środa, 17 sierpnia, 2022

Poselskie „pięć minut”?

0
Poselskie „pięć minut”?
Udostępnij:

Niedawno za pośrednictwem mediów na światło dzienne wyszła sprawa, o której zapewne wiele osób wcześniej wiedziało, ale widocznie lub taktycznie milczało. Z jakiś powodów postanowili teraz zainteresować tym lokalne media. I dobrze, takie historie (których w Polsce jest zapewne wiele) trzeba nagłaśniać. Problem jednak w tym, by zdobytą wiedzę umiejętnie wykorzystać w przyszłości. By posłużyła budowaniu dojrzałej demokracji, a nie tylko dawała pożywkę do bieżących plotek i złośliwych komentarzy.

Po pierwsze ordynacja wyborcza daje naszym posłom i senatorom wyłącznie wybiórczą samodzielność – samodzielność w sprawie indywidualnego rozliczenia działalności i kosztów biura poselskiego. W pozostałych przypadkach wręcz króluje dyscyplina klubowa. Poseł musi podporządkować się swojej partii, jeśli nie, to musi z niej wystąpić albo zostaje wyrzucony. Mandatu nie musi przy tym oddawać, ale tracąc zaplecze polityczne jako poseł niezrzeszony niewiele znaczy.

Demokracja to piękna sprawa, ale niekoniecznie w polskim wydaniu. Popatrzmy na dojrzałe demokracje. Tam na działalność polityczną mogą sobie pozwolić wyłącznie osoby dobrze sytuowane, majętne, z dużym dorobkiem zawodowym i z dużym bagażem doświadczeń. W naszym przypadku niejednokrotnie działalność polityczna, w tym także działalność w samorządzie, utożsamiana jest z dodatkowym a czasem wręcz jedynym źródłem dochodu. Tak niestety budowane są tzw. młode demokracje, do których i my się zaliczamy. A efekty jakie są każdy widzi.

Ale to nie koniec naszych niedoróbek. Kolejna to kwestia wybiórczości. Dlaczego u nas element kontroli wewnętrznej funkcjonuje zawsze dopiero na koniec kadencji, bądź w chwili utraty mandatu poselskiego? Skoro nadzór i kontrole są elementami codziennej pracy Kancelarii Sejmu, to dlaczego w przypadku byłej pani poseł nieprawidłowości nie zostały w porę wyłapane? Ponad 104 tys. zł, o których mówi prokuratura, nie wzięło się z rozliczenia jednego, czy nawet kilku „kwitków” czy jednego miesiąca. Od chwili zgłoszenia podejrzenia o przestępstwie do prokuratury, do dnia postawienia zarzutów minęły trzy lata. W tym czasie przez dwa była pani poseł nadal pełniła swój mandat. Czy za pospolite przestępstwa, jakim jest np. przywłaszczenia sobie mienia, parlamentarzystę powinien chronić immunitet? I kolejny znak zapytania. Skoro były nieprawidłowości, to przy bieżącej kontroli Kancelarii Sejmu zapewne musiały być wyłapane. Jeśli tak, to dlaczego zgłoszenie do prokuratury złożył były pracownik byłej pani poseł, a nie pracownicy Kancelarii Sejmu? Kancelaria przyjmowała rozliczenia i nie zareagowała, to widać uznała, że nie budzą wątpliwości i wszystko jest w porządku. Teraz okazało się, że budziły i to spore. Niekompetencja sejmowych organów kontroli czy wystąpiły inne powody?

W dojrzałych demokracjach przyłapany na najdrobniejszym przestępstwie polityk ponosi nie tylko polityczną i moralną odpowiedzialność, ale także, a może przede wszystkim, finansową. U nas, nie tylko zresztą w wydaniu krajowym, ale i lokalnym, polityk może jedynie stracić mandat lub pełnioną funkcję. Jeśli społeczeństwo będzie na tyle dojrzałe, by wyciągnąć z tego wnioski, to już nigdy nie będzie wybrany. Popatrzmy na najbliższe „podwórka”. Odwołuje się zarząd powiatu m.in. z powodu złego gospodarowania publicznymi pieniędzmi albo w trakcie kampanii wyborczej wychodzi na jaw, że jeden czy drugi, były włodarz, źle nimi gospodarował. I co może go za to spotkać poza utratą stanowiska? W przypadku wyborów lokalnych być może w kolejnej kadencji społeczeństwo już takich osób nie wybierze. Oczywiście pod warunkiem, że nadużycia i nieprawidłowości są nagłośnione w mediach. W przeciwnym wypadku, a już w wyborach parlamentarnych szczególnie, liczy się szyld a nie efekt, liczy się lista partyjna, a nie wiedza i uczciwość. Była pani poseł, bohaterka lokalnego „skandaliku” , nie dlatego nie została posłanką po raz kolejny, że wyborcy wiedzieli o jej (nie udowodnionych jeszcze!) oszustwach, nie dlatego, że źle rozliczała publiczne pieniądze. Nie została ponownie wybrana, ponieważ żadna partia nie wystawiła jej po raz kolejny na listę. Na ile to mądrość przywódców partyjnych a na ile fakt, że partia przestała istnieć, trudno w tej chwili wyrokować.

Czy to dziwne, że nas nie dziwi, jeśli ktoś zostaje politykiem „przypadkowo”, czy to lokalnym, ponad lokalnym czy krajowym, i ma świadomość, że niewiele umie i raczej nie może liczyć na kolejną kadencję, to często chce swoje „pięć minut” wykorzystać do maksimum? To zapewne zbyt duże uproszczenie, ale obrazujące nasze smutne realia.

Ewa Wawro

Artykuł powiązany:   Była posłanka Małgorzata M. stanie przed sądem!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj