piątek, 19 sierpnia, 2022

Przygoda czasem i przestrzenią. Golesz – jak feniks z popiołów…

0
Przygoda czasem i przestrzenią. Golesz – jak feniks z popiołów…
Udostępnij:

Tytułem wstępu do dłuższej – cyklicznej opowieści chciałem przedstawić dziś przykłady kilku zaledwie miejsc, w których zaginiona historia naszego regionu ociera się o rzeczywistość w formie mniej lub bardziej znanych turystycznych atrakcji.

Oczywiste jest to, że trudno w sposób naukowy i w pełni wiarygodny, przedstawić te miejsca w ich pierwotnej formie ze względu na niemal całkowity brak dokumentów pochodzących z okresu ich świetności. Najbardziej reprezentacyjne i znane są ruiny zamków, ale w całkowitym cieniu zapomnienia znalazły się zapomniane karpackie miasteczka szlaku winnego takie jak Jaśliska czy Dukla. Czas pokaże o ilu słynnych i ważnych dla naszej historii miejscach jeszcze nie wiem. Mam nadzieję, że uda mi się tym razem wciągnąć do tej „wędrówki w czasie i przestrzeni” Czytelników, którzy wskażą nieznane mi zakątki i fakty.

Rozdział Pierwszy – jak feniks z popiołów,
rozważania na temat jak mógł wyglądać legendarny gród na górze Golesz nieopodal Krajowic w powiecie jasielskim.

1

 

Któż z nas choć raz nie odwiedził ruin zamku – świadectwa dawnej militarnej potęgi tego kraju!

Na czyją wyobraźnie nie działają postrzępione, ciężkie kamienne mury? Skały Odrzykonia – Kamieńca są niezapomnianym widokiem, a rzadko kto zdaje sobie sprawę, że wyniosłe mury północnej kurtyny – same w sobie wysokie i niebotyczne, nakryte były prawdopodobnie drewnianym gankiem straży i wysokim, strzelistym dachem, który mógł dorównywać, a nawet przewyższać wysokością dzisiejsze mury kurtynowe. W pobliskich Krajowicach w lasach skrywają się inne ruiny, które obecnie wyciągane są z mroków dziejów przez badaczy. Ruiny, a właściwie tylko ich wspomnienie. Negatyw pogrzebany jeszcze w ziemi, którego okruchy wydobywa się cal po calu na powierzchnię, w tych miejscach gdzie jest to możliwe. A przecież i ta karpacka forteca niegdyś broniła się skutecznie przed najazdami niedostępnością kamiennych ścian, głębokich fos – zapewne czasowo wypełnionych wodą – oraz malowniczego stromego wzgórza. Obecnie zrujnowana budowla w Odrzykoniu i cień zamku w Krajowicach, to tylko interesujące miejsca weekendowych przejażdżek, ze zbadaną mniej lub bardziej pobieżnie historią, niknącą w mgłach wieków burzliwych wydarzeń.

Historią, która wędrowała naszymi górami od niepamiętnych czasów, której świadectwami są dworzyska, zamczyska i grodziska wczesnośredniowieczne, a nawet wcześniejsze. Na każdym niemal kroku naszego regionu, możemy spotkać się z nieczytelnymi i enigmatycznymi już często świadectwami minionej potęgi ludów, które zamieszkiwały sine beskidzkie góry. Potrzebne są badania naukowe! Prawdziwa naukowa wyprawa wymaga jednak czasu i środków nieosiągalnych dla szarego badacza i dlatego jedynym sposobem na doraźne wskrzeszenie tych pomników historii pozostaje rozwinięcie wyobraźni i popuszczenie wodzów fantazji, która w oparciu o zdobywaną latami wiedzę, może przyczynić się do uczynienie naszych ciekawych stron jeszcze bardziej malowniczymi. Temu dziełu ma służyć cykl artykułów popularno-naukowych, który niniejszym otwieram.

2

Cóż dziś można powiedzieć o zamku Golesz? Niezbyt wiele jak na tak piękny zakątek z długą i barwną historią. Czy zamczysko zaczęło się od grodziska położonego wśród malowniczych wychodni skalnych, które same w sobie są już wystarczająco atrakcyjne by je odwiedzić? Czy rycerz Bogoria więził swoją brankę w drewnianym grodzie, czy kamiennym zamku? Niegdyś drzewa wokół grodziska nie przesłaniały widoku o czy mówi nazwa Golesz… jego mieszkańcy dbali o ich brak nie tylko ze względów obronnych, ale również praktycznych – czymś trzeba było ogrzewać zimne komnaty. Niezły pomysł na ekologiczną energię odnawialną, która sama rośnie. Być może Wiślanie już w IX wieku docenili to miejsce, może wyczuwali energię zaklętą w skalnych głazach wychylających się z ziemi, być może kierowali się militarnymi powodami tworząc wraz z Trzcinicą, Lisowem i Przeczycą pierścień obronny wysuniętej (czyżby chłopaki już wtedy znali systemy wysuniętej obrony rozproszonej), wokół świętej góry i legendarnego miasta Lewocz. Czy tak było? Jakże mało wiemy o naszym dziedzictwie!

Aż się prosi by kiedyś napisać podobny artykuł o tej górze chroniącej swe pogańskie tajemnice w cieniu ramion chrześcijańskiego krzyża! Jakie mogło być to grodzisko – czy odnaleziona pod ziemią okrągła baszta mogła być kamiennym stołpem grodziska, na szczycie którego paliło się sygnalizacyjne ognisko jak w tolkienowskiej sadze.

3

Grodzisko – otoczony ziemno-drewnianymi wałami, ostrokołem i fosą plac, na którym ustawione były w nieokreślonym porządku chałupy lub ziemianki drużyny obrońców, pewnie w ich kręgu znajdował się też jak na owe czasy wystawny drewniany, słowiański – więc kolorowy dwór… któż to wie? Pewnie już nigdy tego się nie dowiemy, więc czemu nie możemy sobie tego wyobrazić i pofantazjować na ten temat.

4

Podjazd do grodu, być może tak jak późniejszy i obecny, wspinał się trawersem stoku by, u kulminacji wzgórza obejść grodzisko dookoła wzdłuż głębokiej fosy. Może podejście do grodziska było zamieszkane przez ludzi ufających, że w razie napaści uda jej się na czas schronić za piętrzące się nad dachami ich chałup wały. Wtedy we wnętrzu grodu ilość chałup byłaby mniejsza, bo zapewne w ciasnym okręgu wałów przemieszkiwałby wyłącznie grododzierżca ze służbą, a jego drużyna za umocnieniami. Czy podjazd był utwardzony i wyrównany? Czemu nie, wszak utwardzoną kamiennymi płytami drogę do starszej od Troi twierdzy odnaleziono na Górze Zyndrama w Maszkowicach. Wyzwanie inżynieryjne jakim była budowa grodu na szczycie wzgórza z pewnością wymagało przygotowania twardego dojścia do szczytu i było od niego znacznie bardziej skomplikowane. Wędrujemy więc twardym kamiennym szlakiem na szczyt, docieramy do grupy drewnianych, krytych deskami lub strzechą chałup przed szczytem, rozsiadłych w zacienionym przez wiekowe drzewa wypłaszczeniu terenu. Pewnie to jedyna poniżej szczytu kępa drzew od strony, od której nikt nie spodziewałby się najazdu. Stąd już tylko zatoka drogi po szczycie wałów przed fosą otaczającą obwałowania, przerwaną przy drewnianej wieży bramnej wąskim, zbudowanym z okrągłych bali mostem. Mostem w razie potrzeby łatwym do spalenia i całkowitego odcięcia dojścia do grodu. Wrota z grubych smołowanych dranic otwierały się do środka okręgu wałów zwieńczonych drewnianym, nakrytym gontowym dachem parkanem. Otwierały się wprost na dwór grododzierżcy, który zapewne z lewej i prawej stronie od poprzedzającego majdanu, posiadał nieokreślone zabudowania gospodarcze i pomocnicze tworzące praktyczną zagrodę jak wszak przystało na obiekt o militarnym charakterze i porządku. Dokoła niezbyt wysokich wałów ciągnęła się wykładana balami droga obwodowa, z której przy bramie i przy kamiennej baszcie za dworem prowadziły na szczyt wałów strome schodnie. Zapewne po podwórzu przechadzały się kury, gęsi i inny drób, może też jakieś świnki – wtedy nie było jeszcze SANEPIDU. Od południowej strony dworu mogła rosnąć rozłożysta, pachnąca lipa, która nie tylko ozdabiała, ale i zabezpieczała dwór przed nadmiarem słońca. Co się stało ze starym grodem? Być może padł ofiarą niespokojnych czasów, gdy nasze ziemie przechodziły z rąk do rąk. Uległ licznemu wrogowi, którzy wyciętym z wielkiego pnia taranem wyważyli wrota grodowe, uprzednio zasypawszy głęboką fosę i pokonali nielicznych zapewne obrońców. Może zdobyto go, podstępem opanowując bramę. Czy został przy tym spalony? Zależy jaki wróg go przejął i w jakim celu. Czy to burza dziejowa i nieokreślona katastrofa przyniosła mu kres czy… Mógł też wszak dotrwać do nowych czasów, gdy stare zbutwiałe wały ziemno-drewniane musiały być zmienione na trwalsze kamienne. Czyli, jak to się mówi w naszych czasach, grodzisko zostało zmodernizowane. Niestety z tego okresu do dziś nie zachowały się żadne ludowe opowieści i bajania… przynajmniej ja nic o tym nie słyszałem. Na tym kończy się rozdział, o którym mówią wyłącznie legendy oraz domysły i zaczyna opowieść o obiekcie, którego nieliczne relikty dotrwały do naszych czasów.

5

C.d.n.

Marek Gransicki – architekt, pracownik dydaktyczny Zakładu Budownictwa Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Krośnie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj