Od dłuższego czasu zadaję sobie jedno pytanie: czy w Powiecie Jasielskim była i nadaljest wola ratowania i przede wszystkim utrzymania Szpitala Specjalistycznego w Jaśle? Niestety, im dłużej obserwuję kolejne decyzje dotyczące tej placówki, tym trudniej odpowiedzieć mi na nie twierdząco.
Gdyby szpital rzeczywiście był dziś priorytetem, od miesięcy rozmawialibyśmy przede wszystkim o tym, jak wyprowadzić go z kryzysu. Dyskutowalibyśmy o audycie, programie naprawczym, dramatycznej sytuacji finansowej, przyszłości oddziałów i sposobach zatrzymania lekarzy. Tymczasem osią publicznej debaty stają się kolejne decyzje personalne. To one wywołują największe emocje, to im poświęca się najwięcej czasu i to wokół nich pojawia się pośpiech, którego próżno szukać przy sprawach naprawdę decydujących o przyszłości szpitala.
Nie ukrywam, że właśnie ta zmiana priorytetów zaczyna mnie naprawdę niepokoić.
Kilka tygodni temu było już wiadomo, że Henryk Przybycień kończy swoją misję i z dniem 1 lipca przestanie kierować szpitalem, a Dariusz Kowalski honorowo złożył rezygnację ze stanowiska zastępcy dyrektora ds. leczniczych. Wydawało się czymś zupełnie naturalnym, że skoro za chwilę ma zostać ogłoszony konkurs na nowego dyrektora, to właśnie jego zwycięzca powinien otrzymać możliwość zbudowania własnego zespołu i ponoszenia odpowiedzialności za ludzi, których sam wybierze. Tymczasem nagle okazało się, że nie ma ważniejszej sprawy niż błyskawiczne obsadzenie stanowiska zastępcy dyrektora do spraw lecznictwa.
Zadawaliśmy wtedy bardzo proste pytania. Skąd ten pośpiech? Dlaczego właśnie teraz? Dlaczego to odchodzący dyrektor ma uruchamiać procedurę konkursową? Dlaczego nie można poczekać i dać szansę wyboru nowemu dyrektorowi? Zamiast rzeczowej dyskusji usłyszeliśmy, że przesadzamy i doszukujemy się problemów tam, gdzie ich nie ma. Ostatecznie udało się proceduralnie zablokować tę decyzję, ale do dziś nikt nie odpowiedział na pytanie, dlaczego była ona aż tak pilna.
Na tym jednak historia się nie kończy.
Jak zapowiedział nam starosta Tadeusz Gorgosz, do czasu rozstrzygnięcia konkursu obowiązki dyrektora będzie pełniła zastępca dyrektora ds. administracyjno-ekonomicznych Katarzyna Klimczak. Z pragmatycznego i organizacyjnego punktu widzenia wydawało się to rozwiązaniem najbardziej naturalnym. Szpital zachowuje ciągłość zarządzania, nie byłoby potrzeby tworzenia kolejnego, tak wcześniej krytykowanego, rozwiązania przejściowego. Nie pisząc już o dodatkowych wydatkach związanych z powierzeniem obowiązków osobie spoza ścisłego kierownictwa szpitala.
Tymczasem 1 lipca pełniącym obowiązki dyrektora został dr Szymon Niemiec.
Nie piszę tego dlatego, że mam coś przeciwko doktorowi Niemcowi. Nie oceniam jego kompetencji ani nie kwestionuję jego dorobku zawodowego. Zastanawia mnie jednak sama decyzja i sposób jej podjęcia. Co wydarzyło się pomiędzy wcześniejszymi zapowiedziami a 1 lipca? Dlaczego zrezygnowano z rozwiązania, które jeszcze chwilę wcześniej wydawało się tak oczywiste? Czy były ku temu ważne względy organizacyjne lub ekonomiczne? Jeżeli tak, mieszkańcy mają prawo je poznać, bo mówimy o publicznym szpitalu utrzymywanym z publicznych pieniędzy.
To zresztą prowadzi mnie do pytania znacznie ważniejszego niż nazwiska.
Dlaczego sprawy personalne potrafią być załatwiane błyskawicznie, a sprawy naprawdę decydujące o przyszłości szpitala miesiącami stoją w miejscu? Audyt miał zostać wykonany, ale do dziś go nie ma, a nawet nie został zlecony. Program naprawczy po nowemu „się pisze”! Za to kolejne decyzje personalne zapadają z zadziwiającą sprawnością. Trudno nie odnieść wrażenia, że właśnie one stały się priorytetem.
Szpital nie potrzebuje dziś kolejnych personalnych zwycięzców. Potrzebuje ludzi, którzy choć na chwilę odłożą na bok własne ambicje, polityczne kalkulacje i walkę o wpływy, a zaczną zajmować się tym, do czego zostali wybrani i powołani – ratowaniem najważniejszej publicznej placówki w naszym powiecie. Bo jeśli dziś źle ustawimy priorytety, jutro może się okazać, że nie będziemy już dyskutować o tym, kto zajmuje który gabinet, ale o tym, którego oddziału nie udało się utrzymać.
Przez osiem lat pracy w Radzie Powiatu widziałam już wiele politycznych sporów. One były, są i będą. Nigdy jednak nie zgodziłam się z tym, aby polityka przesłaniała dobro wspólne. Dlatego oczywiście interesuje mnie, kto kieruje szpitalem. Nie dlatego, że kibicuję konkretnym nazwiskom, ale dlatego, że od tej osoby zależy zdrowie i bezpieczeństwo tysięcy mieszkańców naszego powiatu. Chcę jednak, aby o wyborze decydowały kompetencje, doświadczenie i uczciwa procedura, a nie pośpiech, polityczne kalkulacje czy personalne układanki.
Można wygrać wszystkie personalne bitwy, obsadzić wszystkie stanowiska i zbudować wszystkie układy, a jednocześnie przegrać coś znacznie ważniejszego – szpital. A jeśli przegra szpital, przegrają przede wszystkim mieszkańcy.
Dlatego nie zamierzam milczeć. Nie dlatego, że chcę prowadzić z kimkolwiek osobistą wojnę. Dlatego, że znacznie bardziej niż personalne rozgrywki interesuje mnie przyszłość naszego szpitala. Im dłużej obserwuję kolejne decyzje, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że niezależny audyt jest dziś potrzebny nie tylko po to, aby rozliczyć przeszłość, ale przede wszystkim po to, by odzyskać zaufanie mieszkańców do sposobu zarządzania ich szpitalem.
Mogę mylić się w ocenie ludzi. Mogę nie znać wszystkich motywów podejmowanych decyzji. Ale w jednej sprawie nie mam żadnych wątpliwości – znacznie większym błędem byłoby dziś milczeć niż zadawać trudne pytania. Bo milczenie jeszcze nigdy nie uratowało żadnego szpitala.
Ewa Wawro
radna RPJ
subiektywny obserwator





























































