Redakcja portalu Twoje Jasło nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane w dziale "Z prawa i z lewa". Poszczególne wypowiedzi są prywatnymi opiniami osób podpisanych pod tekstami.

W drodze

148

Temat sam się budował w toku mojej pracy zawodowej. Zresztą tak to już jest z felietonistami, że niczego nie muszą wymyślać, wystarczy się rozejrzeć. Zwykle dużo jeżdżę i przy tym obserwuję.

Zacznijmy od wizyty w pobliskim dużym mieście Rz. Kiedyś mnie tam sprawy rzuciły, aż na drugi koniec i co najlepsze, prawie w godzinach szczytu. Zwiedzałem rewiry w których nie byłem lata całe. Zwiedzałem rejony w których nie byłem nigdy. I co rzuciło mi się w oczy? Rz. Zaczyna być naprawdę dużym miastem! Pod względem infrastruktury z całą pewnością i pod względem zatłoczenia na ulicach. Łatwo to zauważyć po grupkach pieszych przyczajonych przy przejściach. Zatrzymałem się ze trzy razy i przepuściłem pieszych na całej długiej trasie. Dało się wyczuć coś w powietrzu. Wiecie jak to jest. Doświadczony kierowca (mam prawo jazdy od 27 lat), takie sytuacje przez skórę wyczuwa. Na twarzach przechodniów była nieufność i może nawet zdziwienie, a za mną w samochodach też coś było nie ta,k bo ze dwa razy byłem dojechany na trzy palce. Po załatwieniu sprawy zapytałem mojego kontrahenta o to zjawisko i pierwsze pytanie z jego strony:

 

– A nie został Pan obtrąbiony?

– Nie zostałem…

– To ma Pan szczęście, ponieważ w Rz. Od kilku lat wszyscy szanujący się mieszkańcy mają samochód lub kilka, przyjezdni też mają, bo czymś przyjechali a reszta … nie ma samochodu, więc chodzi na piechotę i czeka na przejściach.

Kilka dni później przypadkiem trafiłem na artykuł informujący, że policja za każde potrącenie na pasach będzie przede wszystkim zatrzymywać prawo jazdy.

Lubię sobie rozmyślać o aspektach różnych spraw i nie minęło dużo czasu, a ja popełniłem gafę na ul. J. skręcając w ul. K.. Prawoskret wykonałem z opóźnionym włączeniem migacza. Z K. natomiast chciał wyjechać biały dostawczak. I przez moje gapiostwo wyjechał około 3 może 4 sekund później. Co jednak najważniejsze kierowca tego białego samochodu wykonał sekwencję możliwie wulgarnych gestów przez co poznałem, że go zdenerwowałem. Z tego miejsca chciałem go serdecznie przeprosić i na swoją obronę powiedzieć, że nie zrobiłem tego umyślnie, a przez to, że rozmawiałem wtedy z synem o grach komputerowych, co spowolniło moją reakcję. Skądś znam kierowcę, skądś znam i kiedyś się na siebie napatoczymy… Wtedy mu wyjaśnię, bo nie wierzę, że teraz czyta ten felieton, a wciąż mi to siedzi w głowie.

Działo się to w czasie akcji jednego z producentów czekolady, która miała wyłonić najsympatyczniejsze miasto w Polsce, które się przytula.

Przez opóźnione włączenie migacza obniżyłem szanse miasta J. na wygraną.

W pobliskim K. Jest jeszcze inny zwyczaj. Zbliżających się do przejścia pieszych się puszcza. Podoba mi się ten zwyczaj z dwóch powodów. Pierwszy powód: dla zdrowia staram się być coraz częściej pieszym i gdy samochód zatrzyma się, to czuję się w jakiś sposób wyróżniony. Drugi powód: działam w miejscowości K. zawodowo i na przejściu może stać mój klient lub znajomy i tym sposobem będę miał okazję go pozdrowić lub się mu ukłonić.

Jechałem w stronę Sanoka. Akurat wtedy jechali pielgrzymi-rowerzyści do groty św. Jana z Dukli. Było ich trochę, więc pierwsze co się wydarzyło to droga zaczęła się delikatnie korkować. Zaczęły się pytania przez radio CB – dlaczego? Wyjaśniłem szybko, co miałem w zasięgu wzroku, że pielgrzymka rowerowa, że profesjonalnie uformowana w trzy grupy pozwalające na wyprzedanie etapami i że w niedługim czasie wszyscy szybko pogonimy dalej. Jakie było moje zdziwienie, gdy usłyszałem stwierdzenie, prawdopodobnie z samochodu pilota o tym, że jestem pierwszym kierowcą na trasie, który rozumie ich prawo do poruszania się drogą i dobrze się wyraził na ten temat. Wyłączyłem radio czym prędzej…

Czy ja jestem święty i nie denerwuję się za kierownicą?

Denerwuję się czasem, ale staram się to sobie jakoś pozytywnie obrócić. W jednym przypadku mi sie nie udaje. Od dłuższego czasu, nie pamiętam kiedy to się zaczęło, trwają roboty drogowe na skrzyżowaniu „drogidonikąd” z ulicą Bieszczadzką. Ważna droga, pieniądze kierowców, firm transportowych i praca w godzinach szczytu 2 pracowników, czasem 4. Organizacja tego remontu jak zwykle na polskich drogach jest dziwnie zorganizowana. I na koniec położony asfalt, na dziurze wcześniej wykopanej, wyraźnie różni się od pierwotnego kolorem. Mam nadzieję, że wiosną nie będzie tam toru przeszkód. To mnie denerwuje.

Nie użyłem całych nazw miast tylko literki, bo to wszystko może wydarzyć się wszędzie i zawsze.

Fragment artykułu z portalu psychologicznego:

„… Codzienne życie pokazuje, że nie jesteśmy w stanie uniknąć stresu. To, w jaki sposób będziemy radzić sobie z nim, zależy w dużej mierze od nas samych. Warto uzmysłowić sobie, że to nie sam stres, lecz nasza reakcja na niego, jest tym, co może nam zaszkodzić.”

Krzysztof Poplewski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj