Redakcja portalu Twoje Jasło nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane w dziale "Z prawa i z lewa". Poszczególne wypowiedzi są prywatnymi opiniami osób podpisanych pod tekstami.

Walka o covidowe „pole”?

1731

Dyrekcja jasielskiego szpitala musi szybko podjąć decyzję, który z oddziałów będzie leczył pacjentów covidowych. Trwające od kilku dni rozmowy z kierownictwem oddziałów geriatrycznego i wewnętrznego, którzy – o dziwo – wcale nie chcą uniknąć covidowego reżimu nic na razie nie dają. A problem rozwiązać trzeba.

W Jaśle od początku pandemii, aż do 19 października pacjenci zarażeni koronawirusem leczeni byli na oddziale zakaźnym naszego szpitala. Oczywiście w miarę potrzeb i w miarę wolnych miejsc, a w międzyczasie pacjentów covidowych leczono dodatkowo na diabetologii. W październiku druga fala pandemii wymusiła zmiany, łóżek covidowych potrzeba było więcej. Decyzję o tym, ile dany szpital może takich mieć, wydaje jednak nie dyrekcja szpitala tylko wojewoda. Jasielski szpital ma obecnie pozwolenie na 42 łóżka, do tego 12 respiratorowych (6 na tzw. „R” na wewnętrznym, 6 na IOM-ie) i 4 łóżka dla osób podejrzanych o zakażenie covidem.  

Na czas pandemii oddział dermatologiczny, funkcjonujący w tym samym budynku co zakaźny, idealnie nadawał się do wykorzystania w tym celu. Pacjenci covidowi byliby zgrupowani w jednym miejscu, a przy niewielkim „obłożeniu” dermatologii z łatwością pacjentów tego oddziału można było umieścić w wyznaczonych salach na laryngologii. I tak się też stało. Wszystko układało się w miarę spójnie i logicznie gdyby nie fakt, że dermatologia nie była przystosowana do leczenia pacjentów wymagających podawania tlenu. Dyrekcja szpitala zdecydowała się więc na szybki remont, w ramach którego nie tylko doprowadzono instalację tlenową, ale także uzupełniono sale o potrzebny sprzęt, w tym także pełny monitoring. Przy okazji wszystkie pomieszczenia odnowiono.

Kto pójdzie na „pierwszy front”?

Konieczny remont dermatologii to nie jedyny problem, z którym musiała na szybko zmierzyć się dyrekcja szpitala. Trzeba było wyznaczyć, który z oddziałów w budynku głównym tymczasowo będzie covidowy. Nikt za bardzo nie kwapił się do tego i nie ma co się dziwić, praca w takich warunkach jest niezmiernie ciężka a do tego o zakażenie się jest tam dużo łatwiej niż na innych oddziałach. Ten trudny obowiązek wziął wówczas na siebie personel oddziału geriatrycznego, licząc na to, że po przenosinach do innego budynku, po tych ciężkich miesiącach pracy na pierwszej linii covidowego „frontu”, już tam zostaną. Po trzech tygodniach w warunkach covidowych u siebie na oddziale, z całym „inwentarzem” przenieśli się na wyremontowaną dermatologię.

Musieliśmy się z tym sami uporać, wszystko trzeba było praktycznie przenieś, bo na dermatologii nie mieli chociażby takich łóżek jak my, z regulacją na pilota, dużo wygodniejszych dla pacjenta i dla nas. I co, teraz mamy znowu to wszystko przewozić? Znowu stracić tyle czasu i sił potrzebnych dla naszych pacjentów? – denerwują się pielęgniarki z geriatrii.  – To po co to wszystko było? A te pieniądze wydane na dodatkowe wyposażenie pod pacjentów covidowych? Po co to instalowanie kamer, monitoringu? Przecież to wszystko kosztowało! Teraz mamy wracać znowu na stare miejsce, gdzie tych nowych udogodnień jeszcze nie ma?

Nikt chyba nie zaprzeczy, że pielęgniarki, rehabilitantki i salowe mają tu powody do niepotrzebnego stresu i nerwów. Tak do końca to nawet nie wiedzą jeszcze czy po powrocie do budynku głównego miałby to dalej być oddział covidowy czy geriatryczno-internistyczny. Nie wiedzą, bo dyrekcja też wciąż nie wie co z tym fantem zrobić.

Nie ma zgody wojewody

Sytuacja jest trudna, proponowanych rozwiązań jest kilka, jak na razie żadne nie ma akceptacji wszystkich zainteresowanych stron. 

– Biorąc pod uwagę to, że na oddziale wewnętrznym mamy salę intensywnego nadzoru z łóżkami respiratorowymi, tzw. „erkę” przeznaczoną dla ciężko chorych pacjentów covidowych, to chcieliśmy przekształcić cały oddział wewnętrzny w covidowy, tak by nie mieszać pacjentów covidowych z niecovidowymi.  Ale jak dotąd nie ma tu porozumienia – podkreśla Dariusz Kowalski, z-ca dyrektora ds. lecznictwa.

– Oddział wewnętrzny od początku pandemii przyjmował samych „ciężkich” pacjentów covidowych. Jeśli coś się działo z pacjentem na oddziale zakaźnym – covidowym, albo geriatrycznym – covidowym to przekazywany był od razu na „erkę” na oddział wewnętrzny, bo tu mamy możliwości do właściwego leczenia  – dodaje dyrektor Kowalski. – Wystąpiliśmy więc z prośbą do pani wojewody o zgodę na utworzenie trzeciego oddziału covidowego, na całym obecnym oddziale wewnętrznym. Niestety pismem z 25 listopada dostaliśmy odmowę, mamy tylko zgodę na 6 dodatkowych łóżek respiratorowych w ramach oddziału wewnętrznego.

Nie ma się co dziwić takiej decyzji pani wojewody. Skoro na oddziałach już covidowych cały czas są jakieś wolne łóżka, to po co tworzyć kolejny?

Tak, ale zgodnie z logiką

Inna  z propozycji dyrektora Kowalskiego, szukającego najlepszego rozwiązania w obecnej sytuacji,  mówi o przeniesieniu z oddziału wewnętrznego pacjentów niecovidowych wraz z personelem, na stojący teraz pusto oddział geriatryczny. To sąsiadujące ze sobą oddziały, dużego problemu nie powinno więc być.  Na wewnętrznym oprócz funkcjonującej sali intensywnego nadzoru, utworzonoby dwie sale dla lżejszych pacjentów covidowych, w ramach tych  dodatkowych 6 łóżek,  na które wyraziła zgodę pani wojewoda. Ale i ta propozycja nie zyskała oczekiwanej akceptacji.

O sposobie dyspozycji łóżkami decydują potrzeby, a te które wynikły w ostatnich tygodniach wskazują na to, że potrzebujemy łóżek intensywnego nadzoru i łóżek dla pacjentów średnio chorych – mówi Paweł Samborski, ordynator oddziału wewnętrznego. – Przy lokalizacji w innym budynku nie możemy zapewnić pacjentom należytej opieki, bo w razie potrzeby anestezjolog nie dojdzie tam na czas, nie ma tam łóżek intensywnego nadzoru, personel tamtejszy nie ma takiego doświadczenia w różnych schorzeniach internistycznych. Dlatego uważam, że bezpieczniej byłoby trzymać tych pacjentów w jednym budynku – podkreśla Samborski.

A co ze środkami, które poszły już na przystosowanie dermatologii pod nowe wymogi i potrzeby?

To na pewno nie idzie w straty, bo to że jest tam zrobiona instalacja tlenowa, to się przyda każdemu pacjentowi, obojętnie jaki tam będzie oddział – twierdzi doktor Samborski. –  Pod kątem epidemiologicznym dobrze byłoby mieć tych pacjentów zgrupowanych w jednym miejscu. W tym wypadku na oddziale zakaźnym. Była dermatologia mogłaby na razie zostać pusta, gotowa  w razie potrzeby przyjąć pacjentów covidowych. A pacjentów internistycznych, tych nie chorych na covid, też najlepiej byłoby mieć w głównym budynku.

Ordynator wewnętrznego deklaruje, że zgodzi się na to, co dyrekcja zadecyduje, chciałby tylko by było to logiczne. – Jeśli już i tak nasza „erka” jest covidowa, bo takie są potrzeby, łóżek respiratorowych brakuje a my takie mamy i na to się zgodziliśmy, to teraz, po tej samej stronie oddziału, można by położyć pacjentów covidowych w cięższym stanie, takich, którzy są przed ewentualnym podłączeniem do respiratora.

Plan z wizją na przyszłość

Sytuacja nie jest wcale prosta i jednoznaczna. Na ponowne przenosiny oddziału geriatrycznego do budynku głównego nie zgadza się jego ordynator dr n. med. Paweł Królik wraz z całym personelem, a argumenty jakie przedstawiają są zasadne i logiczne. 

– Piątego listopada przenieśliśmy się do innego budynku, co wcale nie było takie proste i wymagało sporo trudu i zaangażowania całej załogi, a także cierpliwości i wyrozumiałości pacjentów, których naraziliśmy na dodatkowy stres. I teraz, po zaledwie czterech tygodniach znowu proponuje się nam przenosiny z całym oddziałem do budynku głównego? – zadaje pytanie doktor Królik.

To tylko jeden z argumentów na „nie” dla ponownych przenosin, wskazywany przez ordynatora geriatrii. Ale jakże ważny, bo to  element ludzki.

Chcemy tutaj zostać, liczymy na to, że okres „covidowy” wkrótce się skończy, a mamy w tym budynku więcej przestrzeni, więcej miejsca, dużo lepsze warunki do zorganizowania oddziału geriatrycznego, czy geriatryczno-internistycznego z prawdziwego zdarzenia.  Pamiętajmy, że nasze społeczeństwo starzeje się i proces ten będzie się pogłębiać –  podkreśla doktor Paweł Królik.

Argumenty ordynatora są nie do odrzucenia już same w sobie, a jeśli dodamy do nich fakt, że dyrekcja szpitala wciąż chwali się geriatrią, wskazuje ją, jako pewnego rodzaju wizytówkę, spore osiągnięcie szpitala, to w tym kontekście ambitne plany szefa geriatrii zasługują na szczególne wsparcie dyrekcji szpitala.

Moglibyśmy (na byłej dermatologii – dop. redakcji) wydzielić część dla rehabilitacji, mamy gdzie pracować, mamy więcej miejsca tak potrzebnego przy opiece nad pacjentami geriatrycznymi, więcej przestrzeni do zagospodarowania, z możliwością dalszego rozwoju ze stworzeniem np. Centrum Opieki nad Pacjentem Geriatrycznym. W budynku głównym nie ma na to warunków. Decydując się na przenosiny liczyłem na to, że tutaj zostaniemy – podkreśla ordynator.

Chodzi o kasę?

W całej opisywanej sytuacji jest jeszcze jeden istotny wątek – mówi, się, że jak nie wiadomo o co tak naprawdę chodzi, to chodzi o pieniądze. I często to się sprawdza, w tym wypadku jednak nie do końca uzasadnione, a przynajmniej adekwatne podejrzenie. Dodatki covidowe do pensji, o których tak głośno ostatnio w mediach, przeznaczone będą prawdopodobnie tylko dla tych medyków, którzy zostaną oddelegowani do szpitali covidowych przez wojewodów. Ale nie do tych, którzy już są na pierwszej linii walki ze skutkami pandemii, ale dla tych nowotworzonych, takich jak powstały niedawno szpital na Stadionie Narodowym.  Jak będzie z dodatkami wyjaśni się w najbliższych dniach.

Tymczasem sytuacja w jasielskim szpitalu jest niekomfortowa dla wszystkich, całego personelu będącego bohaterami „przepychanek” i „walki” o miano oddziału covidowego, a także „walki” o swoje chwilowe lokum, które może już do nich „przylgnąć”.  To sytuacja niekomfortowa także dla dyrekcji, która będzie musiała podjąć w końcu jakąś decyzję, nawet jeśli nie będzie konsensusu w uzgodnieniach z kierownikami poszczególnych oddziałów. Tylko, że dyrekcja jest sama sobie winna, na ewentualność takich sytuacji powinni być przygotowani już kilka miesięcy temu, powinni mieć opracowane różne warianty działań, które teraz wystarczyło wybrać i oznajmić: wdrażamy np. plan „4c”, bo po analizie jest dla nas teraz najlepszy.

Czekając na rozwój wydarzeń pozostaje nam jedynie wierzyć w to, że nie odbija się to na leczonych w Jaśle pacjentach.

Do sprawy wrócimy.

Ewa Wawro

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj