Jeszcze nigdy nie wychodziłam z sesji Rady Powiatu zbudowana tym, co usłyszałam o jasielskim szpitalu. Wczoraj wyszłam.
Po raz pierwszy mieliśmy okazję posłuchać nowego dyrektora Jarosława Kosonia i przyznam, że zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Na pozostałych radnych zresztą chyba też. Nie dlatego, że obiecał cuda albo próbował przekonywać, że za chwilę wszystkie problemy znikną. Wręcz przeciwnie. Powiedział wprost, że będzie trudno, że konieczne będą poważne zmiany i że niektóre decyzje będą bolały. Mogą oznaczać zwolnienia, łączenie niektórych obszarów działalności, przesuwanie łóżek pomiędzy oddziałami, a być może również rezygnację z tego, czego w obecnym kształcie zwyczajnie nie da się dłużej utrzymywać.
Różnica polegała jednak na tym, że za tymi słowami szło konkretne „dlaczego” i równie konkretne „co można zrobić”.
Jeżeli jeden oddział ma niewielkie obłożenie, a inny mógłby przyjąć więcej pacjentów i zwiększyć przychody, trzeba zastanowić się nad przesunięciem łóżek. Jeżeli szpital wykonuje procedury, za które mógłby otrzymywać z NFZ znacznie wyższe finansowanie, a przez sposób ich opisywania i rozliczania dostaje zdecydowanie mniej, trzeba to natychmiast naprawić. Jeżeli błąd popełniony przy przygotowaniu dokumentacji dotyczącej rehabilitacji doprowadził do drastycznego obcięcia kontraktu, trzeba wreszcie nazwać problem po imieniu, wyciągnąć z niego wnioski i zrobić wszystko, żeby podobna sytuacja więcej się nie powtórzyła.
Dyrektor mówił również o bardzo dobrym spotkaniu z ordynatorami. Jak sam przyznał – burzliwym, ale chyba właśnie takich rozmów szpital dzisiaj potrzebuje. Tym bardziej że sami ordynatorzy wskazywali podczas tego spotkania problemy i błędy w funkcjonowaniu poszczególnych obszarów placówki. Jeżeli mamy wyciągnąć szpital z sytuacji, w której każdego miesiąca generuje około 3–3,2 miliona złotych straty, czas omijania trudnych tematów naprawdę się skończył.
Szczególnie mocno wybrzmiała kwestia wynagrodzeń lekarzy kontraktowych. W szpitalu pracuje około 900 osób, z czego około 100 stanowią lekarze, wśród których część otrzymuje bardzo wysokie wynagrodzenia kontraktowe. Sens wypowiedzi dyrektora był jasny: jeżeli ta grupa nie będzie gotowa zrobić kroku w tył w swoich oczekiwaniach finansowych, może dojść do sytuacji, w której nie uda się uratować miejsc pracy ani tych stu osób, ani pozostałych ośmiuset. Jeżeli szpital finansowo tego nie udźwignie, problem przestanie bowiem dotyczyć wysokości poszczególnych kontraktów, a zacznie dotyczyć dalszego istnienia całej placówki.
Jarosław Kosoń zapowiedział przy tym bardzo wyraźnie, że nie zamierza ulegać presji ani stawianiu sprawy na zasadzie: albo otrzymam oczekiwaną stawkę, albo odchodzę. To mocna deklaracja, szczególnie w szpitalu, w którym przez lata argument o braku lekarzy bardzo często kończył dyskusję o wysokości kontraktów. Nowy dyrektor twierdzi, że jest gotów szukać innych rozwiązań i innych ludzi. Pierwsze efekty już, jak mówił, są – dwóch młodych lekarzy chce rozpocząć pracę w Jaśle i, co istotne, nie stawia przy tym wygórowanych oczekiwań finansowych.
Ciekawy był również wątek wierzycieli szpitala. Do tej pory część kontrahentów, wobec których placówka ma wymagalne zobowiązania, nie była już zainteresowana kolejnymi rozmowami o przesuwaniu terminów płatności. Po zmianie dyrekcji sytuacja zaczęła wyglądać inaczej. Jak mówił Kosoń, kontrahenci przychodzą, rozmawiają i są skłonni dać mu jeszcze dwa czy trzy miesiące oddechu. To oczywiście nie rozwiązuje problemu zadłużenia, ale daje coś, czego szpital bardzo dziś potrzebuje – trochę czasu na próbę opanowania bieżącej sytuacji i ograniczenia gigantycznej miesięcznej straty.
Nie wiem, czy wszystkie te zamierzenia się powiodą. Nie wiem też jeszcze, jak będzie wyglądał Program Naprawczy, bo ten dopiero powstaje. Dyrektor mówił, że ma na jego przygotowanie 60 dni, choć chciałby przedstawić go wcześniej. I bardzo dobrze, że nie zgodził się na podpisanie dokumentu przygotowanego przez poprzednią dyrekcję, ale pracuje nad własnym planem, bo właśnie tego oczekiwałam od człowieka, któremu powierzono odpowiedzialność za wyprowadzenie jasielskiego szpitala z kryzysu.
Po jednym wystąpieniu nie zamierzam oczywiście wystawiać nikomu świadectwa, ale mogę powiedzieć jedno: po raz pierwszy od dawna usłyszałam rozmowę o jasielskim szpitalu, w której nie dominowało tłumaczenie, dlaczego czegoś się nie da zrobić. Usłyszałam natomiast, gdzie są problemy, skąd się biorą, co można zmienić i gdzie mimo fatalnej sytuacji nadal są możliwości zwiększenia przychodów czy lepszego wykorzystania potencjału szpitala. I właśnie takiej rozmowy od dawna mi brakowało.
Jest jeszcze jeden ważny element tej układanki. Rada Powiatu w Jaśle wskazała mnie wczoraj jednogłośnie jako swojego przedstawiciela w komisji konkursowej, która będzie wybierała Zastępcę Dyrektora ds. Lecznictwa. Nie ukrywam, że ma to dla mnie szczególne znaczenie, bo dwukrotnie sprzeciwiałam się próbom przeprowadzenia tego konkursu przez poprzednie kierownictwo, jeszcze zanim poznaliśmy nazwisko nowego dyrektora. Uważałam, że to właśnie nowy dyrektor powinien mieć realny wpływ na wybór człowieka, z którym będzie prowadził szpital, dlatego razem z kolegami robiłam wszystko, co było możliwe, aby tamte próby zatrzymać. Udało się i dzisiaj jestem jeszcze bardziej przekonana, że warto było.
Teraz konkurs odbędzie się już w zupełnie innej sytuacji. Chciałabym, aby wygrał go dobry lekarz i dobry organizator, ale również człowiek niezależny, który nie będzie reprezentował interesów którejkolwiek z funkcjonujących w szpitalu grup i nie stanie się zakładnikiem istniejących od lat zależności. Dyrektor Kosoń bardzo wyraźnie powiedział wczoraj, że sam nie zamierza ulegać naciskom z żadnej strony. Mam nadzieję, że podobną niezależność będzie miał również jego przyszły zastępca ds. lecznictwa, bo bez tego trudno sobie wyobrazić przeprowadzenie zmian, o których wczoraj tyle usłyszeliśmy.
Po wczorajszej sesji mam więc więcej nadziei niż jeszcze kilka dni temu, choć po doświadczeniach ostatnich lat pozostaje ona ostrożna. Jarosław Kosoń mówi konkretnie, nie unika tematów trudnych i najwyraźniej zdaje sobie sprawę, że próba ratowania tego szpitala oznacza również decyzje, które nie wszystkim się spodobają.
Teraz najważniejsze będzie jednak to, czy za tymi słowami pójdą decyzje i czy będzie miał dość determinacji, żeby przy nich pozostać również wtedy, kiedy zaczną się naciski.
Bo zaczną się na pewno.
Ewa Wawro
radna Rady Powiatu w Jaśle
subiektywny obserwator





























































