niedziela, 29 stycznia, 2023

Odpowiedź Waszej Wysokości mogłaby się…..

1
Odpowiedź Waszej Wysokości mogłaby się…..
Janusz Rak, fot. arch.
Udostępnij:

Jako świadomy obywatel powiatu jasielskiego z ciekawością czekałem na debatę Rady Powiatu na temat Uchwały Budżetowej Powiatu Jasielskiego na rok 2023. Wszak uchwała ta zadecyduje o kierunkach rozwoju powiatu. Myślałem, że Zarząd Powiatu i Rada Powiatu, przynajmniej jej część opozycyjna, dyskutować będą na forum publicznym na temat budżetu, deficytu i bieżących wydatków, czyli tego, co wszystkich nas mieszkańców powiatu i każdego z osobna dotyka bezpośrednio. Pozytywne opinie komisji rady nie dziwią, wszak ich skład został przegłosowany tak, a nie inaczej. No ale zawsze pozostaje opozycyjna część rady, która może zadawać niewygodne pytania, wyrażać swoje wątpliwości i obawy.


Tradycyjnie pierwszy swoje uwagi do budżetu przedstawił radny Janusz Przetacznik. Jak zawsze argumenty poparte były konkretnymi liczbami, ze zwróceniem uwagi na niepewność założeń budżetu, wynikającą z aktualnej sytuacji ekonomicznej w kraju i przede wszystkich ze znanych  stałych obciążeń. Pozostawiony margines bezpieczeństwa finansowego powiatu jest niewielki, bo to ok. 75 tys. zł a to przecież tylko 0,05% planowanych wydatków bieżących. Po wzroście od 1 stycznia 2023 r. stawki podatku  VAT aż strach się bać. Wątpliwości zgłaszali także inni radni opozycyjni. Spodziewać się należało, że autorzy, a może tylko sygnatariusze, budżetu w osobach członków zarządu wejdą w polemikę w sposób równie merytoryczny, wszak za swoją „służbę dla pomyślności mieszkańców powiatu” pobierają pieniądze, które, ktoś złośliwy mógłby określić: „i to nie małe”. Niestety wystąpienia członków zarządu miały wyłącznie charakter propagandowy. Stwierdzenia „naprawdę dużo się robi …”, „można się czepiać, ale ja wiem .”, „wiadomo, jakieś obawy są .”, „gdzie byśmy byli, gdyby nie …”, przy braku jakiejkolwiek analizy ekonomicznej, nawet przy dużej dawce dobrej woli można co najwyżej uznać, za „nienachalnie merytoryczne”. W tym samym duchu odpowiedział także Pan Starosta, przytaczając wyłącznie argumenty w duchu politycznych ocen, bez próby nawet, dyskusji „na, czy o liczbach”.
Zasadnym wydaje się być pytanie, czy w którejkolwiek ze spółek prawa handlowego, które przecież także mają zarząd i radę nadzorczą, dyskusja tejże rady nad projektem budżetu firmy przedstawionym przez zarząd mogłaby mieć taki przebieg?  

Zastanawiałem się czas jakiś, dlaczego taki, a nie inny dobór kandydatów na takie stanowiska stosują partie polityczne. Czy aby czasem dbałości o własny interes, która czasami przekształca się nawet w pazerność, nie bierze się za jakże potrzebne na takich stanowiskach zdolności menadżerskie? I nagle olśnienie. „Ale to już było …” jak śpiewa mój ulubiony bard Andrzej Sikorowski. Problem ten znany jest już od pokoleń. Na dowód przytaczam za ś.p. prof. Ludwikiem Stommą, w brzmieniu oryginalnym, przecudnej urody historyjkę. Tych, którzy przebrną do końca, tego nieco przydługawego wywodu, czeka w nagrodę niezwykle subtelna pointa, która pozwoli zrozumieć, o co chodzi w tym tytule. 

„Smakowita anegdota (se non e  vero, e ben trovato – jeżeli to nieprawdziwe, to przynajmniej dobrze wymyślone) relacjonuje problemy dworu habsburskiego z arcyksięciem Franciszkiem Ferdynandem, który, jak się wydawało przed samobójczą śmiercią syna cesarskiego Rudolfa, nie miał żadnych szans na następstwo tronu. Musiał on przecież zająć odpowiednie miejsce w strukturze społecznej CK Austro-Węgierskiej. Dwie ewentualności nasuwały się od razu: powinien zostać kardynałem albo marszałkiem. Pech chciał jednak, że arcyksiążę miał skłonności erotomańskie, co w XIX wieku ośmieszałoby już sukienkę duchowną, co gorsze – nie okazywał żadnych skłonności do wojaczki  i bardzo nieudolnie jeździł konno. Postanowiono w tej sytuacji (co świadczy o nadążaniu dworu wiedeńskiego za duchem czasów), że zostanie wielkim uczonym. Rozprawę, dotyczącą oczywiście dziejów rodziny habsburskiej, napisali najwybitniejsi specjaliści. Pozostawał jednak egzamin doktorski. Starannie dobrana komisja zdawała sobie oczywiście doskonale sprawę, że Ferdynand nie ma pojęcia o „swojej” pracy. Przewodniczący, cały w ukłonach, żeby zachować protokolarne pozory, zwrócił się do egzaminowanego:
Żeby nie zaprzątać bezcennego czasu Waszej Książęcej Mości, ograniczymy się do jednego pytania: – W którym roku wstąpił na tron miłościwie nam panujący cesarz Franciszek Józef? (Przed paroma dniami obchodzono właśnie uroczyście czterdziestą rocznicę).
Ferdynand wydął wargi:
– Czy ja wiem, może jakieś trzydzieści lat temu….
Egzaminator nie zmieszał się ani przez chwilę:
– Odpowiedź  Waszej Wysokości mogłaby się być może prostakom wydawać nieprecyzyjna, ale sama w sobie jest doskonała.
Tak oto uzyskał arcyksiążę Franciszek Ferdynand doktorat nauk humanistycznych Uniwersytetu Wiedeńskiego.”

Janusz Rak 

1 KOMENTARZ

  1. Szkoda, że w równie celny sposób nie komentuje Pan tego co się dzieje w urzędzie miasta , gdzie jego wysokość i radni podejmują przedziwne decyzje. Trafność ich inwestycji, jakże potrzebnych miastu jest opisana na innych portalach. Tam też, z jednym wyjątkiem, wiele się nie dyskutuje tylko zgodnie podnosi łapki. Może czasem Pan o tym napisze?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj