wtorek, 27 lutego, 2024

…. czy artysta się wygłupia?

1
<strong>…. czy artysta się wygłupia?</strong>
Janusz Rak, fot. arch.
Udostępnij:

Od wieków już, człowiek chciał zostawić potomności jakiś ślad po sobie. Ci najwięksi mogli pieścić swoją próżność oglądając swoje podobizny na pomnikach lub monetach, lub później na banknotach. Zwyczaj ten przetrwał do dzisiaj, lecz ta forma upamiętnienia zarezerwowana była i jest aktualnie dla największych władców, wodzów, czasami uczonych lub artystów. Taką formę upamiętnienia musiały uzasadniać osiągnięcia na polu dyplomacji lub toczonych zwycięsko wojen, ewentualnie uznanie w oczach naukowych gremiów lub odbiorców sztuki. Choć czasami wystarczał wpływowy krewny.

Próżność tych, o mniejszych zasługach musiała być zaspokajana za ich własne pieniądze. Zlecali więc artystom wykonanie portretów. Proces malowania takiego portretu bywał długotrwały i kosztowny. Dlatego też dzieła te oprócz samego wizerunku zamawiającego  zawierały często w tle opis jego osiągnięć. Najczęściej były to symbole, mające wiele znaczeń, których poprawne odczytanie wymagało dużej wiedzy.

Przykładem takiego dzieła jest obraz Hansa Holbeina Młodszego „Ambasadorowie”, który powstał w 1533 roku i  aktualnie wystawiany jest w National Galery w Londynie. Dzieło to, zostało wspaniale odczytane w utworze Jacka Kaczmarskiego, pod tym samym tytułem. Artysta opowiada, jak należy rozumieć symbolikę poszczególnych motywów widocznych na obrazie. I jak zawsze u Niego, opisuje subtelnie i niezwykle trafnie zarówno określone zdarzenie w przeszłości, jak i teraźniejszość.

Natura ludzka niezmienną jest, więc próżność nie jest obca także aktualnie, Najmiłościwiej Nam Panującym Włodarzom różnego szczebla. Wszak każde, najmniejsze nawet, wykonanie obowiązków służbowych posłużyć może jako pretekst do poinformowania społeczeństwa o kolejnym sukcesie na drodze do stworzenia mlekiem i miodem płynącej krainy dobrobytu. I nie ważne, czy chodzi to o otwarcie kolejnego kawałka chodnika, czy kolejnego inkubatora przedsiębiorczości. Zawsze jest to okazja do uroczystego przecięcia wstęgi, o którym należy poinformować społeczeństwo.

Dzięki osiągnięciom współczesnej techniki jest to znacznie łatwiejsze niż drzewiej bywało. Nie jest potrzebny trud artysty rzeźbiarza czy malarza, wystarczy fotograf, niekoniecznie już artysta fotografik, a czasem nawet urzędnik ze smartfonem, który bez zbędnej zwłoki przekaże kilka zdjęć lokalnym środkom masowego przekazu, które po okraszeniu ich zgrabnym opisem i koniecznie podpisem pod fotką, zamieszczą je na łamach swojego portalu, gazety czy ekranie lokalnej telewizji.

Kto z czytelników pamięta zdjęcie, na którym uśmiechnięci, pan starosta i pan minister Błaszczak z dumą prezentują promesę dofinansowania budowy strzelnicy w miejscowości Cieklin, w wysokości 1 360 000, 00 zł? Parafrazując lekko Jacka Kaczmarskiego, mam nadzieję, że mi wybaczy, można by zanucić:

Była – i nie ma jej, ach – cóż za wielka strata!
Na ile opiewała? Któż dzisiaj tego świadom?


Informacje te stają się czasami przedmiotem złośliwych uwag i komentarzy, ale Nasi Włodarze na to nie zważają, niezrażeni dalej działają na rzecz lokalnej społeczności i pozują, pozują.. Dziwię się tylko wszystkim tym, którzy codziennie wykonują rzetelnie swoją pracę i nie chcą iść w ich ślady. Wszak mogę wyobrazić sobie załogę sklepu, która na koniec tygodnia przecięciem wstęgi informuje o obsłużeniu iluś tam, mieszkańców powiatu. Czy też załogę jakiegoś zakładu produkcyjnego, która uroczystym przecięciem wstęgi podsumowuje tydzień, w którym wyprodukowano ileś tam kilometrów rur, tysięcy krzeseł czy zawiasów. Jako inspiracja, mogłyby tu posłużyć uroczystości tak chętnie organizowane przez budowlańców, zwane potocznie wiechą. Przynajmniej ta pierwsza, oficjalna ich część, bo już ta druga, nieoficjalna, niekoniecznie.

W tym miejscu chciałbym powrócić do utworu Jacka Kaczmarskiego, o którym mowa powyżej, by pokazać, że opis obrazu doskonale przystaje, przynajmniej moim, subiektywnym zdaniem, do dowolnej relacji z uroczystego przecięcia wstęgi, w naszych czasach. W celu uwiarygodnienia tej tezy przytaczam więc stosowny fragment:

„W milczących ustach bezwzględnego smak zwycięstwa,
W postawach – wielkość – osiągnięta już za życia.
Ciężka kotara obu wspiera tym – co kryje.
Patrzą przed siebie śmiało, pewni swoich racji,
Wszak dyplomacja włada wszystkim dziś – co żyje,
A oni – kwiat szesnastowiecznej dyplomacji!

Nie wiedzą, co to ból, co dżuma, albo katar.
Zachciankom wielkich – świat uczyni zawsze zadość!
To Georges de Selve – obiecujący dyplomata
I Jean de Dinteville – francuski ambasador.”

Tradycyjnie zachęcam do wysłuchania całego utworu, polecając szczególnej uwadze, przecudnej urody jego zakończenie. Stanowi ono, moim zdaniem, wisienkę na torcie, którą polecam do kawy lub kieliszeczka czegoś zacniejszego.

Na koniec, tradycyjnie już, tłumaczę, że ci z moich czytelników, którzy wysłuchają całego utworu, w nagrodę będą mogli odpowiedzieć sobie, „…..czy artysta się wygłupia?”

Link do utworu
https://youtu.be/ky24tma746g

Janusz Rak

1 KOMENTARZ

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.