niedziela, 7 sierpnia, 2022

Z ruin powstało

0
Z ruin powstało
Udostępnij:

Trzy dni mieli jaślanie na opuszczenie swojego miasta. Takie zarządzenie wydali hitlerowcy, którzy postanowili zrównać Jasło z ziemią. Zniszczono wszystko, co ułatwiłoby życie wkraczającej Armii Czerwonej: magazyny, budynki, drogi, mosty. Jednak jaślanie nie pozwolili, by miasto pogrzebano, dzięki ich determinacji odrodziło się na nowo na zgliszczach.

Okupant niemiecki wkroczył do Jasła 8 września 1939 roku. Miasto liczyło wówczas około 11 tysięcy mieszkańców i było prężnie rozwijającym się ośrodkiem, centrum handlowym, administracyjnym i oświatowym ze względu na dużą rangę gimnazjum. Dodatkowo rangę miasta podnosił budowany zakład w ramach Centralnego Okręgu Przemysłowego, czyli dzisiejszy Gamrat. Prace były już na ukończeniu, w zasadzie pozostało wyposażenie oddziałów w maszyny i mogła ruszyć produkcja. – Z chwilą gdy Niemcy wkroczyli do Jasła wszystko uległo zmianie. Miasto zostało podporządkowane polityce niemieckiej. Wszystkie zakłady przemysłowe, które miały jakieś znaczenie, zwłaszcza naftowe, zostały przejęte przez okupanta i każdy otrzymał niemiecki zarząd, również niektóre zakłady rzemieślnicze dostawały komisarza – mówi Mariusz Świątek, historyk z Muzeum Regionalnego w Jaśle.

 

Z niemieckim porządkiem

Gdy władzę w mieście przejął jako starosta Walter Gentz, starał się przebudować miasto na wzór niemieckich. Przykładem może być przebudowa ratusza. Gentz nakazał ujednolicenie wystaw sklepowych, żeby miały styl niemiecki. – Są tacy, którzy twierdzą, że uporządkował miasto. Robił to jednak kosztem mieszkańców. Rekwirował materiały budowlane i przesiedlał mieszkańców by stworzyć niemiecką dzielnicę mieszkaniową. Nie liczył się z własnością prywatną. Przykładem może być tzw. Rosnerówka. Był to budynek sąsiadujący bezpośrednio z ratuszem od północy. Przez całe lata miasto nie było w stanie wynegocjować z właścicielem wykupu i budynek szpecił otoczenie ratusza. Niemcy bezceremonialnie usunęli właścicieli i rozbudowali ratusz o nowe skrzydło. Miasto stało się schludne, ale też nudne, bo różnorodność architektoniczna została zniwelowana – zaznacza M. Świątek. – Wszystko co robili okupanci podyktowane było myślą o tym, że miasto będzie we władaniu Niemców, a nie z troski o poziom życia ich obywateli.

Stworzono dzielnicę niemiecką, przesiedlono ludność. Niemcy mieszkali przy najlepszych ulicach. Na przykład w budynku Towarzystwa Gimnastycznego Sokół utworzyli dom kultury niemieckiej, gdzie odbywały się przedstawienia. W zasadzie wszystkie instytucje miejskie zostały przejęte przez Niemców.

Nie odda Rosjanom

Mijały dni, tygodnie, miesiące i lata pod terrorem niemieckiej okupacji. Nadszedł wrzesień 1944 r. Sytuacja na frontach wojennych i wewnątrz kraju, jak również zachowanie się i nastroje Niemców wskazywały coraz wyraź niej, że zbliża się nieuchronnie koniec panowania hitlerowskiego. Toteż coraz żywsza była nadzieja jaślan na rychłe wyzwolenie spod okupacji. Jednak nikt nie przeczuwał, jak szatańską niespodziankę przygotował dla Jasła najeźdźca hitlerowski.

Sytuacja jest skomplikowana. Jest tu taki splot nieszczęśliwych wydarzeń dla miasta. W obliczu klęski militarnej władze niemieckie ogłosiły wojnę totalną i zaczęły stosować w praktyce taktykę spalonej ziemi. Niemcy w wielu przypadkach wysiedlali ludność cywilną, żeby mieć łatwiejsze pole do obrony i myślę, że taki był główny zamysł wysiedlenia mieszkańców. W związku z tym, że ofensywa radziecka zatrzymała się, Jasło znalazło się po stronie niemieckiej i dało to czas hitlerowcom na dokonanie zniszczeń, najpierw ograbienie miasta, a później jego totalne zniszczenie – podkreśla historyk. O tym, że była to wcześniej zaplanowana operacja może świadczyć fakt, że oddziały, które zajmowały się grabieniem czy później niszczeniem Jasła, były tu delegowane już wcześniej. – Być może po prostu Gentz już wcześniej mając świadomość, że prawdopodobnie te tereny zostaną zajęte przez oddziały radzieckie zaplanował to i przeprowadził. Gentz miał czas, środki, a więc robił to co sobie zamierzył. Stwierdził, że miasta Rosjanom nie odda i był w tym barbarzyńskim dziele konsekwentny – zaznacza. Dodać należy, ze armia czerwona wstrzymała ofensywę po wybuchu Powstania Warszawskiego, a w okolicach Jasła dodatkowym czynnikiem, który zmienił kierunki działania wojsk był wybuch powstania na Słowacji i Operacja Dukielska.

Ewakuacja

13 września 1944 roku Walter Gentz wydał rozkaz ewakuacji Jasła. Na mieście pojawiły się afisze z rozkazem. Do 15 września do godziny 18 wszyscy musieli opuścić miasto. – Po ulicach krążyły samochody gestapo wzywając przez megafony do niezwłocznego opuszczenia miasta ostrzegając, że kto nie wykona rozkazu zostanie rozstrzelany – wspomina Henryk Zych, 84-letni dziś jaślanin, naoczny świadek zagłady miasta.

Ludzie sami musieli zorganizować sobie transport, a był to nie lada problem. Różne instytucje jak np. siostry wizytki zabiegały u Niemców o jakieś środki do transportu, ale te prośby zostały bez odpowiedzi. Mieszkańcy udali się z delegacją do władz niemieckich, żeby odwołać ewakuację, niestety nic nie udało się wskórać.

W końcu jaślanie zaczęli masowo uciekać z miasta. – Każdy z tobołkiem na plecach, z przerażeniem i w popłochu uchodził z miasta, uciekając przed grożącą śmiercią. Zdarzyło się jednak, że cztery osoby, które pozostały w mieście zostały przez hitlerowców zastrzelone – dodaje H. Zych.

Ludzie udali się bardzo często do najbliższych miejscowości w okolicach Jareniówki za Wisłoką, zatrzymywali się w różnych domach, czasem w warunkach dosyć ciężkich, bo często w jednej izbie mieszkało kilka rodzin. Zajmowano budynki nie tylko mieszkalne i gospodarcze. Kto był lepiej sytuowany lub miał rodzinę mógł sobie pozwolić na wykupienie czy wynajęcie jakiejś izby, zamieszkanie u rodziny. Wiele osób nie miało takich możliwości, musiało zadowolić się jakimś miejscem w stodole lub jakiejś komórce, a często piwniczce. Kto wyszedł z miasta później miał mniejsze szanse na znalezienie lokum i wędrował coraz dalej.

Niemcy rekwirowali część mienia, choć na plakacie było napisane, że mogą zabrać swoje mienie. Prawda jest taka, że odbierali większość przedmiotów. To była też taka wyrachowana sytuacja, bo wiadomo, że każdy wybierając się w drogę bierze to, co najcenniejsze, kosztowności, pieniądze, pamiątki rodzinne, a więc te rzeczy, które stanowiły jakąś wartość materialną. Łatwo było ten bagaż przeszukać i te cenne rzeczy zabrać – mówi M. Świątek.

Najpierw miasto było grabione przez Niemców, więc wywożono wszystko, co stanowiło jakąś wartość materialną. Zarówno wyposażenie zakładów przemysłowych jak i domów. Miasto było rozkradzione. Mieszkańcy opuszczając domy część swojego dobytku poukrywali w skrytkach, piwnicach, ogrodach. Niemcy przeszukiwali domy, ogrody, szukali pozostawionego majątku. Do tego nawet doszło, że otwierano groby na cmentarzu.

Ciężkie warunki

Rodzina Henryka Zycha udała się do Jareniówki. Pierwszą ich kwaterą była ziemianka wykopana w wąwozie na prywatnej działce. Warunki życia trudne do wyobrażenia. – Ziemia często się osypywała na „lokatorów”, a sama ziemianka groziła w każdej chwili zawaleniem i pogrzebaniem całej naszej rodziny. Jeszcze gorzej było ze zdobyciem jakiegokolwiek pożywienia, o które trzeba było żebrać u okolicznych rolników – wspomina.

Zimą 1944 roku zmienili miejsce zamieszkania z ziemianki na stodołę pana Olbrota w zagrodzie położonej przy lesie, przylegającym do obecnego Gamratu. W tym czasie nastoletni Henryk ciężko zachorował, prawdopodobnie na zapalenie płuc. Na wizytę lekarza czy zakup leków nie było szans. Pomogła rodzina Olbrotów, która wpuściła Zychów do swojego domu. Leżał z wysoką gorączką, a cała rodzina była przekonana, że dla chorego nie ma już ratunku.

Nasza rodzina 7 osobowa Jurysiów i 8 osobowa Knulów udała się do Brzyścia, na zaproszenie niejakiej pani Kośkowej, która nosiła nam mleko, sery, jajka. Tata, a mój dziadek zrobił naprędce drewniane walizki, by dobytek jakoś zapakować. Każdy z nas dostał to do ręki, natomiast inne przedmioty załadowano na dwukołowy wózek. Tak obładowani powędrowaliśmy do Brzyścia. Tam rozlokowano nas w domu gospodyni Kośkowej. Spędziliśmy tam tylko jedną noc, jako, że dom zajęli Niemcy – opowiada Janina Dranka, 83-letnia jaślanka. Nazajutrz wystrzał armatni z dział ustawionych w ogrodzie pozbawił drewniany dom szyb i otynkowania, które wypadły wraz mchem wypełniającym szczeliny między balami. Chałupa widmo nie nadawała się do zamieszkania. Zamieszkali po sąsiedzku w domu jej siostry pani Trzeciakowej. – Tata przysposobił pomieszczenia do spania. Zrobił piętrowe trzy prycze. Nasza rodzina zamieszkała w jednym pokoju, Knulowie w drugim, razem 15 osób. W kuchni nocowała gospodyni, jej syn Michał przeniósł się na strych. Z czasem było nas 20 osób, jako, że dołączyli: babcia, dwaj bracia taty, w tym jeden z żoną. Babcia Maria Watrasowa, jak wiele starszych ludzi została w Jaśle nie chciała pójść z nami Te osoby, za jakiś czas okupanci zmusili do opuszczenia miasta. Zebrali wszystkich i gromadnie wyprowadzili pieszo w kierunku Biecza. Dowiedzieliśmy się o tym, mama doszła do drogi i wyciągnął babcię z tego tłumu i przyprowadziła do nas – wspomina.

Miasto w gruzach

Po 15 września miasto było puste. Część osób pozostała. Niemcy ich wyszukiwali. Dla tych osób utworzono przejściowy obóz w rafinerii w Niegłowicach, później zostały wywiezione do Gorlic i tam większość została zwolniona. Część młodych mężczyzn została zabrana do kopania okopów w okolicach Jasła, więc nie każdy mógł spokojnie opuścić miasto. – Kilka osób, które zostały prawdopodobnie rozstrzelano. Takim przykładem jest brat zakonny franciszkanin ojciec Sadowski, który zmarł 18 września na terenie opuszczonego klasztoru i został pochowany przez niemieckiego kapelana przy kościele. Po wojnie jego ciało zostało ekshumowane i przeniesione do grobowca ojców franciszkanów na jasielskim cmentarzu – mówi historyk z jasielskiego muzeum.

Tymczasem rzeczywistość przeszła najgorsze obawy. Hitlerowcy postanowili nie pozostawić w Jaśle kamienia na kamieniu i z całą systematycznością przystąpili do planowanego, całkowitego zniszczenia miasta. Każdy dom był precyzyjnie oznaczony odpowiednimi napisami, w jak sposób i jakimi środkami ma być zniszczony. Następnie pozostawione na miejscu specjalne oddziały pionierskie dokonywały niszczenia i burzenia miasta.

Pamiętam jak w pewien grudniowy dzień wyszedłem na jareniowskie wzgórze, aby popatrzeć na znikające Jasło. W poświacie zachodzącego słońca unosiły się nad miastem kłęby czarnego dymu, a tam gdzie jeszcze nie tak dawno stały okazałe wysokie budowle, widać było pustą przestrzeń oraz szkielety wypalonych domów. Nagle dostrzegłem ogromny błysk, potem huk i zobaczyłem jak wieża kościoła oo. franciszkanów jakby podskoczyła w górę i opadła na ziemię, ginąc w kłębach dymu i kurzu – wspomina pan Henryk.

Janina Dranka: – Ponieważ dom, w którym mieszkaliśmy był na wzgórzu, Jasło mieliśmy jak na dłoni. Dokładnie widzieliśmy z podwórka, planowe zniszczenie Jasła, co i kiedy wysadzano, co palono. Brat Antoni Juryś do dziś ma w pamięci obraz niszczonego Jasła. Najwięcej pożarów naliczył 6 grudnia 1944 roku, aż 66. Być może niektóre nakładały się na siebie. Widzieliśmy wysadzenie klasztoru sióstr wizytek na górce. Gmach lekko się zachwiał i zaraz po tym zamienił się w pył, a po jego opadnięciu budynek kościoła przestał istnieć.

To, co nie stanowiło dla Niemców wartości, nie dało się wywieźć z Jasła, było palone, a zwłaszcza te duże obiekty miejskie jak ratusz, kasa miejska czy kościoły były wysadzane w powietrze. Od października sukcesywnie miasto było wyburzane, dom po domu, kwartał po kwartale.

Część budynków była zniszczona całkowicie, a część wypalona, w sumie 97 procent. Z budynków, które przetrwały czy zostały zrekonstruowane to dzisiejsza energetyka, mały kościółek, kościół farny był dosyć mocno zniszczony, a w tej chwili został odnowiony bardziej do tej wersji średniowiecznej niż z lat 30. Ewenementem jest niezniszczony pomnik Kościuszki w parku, glorietka i grób nieznanego żołnierza.

Powrót do ruin

W ciągu stu dni 11-tysięczne Jasło uległo całkowitej zagładzie. W styczniu do miasta wkroczyli Rosjanie. – 15 stycznia 1945 roku obudził nas potężny huk armat i terkot karabinów maszynowych. Nad głowami latały samoloty z czerwoną gwiazdą, ostrzeliwując z broni pokładowej grupki niemieckich żołnierzy. 16 stycznia w wiosce pojawił się patrol radzieckich żołnierzy. Radość z tego spotkania nie miała granic, zwłaszcza wśród wysiedleńców, którzy teraz mieli pewność powrotu do Jasła – wspomina Henryk Zych. 18 stycznia 1945 roku rodzina Zychów postanowiła wrócić do Jasła. Ulice były jednym wielkim gruzowiskiem. Poszli na ulicę Zieloną, skąd odeszli na wysiedlenie. Z ich domu nie zostało nic, a ulica była wielkim pogorzeliskiem. Zamieszkali w Ulaszowicach u rodziny.

W ostatnich dniach przed wyzwoleniem miasto stało w ogniu pożarów i trzęsło się od wybuchów też patrzyli. – Któregoś styczniowego dnia gruchnęła wieść, że nieopodal pali się stodoła sołtysa, od wybuchu bomby, która w nalocie trafiła w jego dom. Ciekawskie, pobiegłyśmy tam trzymając się pod rękę, ciocia Krysia, ja i ciocia Zosia Knulowa – siostra taty. W pewnym momencie padł strzał z oddali, ciocia upadla. Pobiegłyśmy do domu oznajmiając, że chyba zemdlała. Okazało się, że została zastrzelona od kuli niemieckiego żołnierza, który chwilę wcześniej przesłuchiwał jej syna Adama – wspomina Janina Dranka.

Tata pani Janiny był stolarzem, zbił trumnę z desek, które sukcesywnie przemycał z miasta. Rodzina zdecydowała: musi wrócić tam, skąd pochodzi, pochowają ją więc w Jaśle. Położyli trumnę na dwukołowym wózeczku i poszli do wymarłego miasta pochować krewną. Ulice zasypane gruzem, w koło jedno wielki rumowisko. Grobową ciszę, co jakiś czas, przerywał tylko odgłos walających się blach. Po drodze nie spotkali żywej duszy. Pogrzeb zastrzelonej Zofii Knul był pierwszym po wyzwoleniu miasta w styczniu 1945. Niedługo po pogrzebie wrócili do Jasła i zamieszkali w domu brata taty Romana Jurysia, na Śniadeckich. – Dom ocalał, bo tam mieszkali podpalacze miasta i mieli aptekę. Tata stopniowo odbudowywał nasz dom. Cegieł było pod dostatkiem, wiele z powalonego budynku szkoły Staszica i magistratu. Trzeba było je tylko oczyścić. Spoiwem była glina. Odbudowane od zachowanych fundamentów mury przygotował czasowo do zamieszkania – podkreśla jaślanka.

Kilka miesięcy później rodzina pani Janiny znów zebrała się na cmentarzu. I znów było to pierwsze takie wydarzenie w powojennym Jaśle. – Moja kuzynka, Maria Wolska wychodziła za mąż za Bolesława Jankowskiego. Brali ślub w kaplicy cmentarnej, bo wszystkie kościoły były zniszczone.

Odbudujemy miasto

Jednak wiele osób, które nie widziały tutaj szansy dla siebie po prostu do miasta już nie wróciły. Pierwszy spis mieszkańców wykazał ok. 300 osób. – Była nawet taka idea, żeby Jasło nie odbudowywać, bo to zbyt duży koszt, ale przenieść na Ziemie Odzyskane jedno z miast, żeby dostało nazwę Jasło, a tu zostawić jako pomnik II wojny. Mieszkańcy sprzeciwili się tej idei. Powstał komitet odbudowy miasta Jasła, który sukcesywnie zbierał środki, organizował życie mieszkańców i Jasło odrodziło się – zaznacza Mariusz Świątek.

Już w styczniu 1945 zaczęto organizować władze samorządowe. 9 lutego starosta Michał Sałustwoicz powołał Stanisława Kuźniarskiego na burmistrza Jasła. Zastępcą został Władysław Mendys. Siedziba władz mieściła się w spalonym budynku przy ulicy Asnyka.

Ludzie zaczęli odgruzowywać miasto. Zaczęła się jego powolna odbudowa.

Pierwsza w Jaśle zaczęła funkcjonować huta szkła, stary, przedwojenny zakład. Huta dostarczała szkło na odbudowę stolicy, a za to część pieniędzy, zbieranych przez cały kraj, przeznaczonych na odbudowę stolicy, dostawało Jasło.

Trzeba docenić determinację mieszkańców, chęć pozostania, bo wiele osób nie miało się gdzie udać, tu znali ludzi, środowisko. Ponadto sytuacja w kraju nie była klarowna i bezpieczna. Trwały jeszcze działania wojenne. Wybieranie się w obce strony wymagało pewnej odwagi i determinacji – stwierdza historyk.

I tak ani obejrzeli się na zgliszczach Jasło odrodziło się na nowo. Choć odbudowa trwa tak naprawdę do dnia dzisiejszego. Jeszcze kilka lat temu były miejsca po wyburzonych kamienicach, puste place, które są sukcesywnie zapełniane.

Marzena Miśkiewicz

Tekst ukazał się w numerze 37 z dnia 10 września br. tygodnika Nowe Podkarpacie.

{gallery}galerie/jasło_wojna{/gallery}

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj