poniedziałek, 27 czerwca, 2022

Samorządowa jaskółka odleciała

0
Samorządowa jaskółka odleciała
fot. arch.

Bolączką naszego szpitala jest brak lekarzy do pracy. Nie jedyną bolączką rzecz jasna, bo problemów szpital ma co nie miara, podobnie jak i większość szpitali w Polsce. Powodów jest kilka, od systemu funkcjonowania służby zdrowa w Polsce, poprzez niedostateczne finansowanie, do złej polityki kadrowej włącznie. Można by tu jeszcze dopisać całą listę powodów, ale ja teraz chciałabym się skupić na jednym aspekcie – polityce kadrowej. A co z nią u nas nie tak? Co? Odpowiem przewrotnie: a czy my mamy jakąś politykę kadrową?

Pojęcie mylące być może, bo tu wcale nie chodzi o polityczne powiązania i wynikające z nich decyzje personalne, ale o jasny, precyzyjnie określony i sprawiedliwy system nagradzania, premiowania,  awansowania i rozwoju zawodowego lekarzy.

Brak nam lekarzy? Ano brak! Ci którzy jeszcze od nas nie uciekli pracują często ponad siły, łamiąc standardy zatrudnienia, kodeks pracy, albo zwyczajnie pracują kosztem swojego zdrowia czy czasu dla rodziny.

Największy problem jest na SOR-ze, bo tam nikt nie chce za bardzo dyżurować. Pewnie nie ma się co dziwić, bo to niezwykle trudny odcinek. To tu trafia najwięcej niezdiagnozowanych przypadków, praca jest ciężka.  Lekarze nie chcą dyżurować, ale też po obsadzeniu kadry na dyżurach na oddziałach, na SOR po prostu nie ma już kogo posłać. Łapie się więc każdego kogo się da,  w tym również stażystów, rzecz w tym, że nawet ich brakuje.

Powiat, jako organ prowadzący dla szpitala, nie ustaje w wysiłkach, by poprawić kondycję i pozycję szpitala. Co rusz to decydujemy o kolejnym dofinansowaniu zadań inwestycyjnych, lekką ręką wyciągając kasę z budżetu powiatu. I wołając głośno: to nasz obowiązek, no bo przecież wszyscy kiedyś „trafimy” do szpitala. Może to głupio brzmi, ale trudno o łatwiejszy przekaz, który ma trafić do decydentów, a także najprostszy chwyt przy wszelkim lobbowaniu za wsparciem dla szpitala.  A jak szpital sam pozyskuje kasę na inwestycje? Jak to jak, wyciąga rękę do powiatu. A jak brakuje? Też wyciąga rękę, a no bo brakuje. Jakież to proste! I koło się zamyka.

Ale wrócę do braku lekarzy. Jak pozyskać nowych? Po słynnej marcowej sesji w 2019 r., nota bene zwołanej z m.in. z mojej inicjatywy, poświęconej jasielskiej służbie zdrowia, jej jedynym realnym efektem, który miał poprawić sytuację kadrową w jasielskim szpitalu był pomysł ze stypendiami dla studentów. Pozyskanym w ten sposób przyszłym lekarzom, samorząd powiatowy wypłacałby stypendia w zamian za późniejszą pracę w naszym szpitalu. Pomysł iście z „PRL”-u, kiedy to zakłady pracy na lewo i prawo rozdawały stypendia fundowane po to, by zdobyć wykształconą kadrę. I dobrze, przecież nie wszystkie pomysły rodem z tego okresu były złe. Tylko szkoda, że zabraliśmy się do tego trochę po „studencku”, bo nie chcę używać określenia po „sztubacku”, ale w tym miejscu jakże to trafne określenie.

A zatem z projektem stypendialnym ruszyliśmy jeszcze w 2019 r. Rada Powiatu przyjęła zaproponowany przez Zarząd regulamin ich przyznawania. Ale chyba coś nie tak poszło, bo co rusz wracamy do regulaminu, zmieniamy, poprawiamy… a lekarzy i studentów jak nie było tak nie ma!

Nie ma i nie będzie, dopóki naprawdę nie będziemy się o nich starać. Jak to my? Że Powiat? Że Zarząd? Że radni? A co ze szpitalem? Bo od samego początku nic nie wskazuje na to, że o to dyrekcji chodzi, jakoś nie widać tego, że jest tą formą pozyskiwania potencjalnych pracowników zainteresowana.

Pierwsza edycja – dwóch stypendystów, druga – czterech chętnych, w tym jeden z silnym poparciem wpływowego lekarza, a więc pilnie potrzebna była nowelizacja regulaminu.  Żeby chociaż sensowna i dogłębna poprawa, ale nic z tego (!) – była to tylko zmiana wynikająca z partykularnych interesów. Nadzór wojewody stanął na wysokości zadania i stwierdził nieważność tej nowelizacji.

Trzeci nabór – totalna porażka – żadnych chętnych, żadnego zainteresowania. Czwarta edycja – przed nami, a zatem warto coś poprawić, jeśli naprawdę chcemy tą drogą pozyskać nowych lekarzy. Chyba, że mają to być działania pozorowane,  pod publiczkę i dla zamknięcia „buzi” radnym czepiającym się niedoskonałości regulaminu stypendialnego i braku polityki kadrowej w naszym szpitalu. No bo skoro pytam o to przy każdej okazji, skoro proszę w kółko o jej przedstawienie i odzewu nie ma, to chyba oczywiste, że widocznie takiej szpital nie ma.

Samorząd daje kasę na stypendia a co oferuje szpital poza zatrudnieniem? Jaką ofertą programowo-organizacyjną szpitala przyciągniemy studentów? Konkurencja przecież jest bardzo duża, porównanie oferty szpitali klinicznych, do tego w dużych ośrodkach, z szansami na rozwój zawodowy, z naszą ofertą z prowincjonalnego miasteczka na Podkarpaciu musi być mało atrakcyjna.

Treść  oferty to jedno ale informacja o niej też jest jakże istotna.  Musimy przecież jakoś trafić z nią do naszych studentów, a my tu niestety i nawet w tym obszarze znowu śpimy.  W  2020 r. raptem do dwóch uczelni wysłaliśmy zaproszenie, rok później do trzech. I co? Koniec na tym? Wysłane przecież, do tego tablica ogłoszeń w starostwie i głęboko „zakopana” wzmianka na stronie internetowej starostwa, a na stronach szpitala trudno już w ogóle znaleźć informację o III edycji. Odfajkowane i z głowy? A my co? Pozorujmy działania, niech się nie czepiają, że Zarząd nie wykonuje uchwały Rady, że nic szpital nie robi by pozyskać nowe kadry.

Niedawno po raz kolejny Zarząd postanowił wrócić do zmian w regulaminie przyznawania stypendiów, i wcale nie dlatego, że chciał, ale musiał, bo Komisja Rewizyjna wytknęła nieprawidłowości w realizacji projektu stypendialnego i zaleciła dokonanie zmian do końca maja br.

Przygotowując się do sesji, razem z radnym Januszem Przetacznikiem, bardzo starannie „przepracowaliśmy” temat. Zaproponowaliśmy w regulaminie takie zapisy, które dają zdecydowanie większe szanse na pozyskanie lekarzy. Nie będę ich teraz szczegółowo omawiać, zainteresowanych odsyłam chociażby do transmisji  albo protokołu (na stronie starostwa zamieszczony zostanie po jutrzejszej sesji) z obrad kwietniowej sesji z dnia 29 kwietnia br.

Zapowiadało się dobrze,  bo po raz pierwszy w historii w tej kadencji samorządu Zarząd zrobił krok do przodu, przyznał nam rację i zdjął z obrad swój zły projekt zmian, uległ merytorycznym argumentom i dobrym rozwiązaniom proponowanym przez opozycję.

To był bardzo dobry sygnał i być może pierwsza jaskółka zapowiadająca chęć współpracy Zarządu Powiatu z wszystkimi radnymi. Można było mieć nadzieję, że w końcu Pan Starosta uznał, że warto rozmawiać, warto słuchać innych, że nasza ciężka praca, nasze uwagi i propozycje, nie służą jakiejś politycznej walce czy przepychankom, ale trosce o nasz Powiat i naszych Mieszkańców.

Można było mieć nadzieję, ale jutro sesja a w porządku obrad tematu nie ma… Pierwsza jaskółka Pana Starosty odleciała?

Na koniec tyko jeszcze jedna ważna uwaga: brakuje nam nie tylko lekarzy ale także pielęgniarek, techników, laborantów… o nich w polityce kadrowej też należałoby pomyśleć! O tym też opozycja głośno mówiła i proponowała kolejny projekt stypendialny dla pielęgniarek i położonych. Ale jak zwykle, opozycja mówi a Zarząd robi swoje czyli powiatowa jaskółka nie zagościła u nas zbyt długo.

Ewa Wawro, radna RPJ

Do przeczytania komentarz Stypendialna recepta bez pokrycia?

Udostępnij:

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj