piątek, 12 sierpnia, 2022

Niepełnosprawność daje jej pozytywnego kopa

0
Niepełnosprawność daje jej pozytywnego kopa
Udostępnij:

35 letnia Patrycja Staniszewska pochodzi z Jasła. Los skazał ją na wózek inwalidzki. To jej jednak nie przeszkadza, potrafi cieszyć się życiem i walczyć o swoje. Dla wielu jest niedoścignionym wzorem siły charakteru i pogody ducha. Teraz walczy o tytuł Miss Polski na Wózku. Potrzebuje naszej pomocy.

Ludzie mówią o niej często: „skazana na wózek inwalidzki”, a Partycja mówi o sobie: „wózek to moje nogi”. Po szczepieniu przeciwko chorobie Heinego-Medina zachorowała na porażenie dziecięce. Zdarza się to niezwykle rzadko, ją niestety to spotkało. Nigdy nie narzekała na los, nie poddawała się, nie dawała sobie taryfy ulgowej. Tak ją wychowali rodzice.

 

Od początku traktowali mnie na równi z moimi starszymi siostrami –  wspomina Patrycja. – Zawsze, na miarę moich możliwości, miałam takie same obowiązki w domu, jak siostry. Nie było mowy o taryfie ulgowej, dla nich byłam zawsze pełnosprawną osobą. To dzięki rodzicom nie mam żadnych kompleksów ani zahamowań. Mama zawsze mówiła: „pamiętaj, nie jesteś gorsza od innych, a że życie bywa trudne, to walcz o swoje i nigdy nie odpuszczaj”.

Okres przedszkolny spędziła w domu, bo o przyjęciu do przedszkola nie było wówczas mowy. Z szkołą rodzice już nie odpuścili. Do podstawówki, potem do szkoły średniej chodziła razem z pełnosprawnymi dziećmi. – Przez nauczycieli byłam traktowana tak, jak moi zdrowi rówieśnicy, tak samo pisałam sprawdziany czy byłam pytana przez nauczycieli. Jak mi szło? Różnie bywało. Pełna skala ocen, były szóstki i piątki, ale jedynki też się zdarzały, byłam uczennicą pełną buzią. Czasem nauczyciele chcieli dać mi ulgę i przymknąć oko na to, że czegoś nie umiem. Nie chciałam tego, żadnej ulgi mówiłam i uczyłam się do skutku.

Lekko nie było, musiała pożyczać od kolegów i koleżanek zeszyty i przepisywać lekcje, bo w szkole często nie nadążała za klasą. Wiedziała, że musi odrobić zadanie domowe i nauczyć się na następną lekcję, bo w każdej chwili może być pytana. Miała momenty zniechęcenia, ale nigdy się nie podawała i walczyła z licznymi trudnościami, jakie każdego dnia przynosiło i nadal przynosi jej życie. Pozytywną energię czerpie od rodziny i wiary w Boga. Po maturze, którą zaliczyła z wynikiem bardzo dobrym, postanowiła, że będzie studiować Pedagogikę Opiekuńczo-Wychowawczą w Siedlcach. To właśnie tam poznała smak codziennego życia i trudy radzenia sobie w ciężkich chwilach. Zamieszkała w akademiku. Sama musiała zadbać o siebie, posprzątać, zrobić coś do jedzenia i pamiętać o zajęciach.

– Czasem trzeba było poprosić o pomoc i pukać po kolei do kilku drzwi z nadzieją, że ktoś otworzy i że zechce udzielić mi pomocy. To nie było łatwe, zwłaszcza na początku, kiedy jeszcze nikogo tam nie znałam – przyznaje Patrycja. – To tam poznałam gorzki smak życia osoby na wózku inwalidzkim. Czasem chciało mi się płakać, ale się nie podawałam. I z każdym dniem było coraz lepiej. Tańczyłam z mopem przy wózku, a podłoga aż błyszczała, jedzenia nie przypalałam, z czasem, po całym dniu nawet nie bolał kręgosłup ani ręce. Poznawałam bliżej koleżanki i kolegów z roku, przychodzili po mnie, aby zabrać mnie na zajęcia. Wspólnie odkrywaliśmy także uroki życia studenckiego: koncerty, różne wyjazdy, imprezki do rana. Było zajefajnie, bo przecież student nie tylko zakuwa do egzaminów. Sesje zaliczałam za pierwszym podejściem, miałam więc dużo wolnego i mogłam jeździć do domu. W chwilach smutku, który mnie czasem dopadał, najlepszym pocieszycielem i lekarstwem na skołataną duszę, był królik – miniaturka, mój Duduś. Dostałam go od mamy, to on wysłuchiwał moich zwierzeń, wiedział o moich radościach i smutkach, sukcesach i porażkach. Przyjaciel na dobre i złe. Nauczył się kicać przy moim wózku na smyczy. Opieka nad nim sprawiała mi wiele radości. Od dwóch lat już nie żyje, a ja wciąż nie mogę przestać za nim tęsknić.

Jest wzorem dla innych

Po pięciu latach studiowania Patrycja obroniła swoją magisterkę na czwórkę. Ze znalezieniem pracy w Jaśle nie było łatwo. Szukała przez dwa lata i wreszcie ją znalazła, ale w branży niezwiązanej z kierunkiem studiów. – Zawsze chciałam pracować z dziećmi, ale to nie takie proste. Szkoła musiałaby być przystosowana, ja musiałbym mieć nauczyciela wspomagającego. Nie wyszło, ale już tego nie żałuje. Od ośmiu lat pracuję w jednym z jasielskich marketów budowlanych, wykonuję pracę biurową. Jestem bardzo zadowolona, jestem tam szanowana, czuję się potrzebna i doceniana. Już bym nie zmieniła tej pracy.

Po pracy Patrycja udziela się w kilku organizacjach zrzeszających osoby niepełnosprawne. Interesuje się filmem, kabaretem, muzyką, podróżami, pływaniem i jazdą konną. Lubi – w miarę swoich możliwości – pomagać ludziom i sprawiać im radość. – Jest mi bardzo smutno, kiedy widzę osoby niepełnosprawne, które tylko narzekają lub czują się samotne, a przecież też mogą aktywnie żyć, a nie tylko wegetować. Każda niepełnosprawność daje jakieś możliwości, trzeba tylko bardzo mocno chcieć – podkreśla. – Jak mówił nasz ukochany Jan Paweł II: „Moc w słabości się doskonali.” Pamiętajmy o tym wszyscy.

Beata Sowińska z Jasła zna się z Patrycją od szkoły średniej. Z powodu choroby nowotworowej ona też jest od dziecka osobą niepełnosprawną. W najgorszych chwilach swojego życia, kiedy lekarze w Krakowie dawali jej zaledwie 4 proc. szans na przeżycie, myślała o Patrycji. Jej upór i wola życia były dla niej wzorem i dawały siłę do walki z chorobą. – Miałam z tego nie wyjść. Lekarzowi, którzy mi to powiedział wykrzyczałam wręcz, że kłamie, że ja tu wrócę z moją rodziną. I wygrałam, marząc o tym, że spotkam się z Patrycją i jej o tym wszystkim opowiem. Przez wiele lat Patrycja była i jest nadal dla mnie wzorem osoby, która udowadnia, że w życiu można pokonać wszelkie trudności, trzeba tylko bardzo mocno w to wierzyć i chcieć – mówi Beata.

Kocha i lubi pomagać

Jak każda kobieta potrzebuje miłości i spełnienia w związku z ukochanym mężczyzną. – Mam chłopaka. Znamy się już 13 lat, w międzyczasie kontakty nam się urwały, ale spotkaliśmy się znów na oazie. Już trzy lata jesteśmy razem i jestem bardzo szczęśliwa. On też jest niepełnosprawny, ma jedną nogę krótszą. Mam nadzieję, że nam się uda. Wcześniej miałam sprawnego chłopaka, już nawet było po zaręczynach. Zerwał ze mną. Nie przez moją niepełnoprawność, bo akceptował mnie taką jak jestem. Zaważyły sprawy rodzinne. Widać tak miało być.

Ma w sobie tyle pozytywnej energii, że czasem aż zawstydza otaczających ją pełnosprawnych ludzi. Wciąż stawia sobie nowe wyzwania, wciąż pcha swój życiowy wózek do przodu. Uwielbia wyzwania i nowe przygody. Jedną z nich, którą właśnie rozpoczęła, jest start w konkursie organizowanym przez fundację „Jedyna taka”. Marzy o tym, by dostać się do finału Miss Polski na Wózku.

Kolejna przygoda życia

Skąd pomysł na udział w konkursie? Jako nastolatka, razem z koleżankami, urządzały sobie małe konkursy piękności. Bawiły się przy tym świetnie, a teraz natrafiła się okazja by przeżyć kolejną taką przygodę życia. Patrycja należy do Stowarzyszenia Cyrenejczyk, zrzeszającego osoby niepełnosprawne i ich przyjaciół. To oni ją zgłosili.

– Pomysł mi się spodobał, bo to dla mnie nowe wyzwanie, a wszyscy znajomi wiedzą, że to mnie bardzo kręci. Zgodziłam się, wypełniłam bardzo rozbudowaną ankietę, opartą głównie o sferę pytań psychologicznych. Najważniejsze było to, jak kandydatka odnosi się do ludzi, czy akceptacje siebie, jej komunikatywność i brak zahamowań. Zebrałam potrzebne zaświadczenia i wysłałam. Początkowo nie wierzyłam w to, że mnie zakwalifikują. Fundacja „Jedyna taka” zajmuje się rozbudzaniem u dziewczynek i kobiet niepełnosprawnych ich kobiecości, pomagają uwierzyć im w siebie. Dostałam się dzięki temu, że jestem bardzo pozytywnie nastawiona do świata i ludzi. Może, jak ktoś mnie zobaczy, pozna moją historię, to bardziej w siebie uwierzy. Często nawet sprawne dziewczyny narzekają, wiele by zmieniły w sobie i swoim wyglądzie. A ja akceptuję siebie taką, jaka jestem. Miałam najlepszą ankietę wśród zgłoszonych. Teraz rywalizuję z 78 dziewczynami z całej Polski.

Czy wierzy, że wygra? – Najbardziej to chciałabym się dostać do finału, już to będzie dla mnie wielkie szczęście. A rodzina, przyjaciele, znajomi, wszyscy mnie wspierają. I dziękuję im za to z całego serca.

Patrycja lubi pomagać ludziom, w miarę swoich możliwości i sprawiać im radość. Lista jej postulatów jest długa, ale wcale nie pragnie rzeczy trudnych do spełnienia.

– Chciałabym, aby każda osoba niepełnosprawna nie bała się walczyć o siebie i swoje marzenia,  aby – jeśli jej stan zdrowia tego wymaga – miała swojego asystenta do pomocy w życiu codziennym i mogła uczestniczyć w życiu społecznym: np.: pójść na zakupy, pozałatwiać sprawy urzędowe czy zwyczajnie chwilę porozmawiać. Chciałabym aby mogła korzystać z turnusów rehabilitacyjnych co roku … – wylicza kandydatka na Miss Polski na Wózku. – Bardzo proszę o oddanie głosów na mnie. Mam nadzieję, że mój udział w tym konkursie sprawi, że innym osobom niepełnosprawnym będzie łatwiej uwierzyć w siebie – podkreśla Patrycja.

W wersji papierowej tekst dostępny będzie w najbliższym wydaniu Tygodnika Nowe Podkarpacie.

Ewa Wawro

Aby pomóc spełnić marzenie Patrycji o Finale Miss Polski na Wózku, który odbędzie się 16 sierpnia br. w Amfiteatrze Warszawa Bemowo, wystarczy wysłać SMS na numer 72068 o treści: TC.JEDYNA.23
Na wybraną kandydatkę można głosować tylko raz dziennie z jednego numeru telefonu.

Więcej na http://jedyna-taka.pl/miss,23,patrycja-staniszewska.html

{gallery}galerie/miss_na_wózku{/gallery}

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj