drugim światem, a wręcz nie zastępował dorosłych?

Jak mamy małe dzieci, 2-4-latki nie kupujmy żadnych urządzeń. One nie potrzebują do rozwoju tabletu, a najlepszą zabawką edukacyjną jest rodzic. I nie trzeba nie wiadomo czego, żeby nasycić, zaspokoić dziecku deficyt uwagi, budować więź. Doradzam zwykłe spędzanie czasu, porozmawianie, cyfrowy detoks, nie tylko dla dzieci, ale także dla rodziców. Najważniejsze są pierwsze lata do budowania motywacji, samokontroli, odporności, czyli do 6-7. roku życia.

Marzena Miśkiewicz/Nowe Podkarpacie

Tekst ukazał się w numerze 16 z dnia 19 kwietnia br. w Tygodniku Regionalnym Nowe Podkarpacie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj